poniedziałek, 24 listopada 2014

1.63


OCZAMI NARRATORA
Nie mogła się ruszyć. Wbiło ją w szpitalne schody. Była kompletnym szoku. Poppy musiała wyczuć, że Klaudia jest w kompletnym szoku bo odsunęła się od niej, jak najszybciej i odchrząknęła zakłopotana. Miler przełknęła ślinę i wzięła uspokajający oddech. Na policzkach blondynki pojawiły się ogromne rumieńce. Nie patrzyła Polce w oczy.
- Poppy ... 
- Nie, ja przepraszam. Nie powinnam, ale ...
- Poczekaj. - złapała piętnastolatkę za nadgarstek. - Ten ... pocałunek ... to znaczy, ty ... cholera. - Klaudia ukryła twarz w dłoniach. Nadale nie wiedziała co się dzieje. - Ty ...
- Tak, wolę dziewczyny. Na początku myślałam, że to przejściowe, ale ostatnio zdałam sobie sprawę ze swojej odmienności. Ja przepraszam za to co się przed chwilą wydarzyło. Po prostu ... musiałam sprawdzić. - szepnęła. W jej oczach błyszczały łzy. Polka westchnęła i nieśmiało ją przytulia. 
- Nie jestem na Ciebie zła. Bardziej pasowałoby użycie słowa zaskoczona i zszokowana. Trzeba było mi powiedzieć. A nawet, któreś z dziewczyn. Jestem pewna, że Alex z chęcią przystałaby na wasz pocałunek. Od dawna objawia lesbijskie zapędy. - tym zdaniem rozluźniła atmosferę. 
- Czyli między nam wszystko, okej? 
- No jasne. W sekrecie mogę Ci powiedzieć, że całujesz lepiej od mojego byłego. - powiedziała Klaudia, kiedy jechały windą na odpowiednie piętro. Poppy uśmiechnęła się lekko. - Mogę Cię o coś spytać? 
- Pewnie. 
- Kiedy zorientowałaś się, że lecisz na dziewczyny? 
- Jakieś pół roku temu. To niepokojące, kiedy wyobrażasz sobie swoją nauczycielkę od chemii w samej bieliźnie. - powiedziała Brytyjka. Zaśmiały się obie. Klaudia obiecała też, że na razie nikomu nie opowie o preferencjach piętnastolatki oraz o ich pocałunku. Reszta siedziała przed salą, w której leżała Alex i żywo o czymś rozmawiali. 
- Jesteście w końcu. Gdzie byłyście? - zapytał Liam. 
- Nie mogłam jej znaleźć. Schowała się na pobliskim przystanku. - skłamała Poppy, a Klaudia pokiwała głową na znak, że się z nią zgadza. 
- Musiałam się uspokoić, bo mało brakowało, żebym pojechała do Natalii i jej wpierdoliła. - mruknęła Polka i usiadła obok Nadii. Wszyscy się zaśmiali. Chwilę później wszyscy oprócz Zayna i Nadii poszli do bufetu coś zjeść. Nadia kątem oka spojrzała na Mulata. Chłopak siedział pochylony z twarzą ukrytą w dłoniach. Westchnęła i poklepała go po ramieniu. Było jej go żal. Widać było, że strasznie mocno, to wszystko przeżył. 
- Nie martw się Zayn. Ona z tego wyjdzie. Jest silną dziewczyną. 
- Wiem o tym Nad, ale i tak się o nią boję. 
- Tobie nadal na niej zależy. - bardziej stwierdziła niż zapytała. 
- Uczuć nie da się wyłączyć, to nie znika, kiedy chcemy. Można jedynie ukryć je głęboko i nie pokazywać publicznie. - mruknął. 
- Będzie dobrze. - przytuliła go. 
- Dzięki Nad ... mogę do niej wejść? - szepnął. Pokiwała głową z uśmiechem. Wziął głęboki oddech i wszedł do środka. Jej widok sprawił, że ugięły się pod, nim kolana. Oczywiście w złym tego słowa znaczeniu. Z małym problemem usiadł na krzesełku i złapał ją za rękę. Przełknął ślinę. 
- Cześć mała. - szepnął. Przejechał ręką po jej bladym policzku. - Coś, ty sobie zrobiła wariatko? Wiedziałem, że jesteś psychiczna, ale żeby pakować się pod samochód? Tego się po Tobie nie spodziewałem. Masz się obudzić psycholko, bo inaczej będę zmuszony Ci nakopać. - mruknął i mimowolnie przejechał kciukiem po jej pełnej wardze.
Chociaż minęło tyle czasu, to on i tak pamiętał ich smak. Zakochał się w niej. Nieodwołalnie. To nie mogło być jedynie zauroczenie. Już, by mu przeszło. Czuł, że w oczach zbierają mu się łzy. Widać było w nich smutek. Na myśl, że mogłaby się nie obudzić pękało mu serce. 
- Ja idę, a ty masz się obudzić. Wszyscy za Tobą tęsknią. Każdy jest smutny. Chcesz, aby Twoi przyjaciele i ... chłopak się smucili? Przemyśl, to smarkulo. - cmoknął ją w czoło, po czym wyszedł na korytarz. 
OCZAMI NADII
Zayn wrócił po dziesięciu minutach. Wyglądał na jeszcze bardziej podłamanego. Usiadł obok i głęboko westchnął. Poklepałam go po dłoni.
- Będzie dobrze. - pocieszyłam go po raz kolejny dzisiaj. 
- Oby tak było. - szepnął. Piętnaście minut później, kiedy graliśmy na moim telefonie w Wisielca wróciła reszta. 
- Dzwonił Niall. Wylądował już w Londynie i za parę godzin będzie. - odparł Harry i usiadł obok Zayna. Uśmiechnęłam się. Nie mogłam się doczekać aż go zobaczę. Na prawdę się za, nim stęskniłam. 
Najbliższe dwie godziny spędziliśmy pod salą Alex, po czym poszliśmy do pobliskiej restauracji na kolację. Matt i Adam pojechali do Londynu, ponieważ rodzice Matta mieli do nich jakąś ważną sprawę. Zostało nas jedenastu, dlatego usiedliśmy przy dwóch stolikach. Ja zajmowałam swój z Klaudią, Danem, Zaynem, Liamem i Brianem. Drugi stolik zajmowała Paulina z Jamesem, Poppy, Harrym i Louisem. 
Zamówiłam sobie pięknie wyglądające na zdjęciu placki jogurtowe z mąki ryżowej podane z syropem klonowym i orzechami laskowymi. Klaudia wzięła sobie Galettes Bretonnes, czyli gryczane naleśniki z dodatkami. Ona wybrała z wędzonym łososiem, mozzarellą i koperkiem. 
- Pyszne, to. - mruknęła zajadając się swoją kolacją. Uśmiechnęłam się. Po zjedzeniu kolacji wszyscy udaliśmy się pod nasz hotel, gdzie niedługo miał przyjechać Niall. Na myśl o tym, że już niedługo go zobaczę czułam dziwne ciepło w okolicach serca. I uśmiech sam wkradał się na me usta. 
Chwilę później zobaczyliśmy podjeżdżającą pod nasz hotel taksówkę. Od strony pasażera wysiadł średniego wzrostu blondyn ubrany w wąskie jeansy, tenisówki i sweter. Zapłacił kierowcy, wyciągnął z bagażnika walizkę i z ogromnym uśmiechem ruszył w naszą stronę. 
- Cześć wszystkim. - chłopakom podał rękę, a nasz, czyli dziewczyny przytulił. - Hej. - szepnął mi do ucha miękkim głosem. Poczułam ciepło na policzkach. Przytulał mnie trochę dłużej niż resztę. 
- Jak podróż? - zapytał James. 
- Bez komplikacji. Spałem, więc nie było źle. Jak z Alex? 
- Nadal nieprzytomna, ale doktor jest dobrych myśli. - powiedział Dan. 
Było już późno, dlatego poszliśmy do hotelu. 1D musiało wynająć sobie pokój, bo u chłopaków wszyscy i tak, by się nie zmieścili. Umówiliśmy się o 8.00 przed hotelem, po czym rozeszliśmy się do swoich pokoi. Chwyciłam, jak najszybciej piżamę i pognałam do łazienki.
- Ej! 
- Nie ma tak! Wyłaź! 
- Trzeba było się pośpieszyć! - zachichotałam, po czym rozebrałam się i wskoczyłam pod prysznic. Po łazience rozniósł się piękny zapach mleka i miodu. Zmyłam z siebie płyn i zabrałam się na mycie mycie włosów. Tym razem zapachniało cytryną. Wszystkie musimy używać ten sam płyn i szampon. W końcu jesteśmy w hotelu. Wytarłam się dokładnie, założyłam piżamę i wróciłam do pokoju. Moje miejsce w łazience zajęła Klaudia. Opadłam na swoje łóżko i wzięłam do ręki telefon. Przejrzałam Facebooka, Instagram i inne duperele, po czym napisałam do mamy wiadomość (nie pisałam o Alex, jestem pewna, że od razu zadzwoniłaby do cioci Wioli, a nie chciałyśmy jej denerwować). 
- Do, kogo piszesz? - zapytała Paulina. 
- Do mamy. - odparłam i odłożyłam telefon na bok. 
- Pisałaś ...
- Nie, na razie nie. - powiedziałam. Pół godziny później wszystkie byłyśmy umyte, więc postanowiłyśmy od razu iść spać żeby rano być wypoczętymi. Zasnęłam bez żadnych problemów. Nic mi się też nie śniło. W ciągu pół godziny byłyśmy ubrane i gotowe. Zamknęłyśmy pokój i wyszłyśmy przed hotel, gdzie czekali na nas panowie. Pierwsze co zrobiliśmy, to śniadanie w szpitalnym bufecie, a potem połowa z nas pojechała na piętro, na którym leżała Alex. Reszta poszła na spacer. Nie było sensu, aby cała nasza jedenastka się zamartwiała i zajmowała prawie cały korytarz. W momencie, kiedy wraz z Klaudią, Adamem, Niallem, Danem i Zaynem usiedliśmy na krzesełkach z sali naszej przyjaciółki wyszedł jej lekarz główny. 
- Co u niej? - zapytałam. 
- Mam bardzo dobrą wiadomość. W nocy poruszyła palcami lewej ręki. To pierwszy symptom, który wskazuje na to, że niedługo się obudzi. 
- Boże, jak dobrze. - Klaudia wyglądała jakby gwiazdka przyszła wcześniej. Ja i reszta zapewne też. Pociągnęłam nosem, aby powstrzymać łzy chcące wypłynąć na zewnątrz. Adam objął mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się. 
- Więc jesteśmy wszyscy dobrej myśli. Te parę dni pokazało, że to na prawdę silna dziewczyna. Wie, czego chce. - powiedział, a my się uśmiechnęliśmy. Dokładnie tak było. - A teraz jeśli chcecie, to możecie do niej wejść. Tylko nie wszyscy na raz. - powiedział i odszedł. Najpierw wszedł Adam z Zaynem i Niallem, potem Dan, a na końcu ja z Klaudią. Trzymałam brązowooką za prawą, a Kiki za lewą rękę i milczałyśmy. Obie byłyśmy cholernie smutne i strasznie się dziwię, że się nie popłakałyśmy. Dwadzieścia minut po naszym wyjściu z sali do szpitala przyszła druga grupka będąca przez ten czas na spacerze i, jak się okazało w kinie. Zamieniliśmy się. Teraz oni siedzieli przy Oli, a my poszliśmy się przejść po Cardiff. To piękne miasto. Z dostępem do oceanu co jeszcze bardziej mi się podoba. Kocham plażę i wszystko co z nią związane.
Usiedliśmy na ławkach znajdujących się na ,,molo'' i gadaliśmy. O czymkolwiek byle nie myśleć o Oli. Niall opowiadał zboczone kawały. 
- Spotyka się dwóch znajomych.
- Co tam u ciebie?
- Mam dla ciebie złą wiadomość, a właściwie dwie złe wiadomości!
- Co się stało?!?!! 
- Ktoś nam bzyka twoją żonę... - dokończył, na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Czułam na moich policzkach rumieńce. Nienawidzę tych zdrajców. Pojawiają się zawsze wtedy, gdy sobie tego nie życzę. Masakra. Posiedzieliśmy na molo jeszcze trochę, po czym zaczęliśmy się zbierać. 
- Nadia? 
- Tak? - z lekkim uśmiechem spojrzałam na Nialla, który patrzył na mnie niepewnie. - O co chodzi? 
- Poszłabyś ze mną na spacer? - zapytał. Wyglądał na zawstydzonego. Moje serce wywinęło koziołka i skoczyło na bungee, on był taki uroczy. 
- Oczywiście. - powiedziałam. Znowu poczułam ciepło na policzkach. Na jego usta wkradł się szeroki uśmiech obejmujący nawet jego oczy. Przygryzłam wnętrze policzka. Co się ze mną działo? Odłączyliśmy się od reszty i poszliśmy do Bute Park. 
- Ładnie tu. - powiedziałam. 
- Cieszę się, że Ci się podoba. Chodź. - pociągnął mnie w stronę stoiska z watą cukrową. Kupił jedną i podał mi go. Oderwałam trochę i zjadłam. Przymknęłam oczy i zamruczałam. Kocham watę cukrową. Kocham. Blondyn patrzył na mnie z uśmiechem. Znowu się zarumieniłam. 
- Lubię, jak się rumienisz. - powiedział, na co jeszcze bardziej się zarumieniłam. Zachichotał i złapał mnie za rękę. Przełknęłam ślinę, ponieważ moje serce wariowało. Było źle. Bardzo źle. 
Mieliśmy już wracać, ale Niall chciał się jeszcze raz przejść na molo. Stanęliśmy przy samej wodzie. Nagle Horan uśmiechnął się tajemniczo. Zmarszczyłam brwi. Było coś nie tak. 
- O co chodzi Niall? 
- Wiem, że możesz wziąć mnie za kretyna, ale nabrałem ochotę na kąpiel. 
- Słucham? - musiałam wyglądać zabawnie, bo parsknął śmiechem. 
Z przerażeniem patrzyłam, jak ściąga koszulę oraz buty i spodnie. Został w samych szarych bokserkach i białej koszulce. Serce zaczęło mi mocno bić jakbym zaraz miała dostać zawału. Czułam się jakbym miała ponad 40 stopni gorączki. Ręce mi się pociły. Miał szczupłe, ale dość umięśnione nogi i strasznie seksowny tyłek. Mimowolnie moja ręka skierowała się w stronę ust, bo miałam wrażenie, że się ślinię. Na szczęście nic takiego się nie działo. Blondyn wszedł do wody i zaczął się oddalać od brzegu. Chwilę później zniknął pod taflą wody. Moje oczy były szeroko otwarte. 
- Chodź! - znajdował się jakieś dziesięć metrów ode mnie i machał na mnie. Byłam przerażona. Ja nie chcę. Weźcie mnie stąd. 
- Nie ...
- Chodź! - uśmiechnął się szeroko. Przygryzłam dolną wargę. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam ściągać bejsbolówkę oraz spódniczkę i buty. Zostałam z topie i legginsach. Potarłam dłońmi ramiona i zaczęłam iść w jego stronę. Gdy woda sięgała mi piersi podpłynęłam do niego. Miał mokre włosy i szeroki uśmiech na ustach. 
- Płyniemy? - zapytał. Pokiwałam głową. Przepłynęliśmy paręnaście metrów, gdy wpadł mi do głowy plan. Pochlapałam go. Zmarszczył brwi, a ja zagryzłam wargę, aby się nie roześmiać. - Czy, ty właśnie ... nie żyjesz. 
- Niall ... Aaaa! - też oberwałam wodą. Chichotałam, jak walnięta. Próbowałam na oślep go podtopić, ale ciągle mi się wyrywał. 
- Dość! - złapał mnie za ramiona i roześmiał się. Ja także. Nastała cisza. Patrzeliśmy sobie w oczy. Jego błękitne oczy zjechały na moje usta. Serce mi kołatało. Przybliżył się do mnie i bardzo delikatnie przejechał opuszkami palców po moim policzku. 
- Nadia? Przepraszam, ale muszę Cię pocałować. - szepnął i delikatnie mnie pocałował. Otworzyłam szeroko oczy, po czym od razu je przymknęłam. Czułam się niesamowicie. Jego usta były miękkie. Całował mnie dokładnie i delikatnie. Niemal czułam prąd przechodzący między naszymi ciałami. Nie wiem ile, to trwało, ale to on pierwszy się odsunął. Patrzył na mnie zamglonym wzrokiem. - Przepraszam ... - szepnął, po czym zaczął płynąć w stronę brzegu. Ja wciąż nie ruszałam się z miejsca.
Z nieodgadnionym wzrokiem dotknęłam swoich ust, które jeszcze przed chwilą były całowane przez Irlandczyka.
Mój pierwszy pocałunek. Pierwszy i najważniejszy pocałunek z chłopakiem, który mógłby mieć, każdą. Moje serce nadal biło, jak szalone. 
Blondyn stał na brzegu, ale nie patrzył w moją stronę. Przełknęłam ślinę i stanęłam obok niego. Założyłam bejsbolówkę i spódniczkę, a nagi wsunęłam vansy.
Wycisnęłam włosy z wody i ruszyłam w stronę hotelu. Czułam łzy napływające mi do oczy. Pociągnęłam nosem. Niall mnie dogonił, ale nie odzywał się przez całą drogę. Chwyciłam za klamkę od mojego pokoju, gdy blondyn złapał mnie za nadgarstek. 
- Nad? Przepraszam ... 
- Nie masz za co przepraszać. Jeśli żałujesz, to ...
- Nie żałuję. - powiedział i przejechał ręką po moim policzku. Nachylił się i lekko musnął moje wargi. - Od dawna miałem ochotę Cię pocałować. I najchętniej robiłbym, to cały czas. - szepnął i uśmiechnął się cudownie. Uniosłam kącik warg w górę. - To do zobaczenia. 
- Cześć. - weszłam do pokoju i uśmiechnęłam się rozanielona. 
OCZAMI NARRATORA
Klaudia ze zmarszczonym czołem spojrzała na Nadię, która przed chwilą weszła do pokoju. Miał mokre włosy i ... wyglądała na zachwyconą. 
- Nad? Co się stało? 
- Nic takiego. - niebieskooka podeszła do szafy i wyciągnęła z niej jeansy i tunikę w kwiatki. Uśmiechnęła się w stronę Miler i weszła do łazienki. Klaudia westchnęła i wróciła do czytania gazety. 
Dziesięć minut później we dwójkę udały się do szpitala. Reszta siedziała na korytarzu i grała w skojarzenia.
Z Alex nadal było tak samo nie obudziła się jeszcze. Wszyscy postanowili iść do bufetu. Została tylko Klaudia. Nudziło się jej na korytarzu, więc weszła do sali. Usiadła na krzesełku obok łóżka brązowowłosej i zaczęła jej czytać artykuł o Madagaskarze w jednej z tutejszych gazet. 

- Madagaskar jest krajem typowo rolniczym. Pracą na roli zajmuje się ok. 75% ludności czynnej zawodowo. Eksportowymi roślinami uprawianymi są: kawa, banany, trzcina cukrowa, przyprawy oraz rośliny przemysłowe (bawełna, rafia i agawa sizalska). Lokalne potrzeby żywieniowe zaspokajają: ryż, maniok, bataty, ziemniaki i kukurydza. W tropikalnym klimacie możliwa jest także uprawa: cytrusów, liczi, mango, papai, awokado i melonów. W hodowli przeważa bydło, trzoda chlewna, kozy i owce. Spore znaczenie mają połowy ryb morskich i śródlądowych. Madagaskar obfituje w cenne surowce mineralne (m.in.: rudy chromu, berylu, grafit, mika, nikiel, złoto, kamienie szlachetne), jednak przemysł wydobywczy wciąż nie odgrywa głównej roli w gospodarce państwa. Przetwórstwo obejmuje obróbkę surowców spożywczych. Rozwija się przemysł włókienniczy i skórzany. Podstawą energetyki jest hydroenergetyka (62%) i spalanie paliw kopalnych (38%). Ubogie społeczeństwo wyspy eksploatuje środowisko w destrukcyjny sposób. Lasy są wycinane i wypalane pod pola uprawne (przeważnie ryżu). Bardzo uboga ziemia powoduje, że po 2-3 latach uprawy są nieopłacalne, co przyczynia się do dalszego wypalania lasów. Wyjałowiona ziemia, pozbawiona większej roślinności szybko eroduje. Woda wypłukuje ziemię, co prowadzi do powstawania ogromnych rozpadlin, a w niższych partiach rzek do gromadzenia się dużych ilości piasku. Zapotrzebowanie na energię w głównej mierze zaspokaja węgiel drzewny. Jego produkcją zajmuje się spory odsetek społeczeństwa kosztem czasu, energii oraz najważniejszego surowca – drewna. Różne organizacje oraz ekolodzy starają się zmniejszyć degradację środowiska edukując społeczeństwo, sadząc lasy i wdrażając odnawialne źródła energii w wioskach. Sadzone są namorzyny, będące dobrym pożywieniem dla zwierząt hodowlanych. Rozkwita pozyskiwanie olejków zapachowych i innych substancji pochodzenia roślinnego dla światowego przemysłu perfumeryjnego i farmaceutycznego, pozwalając na bardziej ekologiczną eksploatacje naturalnych surowców. 
Na całej wyspie panuje klimat równikowy. Na wyżynach jest nieco chłodniej. Średnia temperatura w Antananarywie to około +15 °C w lipcu i około +25 °C w lutym ... 
- Mmmm ... - Klaudia zamarła i odrywając wzrok od stron gazet skierowała go na łóżko. Dziewczyna leżąca na, nim ruszała się, a z jej warg wydobywał się jęk. 
- Alex ... - zielonooka podniosła się i poleciała po lekarza. Doktor Holt i pielęgniarki przybiegli natychmiast. 
- Mała ... obudź się. - jedna z pielęgniarek poklepała Olę po policzku. Siedemnastolatka otworzyła oczy i z jękiem rozejrzała się po sali. 
- Gdzie jestem? - mruknęła. Klaudia z trudem pohamowała łzy. 
- W szpitalu. Miałaś wypadek. Od paru dni byłaś nieprzytomna. 
- Nieprzytomna? 
- Hej kochanie. - Klaudia stanęła obok niej i uśmiechnęła się. 
- Klaudia? Co się stało? 
- Potrąciło Cię auto. Na szczęście nic Ci się nie stało. Byłaś tylko nieprzytomna. Wszyscy się martwiliśmy. 
- Wszyscy?
- Dan będzie wniebowzięty, że się obudziłaś. Odchodził od zmysłów. Tak samo, jak my wszyscy. 



I jest kolejny rozdział. 

Co myślicie?
Dużo się w, nim wydarzyło. 

Mam małą prośbę.
Zadajcie naszym dziewczynom po 5 pytań typu ulubiony owoc, marzenie miesiąca itp. 

Kolejny rozdział za tydzień.
Na razie <3

PS. na górze po prawo pojawiła się ankieta na temat najmniej lubianej pary, głosujcie.


środa, 19 listopada 2014

ALBUM 29

Mała Klaudia i jej kuzynka Julka nad jeziorem
Zdrowe piciu, to podstawa. 
SAME PYSZNOŚCI <3
Paulinka w nowych butach








Zdrowa kolacja















Bal maskowy w liceum dziewczyn





Nadia na łące za domem Klaudii



















Weronika podczas wypadu dziewczyn do kina












Bujamy ! Bujamy !

Ciekawy pomysł na babeczki ;) 
Jak myślicie, kto tak je Oreo ???? :)

Nadia i Ula, koleżanka z gimnazjum



Hej hej.
Podawajcie 3 najfajniejsze zdjęcia :) Pa pa








wtorek, 11 listopada 2014

1.62


OCZAMI KLAUDII
Nie mogliśmy się dodzwonić do Zayna od paru ładnych godzin. 
W końcu zdecydowaliśmy się zadzwonić do Lou, aby dała nam numer jego mamy, albo któreś z sióstr. Teasdale podała nam ciąg liczb, które były numerem domowym Malików.
Wcisnęłam zieloną słuchawkę. Pojawił się sygnał, więc czekałam. 
- Halo? - usłyszałam dziecięcy głos.
- Cześć. Jestem Klaudia, znajoma Zayna. Jest może w domu?
- Nie, pojechał na mamą na cmentarz. Mam coś przekazać?
- Nie odbiera telefonu, więc zaczęliśmy się martwić. Mogłabyś go poprosić, żeby do nas oddzwonił? - zapytałam. Podejrzewałam, że była to najmłodsza siostra Malika, Safaa.  
- Telefon mu się rozładował, a zapomniał z Londynu ładowarki. To pewnie przez to, ale przekażę. - zapewniła.
- Dziękuję. I na razie. - rozłączyłam się i spojrzałam na resztę. - Nie ma go w domu, ale Safaa ma mu powiedzieć. Zapomniał ładowarki. 
- Aha. To niepotrzebnie tak na niego naskakiwaliśmy. - mruknęła Poppy. Chodziło jej zapewne o wiadomości, które mu zostawiliśmy. 
- No, trochę przegięliśmy. - powiedziałam. Siedzieliśmy przed salę i czekaliśmy na jakikolwiek sygnał, że Alex się wybudza. Pół godziny później przyjechał James. Mocno przytulił Paulę i cmoknął ja w usta. 
- I co z Zaynem? 
- Dzwoniliśmy do jego domu. Poszedł na cmentarz i ma zadzwonić, jak wróci. - wyjaśniła Nadia.
- Telefon mu się rozładował, a zapomniał ładowarki z domu. - dodałam. Przez najbliższą godzinę nic się nie działo, dlatego Paulina i James postanowili udać się na odprężający spacer po Cardiff, a my poszliśmy do bufetu na coś ciepłego do picia. Wzięłam łyka herbaty i przymknęłam oczy. Nie wiarygodne, że przez te parę dni tyle się wydarzyło. Po dwudziestu minutach wróciliśmy przed salę. Każdy się czymś zajął, aby zabić czas. 
OCZAMI PAULINY
Spacer okazał się świetnym posunięciem. W końcu czułam się dotleniona i odprężona. Szliśmy ulicach Cardiff trzymając się za ręce. Milczeliśmy. Jim wiedział, że akurat tego właśnie teraz właśnie potrzebuję.
Zaczęło robić się ciemno. Usiedliśmy na jednym z przystanków autobusowych. Mocno się w niego wtuliłam. Był moją opoką, tak się cieszę, że go mam. Jest mój. Tylko mój. Bałam się jedynie tego, że odległość zniszczy to co się między nami wytworzyło. 

- James? - szepnęłam.
- Tak, kochanie? 
- Co z nami będzie, jak wyjadę? Rozstaniemy się?
- Paula ... Nawet jeżeli wyjedziesz, to i tak nie przestanę Cię kochać. Zależy mi na Tobie i nic tego nie zmieni. - powiedział i złapał mnie za rękę. Potarłam kciukiem jego dłoń. Do oczu napłynęły mi łzy. On był taki kochany. To niesamowite, że jest mój. 
- Ja też Cię kocham. - mocniej się w niego wtuliłam. Pachniał swoimi ulubionymi perfumami. Wyczułam drzewo sandałowe, pieprz oraz kokos. Posiedzieliśmy tutaj jeszcze chwilę, po czym zaczęliśmy się zbierać z powrotem do szpitala. Po drodze weszliśmy jeszcze do Starbucksa na kawę. Trzymając kubki w dłoniach pojechaliśmy windą na drugie piętro. Były tam tylko dziewczyny. James poszedł do toalety, a ja ruszyłam w ich stronę.
- Hej. Gdzie chłopaki? I, czy Zayn oddzwonił? - zapytałam siadając pomiędzy Nadią i wolnym miejscem obok automatu z wodą. 
- Poszli do hotelu. Jeszcze nie ... - w tym samym momencie po szpitalnym korytarzu rozbrzmiał głos Davida Gahana śpiewającego Wrong. Klaudia wyciągnęła telefon i odebrała. 
- Halo? Cześć Zayn. Poczekaj, wezmę na głośnik. - Miler wcisnęła odpowiedni guzik. - Już. 
- Cześć wszystkim. - usłyszeliśmy głos mulata. - Sorki, że nie odbierałem, ale rozładował mi się telefon. Dopiero teraz wróciłem do domu i ...
- Nic się nie stało. - powiedziałam.
- To dobrze. A co, to za ważna sprawa? - zapytał. Spojrzałam na dziewczyny. - Halo? Co się dzieje? - był zaniepokojony. 
- Chodzi o Alex ...
- Ona ...
- Miała wypadek. Potrącił ją samochód i od paru dni leży nieprzytomna w szpitalu. - dokończyła Nadia. Nastała cisza. Przełknęłam ślinę. 
- Zayn? 
- Ja ... boże ... ale wszystko, okej? - głos zaczął mu drżeć. Oczami wyobraźni widziałam, jak jest zdezorientowany i przerażony. 
- Lekarz mówi, że niedługo powinna się obudzić, ale sądziłyśmy, że chciałbyś wiedzieć. Chłopaki wiedzą i także próbowali się do Ciebie dodzwonić, ale z marnym skutkiem. - odparła Klaudia. 
- Jasne. Ja ... postaram się przyjechać. Dzwońcie, jeżeli się obudzi. - wyszeptał. - I, dzięki za telefon. Na razie. 
- Cześć Zayn. I trzymaj się. - rzuciła Nadia, a Klaudia wcisnęła czerwoną słuchawkę. Nastała cisza. Spojrzałam na dziewczyny. Nadia ledwo powstrzymywała płacz. Klaudia zagryzała wargę i wyglądała jakby miała wybuchnąć. A Poppy po prostu siedziała i była smutna. 
- Jemu ciągle na niej zależy. - szepnęłam, na co pokiwały głowami. To będzie ciekawie, jak przyjedzie. Przeszedł James. Cmoknął mnie w czoło i usiadł obok. Położyłam mu głowę na ramieniu. Chwilę później wrócili panowie. Powiedziałyśmy im, że Zayn do nas oddzwonił i, że ma zamiar przyjechać wraz z chłopakami. Dan wyglądał na nieszczęśliwego. Obu skradła serce. To straszne, że musiała wybierać między dwoma wspaniałymi facetami. Ja nie wiedziałbym co zrobić w takiej sytuacji. Najgorsze jest to, że ona lubi ich obu i na obu jej zależy. Godzinę później na korytarz, na którym siedzieliśmy wpadł Zayn z Liamem. Ten pierwszy wyglądał na bliskiego załamaniu się się, natomiast Li wyglądał trochę lepiej. 
- Co z nią? - wstałam i jako pierwsza go przytuliłam. Cały się trząsł. 
- Nadal nieprzytomna, ale jej stan jest w normie. - powiedziałam klepiąc go uspokajająco po plecach. Słabo się uśmiecha. Odsuwa się ode mnie, po czym przytula dziewczyny i podaje rękę chłopakom. To samo robi Liam. Zauważyłam kątem oka, że Daniel patrzy na Zayna, jak na intruza. Jakby nie chciał żeby on tu był. Nie jestem na niego zła. Doskonale go rozumiem. Mulat usiadł pomiędzy mną, a Poppy, a Liam obok Klaudii. 
- Gdzie reszta 1D? - zapytała Klaudia. 
- Niall jest w Irlandii, więc jego powrót trochę zajmie, a Louis ma podjechać po Hazzę i przyjadą wieczorem. - wyjaśnił Liam. Z uśmiechem patrzyłam, jak łapie zielonooką za rękę. Chciałabym żeby się im ułożyło. Wyglądają razem pięknie. Jak dwie połówki jabłka. Pół godziny później do sali naszej przyjaciółki wszedł jej lekarz. Przez piętnaście minut siedzieliśmy, jak nasz szpilkach czekając na jego wyjście. 
- Co z nią? - zapytał Dan, kiedy doktor Holt wyszedł na korytarz. 
- Wszystko w normie. Mózg i serce oraz reszta narządów pracują doskonale. To tylko kwestia czasu, gdy się obudzi. - rzucił, a my odetchnęliśmy. 
- A, jak się obudzi, to będzie wszystko dobrze? 
- Nie mogę tego zagwarantować. Nigdy nic nie wiadomo. Dużo schorzeń wychodzi dopiero po wybudzeniu. - powiedział i posyłając nam słaby uśmiech ruszył w stronę innych sal. Byliśmy w szoku. Na serio. 
OCZAMI NARRATORA
O 17.00 zadzwonił do nich Harry i powiedział, że dojeżdżają do szpitala. Liam, Klaudia i Poppy wyszli przed budynek, aby na nich poczekać. Stanęli na parkingu i wypatrywali samochodu Tomlinsona. 
- To straszne, że ten wypadek przytrafił się akurat Alex. - powiedziała blondynka wciskając ręce w kieszenie swetra. Powietrze było wilgotne i wyczuwało się nadchodzący deszcz. A nawet burzę. 
- Ona leży nieprzytomna, a ten pacan co ją potrącił? Pewnie nic mu nie zrobią. Posiedzi 48 na dołku i go wypuszczą. - warknął Liam. Dwadzieścia minut później na parking wjechał samochód Louisa. Wysiadła z niego dwójka chłopaków. 
- Cześć. - podali rękę Liamowi i uściskali dziewczyny. Rozmawiając weszli do szpitala i wjechali windą na drugie piętro. Reszta siedziała tam, gdzie ostatnio. Brakowało Jamesa i Matta, którzy poszli do bufetu po coś do picia. Harry i Lou przywitali się z resztą, po czym wszyscy usiedli. 
- A dzwoniliście do Natalii? - zapytała Poppy. 
- A po co? - warknęła Klaudia. 
- Wiem, że się pokłóciłyście. I, to ostra, ale myślę, że powinna wiedzieć. 
- Poppy ma rację. Napiszcie jej, chociaż SMS-a. - powiedział Brian. Dlatego też chwilę potem Nadia wysłała blondynce krótką wiadomość. Odpowiedź nie przychodziła przez najbliższe dwie godziny. 
- Widzicie? Ma, to w dupie. - prychnęła Klaudia i z zaciśniętymi wargami ruszyła w stronę windy. Liam podniósł się i chciał za nią iść, ale Paula przytrzymała go za nadgarstek. 
- Zostań, przewietrzy się i wróci. Potrzebuje chwili oddechu. 
- Jeśli tak mówisz. - westchnął i wrócił na swoje miejsce. 
Klaudia w tym czasie wyszła ze szpitala i usiadła na schodach. Nie panując nas emocjami zaczęła płakać. Z bezsilności. Ze strachu. Pozwoliła w końcu wyjść swoim obawom na zewnątrz. Siedziała na tych schodach z trzydzieści minut płacząc. Potem siedziała w bezruchu patrząc się na dwa gołębie chodzące po szpitalnym parkingu. Nie miała siły wrócić do szpitala i czekać na mannę z nieba. Miała już odpuścić, gdy obok niej ktoś usiadł. Zerknęła na tą osobę kątem oka. Poppy. 
- Wszyscy się o Ciebie martwili. 
- Niepotrzebnie. Jestem dużą dziewczynką. - wymamrotała. 
- Wiem, ale i tak postanowiłam Cię poszukać. 
- Dzięki Popp. - szepnęła. Nastała cisza. Po dziesięciu minutach zielonooka otworzyła się przez Lorens i zaczęła mówić. - Ja po prostu czuję się taka bezsilna. Nie mogę nic zrobić, żeby Alex się obudziła. To straszne wiedząc, że ważna dla nas osoba może się nie obudzić. To tak boli. Najchętniej cofnęłabym czas. Może, gdybyśmy tu nie przyjechały nic, by się takiego nie stało ... 
- Ej, nie płacz. Nie warto się martwić na zapas. 
- Wiem, ale ... - blondynka nie dała jej dokończyć. Miler zszokowana nie potrafiła się ruszyć. Nie wiedziała, czy to sen, czy jawa. Poppy ją pocałowała. 




Hej wszystkim. Jestem w końcu.
To się porobiło, nie???? Hehe.
Następny rozdział w przyszłym tygodniu.
Pozdrawiam.
Przypominam, że nadal możecie zadawać pytania.









środa, 15 października 2014

1.62


OCZAMI NARRATORA 
Daniel siedział ze swoimi siostrami i bratem nad jeziorem. 
Dziewczyny się kąpały, a on i Jack budowali zamek z piasku. 
- Beznadziejny jest ten piach. - burknął dziewięciolatek, kiedy ich budowla po raz kolejny się rozpadła. Dan uśmiechnął się pod nosem. 
- To nie jest piasek na zamki. Obiecuje Ci, że pojedziemy niedługo na plażę. Tam sobie pobudujesz. - powiedział i potargał mu włoski. Chłopiec rzucił się mu na szyję. 
Wracając do domu wstąpili na lody. Dzieciaki poszły zamówić, a Dan usiadł przy stoliku. Nie zdążył zrobić żadnego ruchu, gdyż przerwał mu odgłos jego dzwoniącej komórki. Wyciągnął telefon z kieszeni szortów i odebrał. 
- Halo? 
- Cześć Dan. 
- James? - trochę się zdziwił. - Co słychać? 
- ... mam ważną sprawę. - jego głos brzmiał podejrzanie. 
- Jim? Stało się coś? - Dan trochę się zaniepokoił. 
- Alex miała wypadek ... leży nieprzytomna w szpitalu. Pomyśleliśmy, że powinieneś wiedzieć. - powiedział Gordon, a Danielowi pękło serce. 
- Boże ... w którym szpitalu? - zapytał roztrzęsionym głosem. 
- W Cardiff. Była z Adamem, Mattem i Nadią na torze motocyklowym i wtedy ...
- Rozumiem. Postaram się, jak najszybciej przyjechać ... James? 
- Tak? 
- Bardzo z nią źle? - cisza. - Jim ...
- Dowiesz się, jak przyjedziesz. Na razie
Rozłączył się. Daniel powstrzymywał łzy. 
Kiedy dzieciaki wróciły udali się szybko do domu. Jego rodzeństwo oraz rodzice byli zszokowani tym co się wydarzyło. Dwudziestolatek spakował parę rzeczy i ruszył w stronę Cardiff. Jechał, jak najszybciej. 
Po trzech godzinach był na miejscu. Zaparkował i wbiegł do szpitala. 
Pani recepcjonistka powiedziała mu, gdzie leży jego dziewczyna, więc pojechał na tamto piętro. Z daleka zauważył Jamesa, Matta i rodziców Adama oraz Briana i Poppy. 
- Dzień dobry. - powiedział. Pani Dominika mocno go przytuliła. - Co z nią? - zapytał witając się z chłopakami i panem Leonem oraz dając całusa w policzek piętnastolatce. - I, gdzie dziewczyny? 
- Jest nieprzytomna, ale jej stan jest stabilny. Ma złamaną rękę i jedno żebro. Ten koleś nieźle w nią zasadził.  A dziewczyny pojechały z Adamem się umyć itp. - rzucił Matt.
- A mogę do niej wejść? - Dan spojrzał na twarze obecnych. 
- Teraz jest u niej pielęgniarka. Poczekaj chwilę. - powiedział James i klepnął go pokrzepiająco w ramię. 
Dziesięć minut później z sali panny Cliver weszła przełożona i pozwoliła Anglikowi wejść do środka. Był przerażony, ale przekroczył próg i odważnie ruszył w stronę łóżka. Jego dziewczyna leżała nieruchomo i była przypięta do kroplówki i aparatury. Poczuł łzy napływające mu do oczu, ale powstrzymał je. Złożył pocałunek na jej czole, po czym usiadł na krzesełku stojącym przy łóżku. Nieśmiało złapał ją za rękę. Jej dłoń była strasznie zimna. 
- Cześć, Kochanie. Nie wiem, czy mnie słyszysz, ale mam, to, gdzieś. Jestem przerażony. Musisz z tego wyjść. Nie wyobrażam sobie życie bez Ciebie Lexie. - szepnął. - Sprawiłaś, że moje życie nabrało sensu. Musisz się obudzić wariatko. Dla mnie, dla dziewczyn. Dla wszystkich. Wszyscy nie przeżyją jeśli coś Ci się stanie. - przełknął ślinę i przymknął oczy. Pół godziny później zrobił miejsce doktorowi. Wyszedł na korytarz, po czym usiadł na krzesełku i schował twarz w dłoniach. Po chwili poczuł drobną dłoń na ramieniu. 
- Nie martw się Dan. Będzie dobrze. Alex, to silna dziewczyna. 
- I co z tego Matt? To nie daje gwarancji, że jeśli się obudzi, to ...
- Nawet nie waż się kończyć tego zdania Danielu. - powiedziała pani Dominika. Wyglądała na zdeterminowaną, aby obudzić siedemnastolatkę siłą. - Obudzi się. Trzeba tylko czasu. 
- Oby pani Kessler, oby. - szepnął. 
OCZAMI PAULINY 
Będąc w domu wynajęłyśmy sobie dwa pokoje w jednym z hoteli w Cardiff. Na wszelki wypadek żebyśmy mieli, gdzie spać.  Spakowałyśmy trochę ciuchów i innych potrzebnych rzeczy i czekałyśmy na Adama, który, także pojechał po ubrania dla siebie i rodziców. 
- Dziewczyny ... co my powiemy wujkowi i cioci? Przecież oni się załamią. 
- Nie myślmy teraz o tym. Może wybudzi się niedługo i ...
- I co? Mamy ich okłamywać? Alex przyzna się, że miała wypadek i była w śpiączce dopiero, gdy minie parę lat? Nie uważacie, że, to nie fair wobec nich? - niestety Klaudia miała rację. Westchnęłam i przeczesałam włosy palcami. Miałam dość. Byłam wypompowana i niewyspana. Ciągle przed oczyma miałam naszą nieprzytomna przyjaciółkę. 
Kessler przyjechał pół godziny później. Wsiadłyśmy, a on odpalił. 
- Dzwonił do mnie Matt. Dan niedawno przyjechał. 
- I co? Jak się trzyma? - zapytałam. 
- Był w kompletnym szoku tak, jak, każdy z nas, ale teraz podobno już jest lepiej. - wyjaśnił i zatrzymał się na światłach. Po drodze weszliśmy jeszcze do Starbucksa na kawę, po czym ruszyliśmy w dalszą drogę.
Po dojechaniu do Cardiff na samym początku pojechaliśmy do hotelu Maria, aby się zameldować i zostawić tam rzeczy. Pierwszy pokój, który miałyśmy zajmować my miał ładne jasnozielone ściany oraz białe meble. Natomiast drugi pokój, w którym spać mieli panowie utrzymany był w odcieniach brązu i szarości. Zostawiliśmy klucze w recepcji i pojechaliśmy do szpitala. Przed salę Alex siedział Dan, Brian, Poppy i Matt. 

- Cześć ... - Nadia jako pierwsza podeszła do Whitlocka i go przytuliła. 
- Jak się trzymasz? - zapytałam lekko go obejmując. 
- Zdezorientowany. I wciąż mam nadzieję, że, to tylko sen. - powiedział puszczając Klaudię. Położyłam mu dłoń na ramieniu. 
- A, gdzie reszta? - zapytałam. 
- Wrócili do Londynu. Twoi rodzice Adaś muszą otworzyć w końcu restaurację, a do Jamesa zadzwoniła mama. Podobno Hannah złamała rękę. - powiedziała Poppy.
- Oh. To dobrze, że pojechał. - powiedziałam i postanowiłam do niego zadzwonić. Okazało się, że złamała ją spadając z roweru. Obiecał, że jutro przyjedzie, ale na noc zostanie w domu. 
- Ej, powinniśmy zadzwonić do reszty zespołu. - powiedziałam. 
- Cholera. Rzeczywiście. - zgodzili się ze mną. Na pierwszy ogień poszedł Liam. Klaudia do niego zadzwoniła. On ma obdzwonić resztę zespołu. Oddzwonił do nas po pół godzinie i powiedział, że Malik nie odbiera od żadnego z nich. 
- Może, gdzieś wyszedł i zapomniał telefonu. - rzuciła Poppy. 
- Możliwe, ale trzeba próbować. - tym razem Nadia wykręciła jego numer. Po piętnastu minutach daliśmy sobie spokój. Pod salą została Klaudią z Brianem, a my zeszliśmy do bufetu coś zjeść. Nie miałam ochoty jeść, ale siłą woli wpakowałam w siebie cały talerz jajecznicy z boczkiem. I wypiłam dwa kubki ciemnej i mocnej kawy. 
Kiedy wszyscy zjedli wróciliśmy pod salę naszej przyjaciółki. Posiedzieliśmy tam jeszcze z dwie godziny, po czym postanowiliśmy iść do hotelu trochę się przespać. Dałyśmy jej lekarzowi oraz pielęgniarkom numer Klaudii i Adam w razie, gdyby się obudziła i pojechaliśmy. Odebraliśmy klucze i wjechaliśmy na odpowiednie piętro. 
- To do jutra chłopaki. 
- Kolorowych snów dziewczyny. - chłopcy dali naszej czwórce po całusie w policzek i zniknęli w swoim pokoju. My weszłyśmy do swojego. Każda usiadła na jednym z czterech łóżek. Nastała cisza. 
- Dobra. Myjmy się i idźmy spać. Nic nie zrobimy zamartwiając się. - powiedziałam. Przytaknęły mi. Nadia dała Poppy jakiś podkoszulek i szorty, bo dziewczyna nie miała nic do spania. Jedynie ciuchy na przebranie. Umyłam się jako pierwsza.
 Kiedy dziewczyny szykowały się do spania ja usiadłam na podłodze i otworzyłam laptopa. Nim się spostrzegłam oglądałam nasze zdjęcia zrobione przed przyjazdem do Londynu. Alex jako kosmiczna księżniczka na balu przebierańców. Ja, Alex i Weronika na wycieczce do Krakowa. Cała nasza czwórka, brat cioteczny Klaudii i jego kumple na zimowym spacerze. Czułam, że zaraz się popłaczę, dlatego też przymknęłam na chwilę oczy i policzyłam do pięciu. Nie powinnam się zamartwiać. Ona się obudzi. Na pewno się obudzi. Nie może się nie obudzić. 
Chwilę później wszystkie były już umyte i mogłyśmy iść spać. 
- Dobranoc. 
- Dobranoc. 
- Kolorowych snów. 
- Do jutra. 
Weszłyśmy pod kołdrę i nie minęło więcej niż pięć minut, a wszystkie już spałyśmy. Musiałyśmy być niesamowicie zmęczone. 
OCZAMI NARRATORA
Paulina otworzyła swoje zielone oczy i mocno ziewnęła. Rozejrzała się po hotelowym pokoju, w którym dzisiaj spały. Klaudia stała w samej piżamie nad swoją torbą i wybierała ciuchy na dzisiaj. Poppy wyszła właśnie z łazienki, a Nadia jeszcze spała. Kennedy przeciągnęła się i wstała z łóżka. 
- Hejka piękne. 
- Cześć Kenn. Poczekasz chwilę? Przebiorę się i ...
- Pewnie. Nie ma pośpiechu. 
Klaudia uśmiechnęła się i zniknęła za drzwiami toalety. Poppy złożyła ciuchy, w których spała w kostkę i położyła je obok torby Brown. Paulina wyciągnęła z torby zwykłe jeansowe rurki i czarną bluzę wkładaną przez głowę z napisem CHILL. Spojrzała na piętnastolatkę, która sprawdzała coś w telefonie. Kuzynka jej chłopaka ubrana była w czarne legginsy, trochę dłuższy kremowy sweter oraz tenisówki w kolorze legginsów. 
- Mogę Ci coś powiedzieć Popps? 
- Trochę się boję, ale jasne. - spojrzała na nią. 
- Jesteś bardzo ładna. 
- Ja? Ty chyba coś ćpałaś. - prychnęła. 
- Mówię na serio. Na prawdę. Po za tym na pewni nie tylko ja tak uważam. Sporo facetów też pewnie ma Cię za niezłą laskę. - powiedziała, na co Lorens trochę się zawstydziła. Chwilę później z łazienki wyszła Klaudia. Miler miała na sobie brązowe rurki, czarne baleriny oraz sweterek w szaro-czarne paski. Włosy związała w kucyk. 
- To lecę, a wy budźcie tego śpiocha. - Kennedy wskazała głową na śpiącą nadal Nadię, po czym weszła do łazienki. Po krótkim prysznicu przebrała się i wróciła do pokoju. Brown już nie spała i wybierała ciuchy do ubrania. 
- Już wstałaś? 
- Bez przytyków Kenn. Dobrze wiesz, że kocham kołderkę, a kołderka kocha mnie. - rzuciła, na co pozostała trójka roześmiała się radośnie. Niebieskooka wyszczerzyła zęby i weszła do toalety. Klaudia parsknęła i schowała piżamę do torby. Pięć minut później Brownie wróciła do nich w pełni ubrana. Miała na sobie czarne rurki, tego samego koloru vansy oraz jeansową koszulę. Włosy zostawiła rozpuszczone. Zostawiły torby w pokoju i wyszły na korytarz. Zamknęły drzwi i zeszły na dół na śniadanie. Hotelowa jadalnia znajdowała się na parterze. Usiadły przy jednym ze stolików, który miał osiem miejsc i chwyciły w ręce kartę dań. 
- Dzień dobry. Co paniom podać? - podeszła do nich kelnerka. Miała nie więcej niż dwadzieścia lat. Była ładną zielonooką brunetką. 
- Ja poproszę omlet z warzywami. - powiedziała Paulina. 
- Ja jajecznicę z szynką. 
- Owsianka z malinami. - rzuciła Nadia. 
- Naleśniki z czekoladą. - Poppy uśmiechnęła się radośnie. 
- Oczywiście. Zaraz podam. - brunetka posłała w ich stronę uśmiech, po czym odeszła od stolika. Jakieś pięć minut później do jadalni przyszli panowie i dosiedli się do dziewczyn. 
- Jak się spało? 
- Dość dobrze. Tylko trochę twarde mają łóżka. - poskarżyła się Nadia. 
- Moja biedna Nadia. Zaraz pójdę do dyrektora tego mienia i mu nawrzucam. - Matt już zaczynał się podnosić, ale Brown wsadziła mu dwa palce w żebro. Zasyczał i usiadł rozmasowując bolące miejsce. - Jesteś niebezpieczna. - warknął. 
- Wiem, dlatego nie podskakuj Stanley. - mruknęła. Wszyscy się roześmiali. Po śniadaniu od razu pojechali do szpitala. Niestety nic nie wskazywało na, to, że Alex miałaby się dzisiaj obudzić.
- Ale nie martwcie się. Dam sobie rękę uciąć, że do środy się obudzi. - powiedział doktor i poszedł do innych pacjentów. 
- Do środy? Przecież dzisiaj dopiero niedziela. - jęknęła Nadia. Reszta miała strasznie smutne miny. Bali się. 




Jestem.
Trochę długo, ale miałam jakąś blokadę. 

Jak wam się podoba? 
Zadawajcie pytania.
Obstawiajcie, kiedy obudzi się Alex i czy Zayn odbierze ten durny telefon.
Pozdrawiam <3









niedziela, 21 września 2014

1.60


OCZAMI KLAUDII 
Impreza trwała na całego. 
Tańczyliśmy, chłopaki robili konkurs picia soku pomidorowego co wyglądało dość nieładnie i graliśmy w karaoke. Po dwóch godzinach się znudziliśmy i pojechaliśmy do chińczyka na małą kolację. Razem z Paulinką wzięłyśmy sajgonki, Poppy wybrała curry z krewetkami, James wziął orientalny rosół z kaczki, a Brian tatar z tuńczyka.
Cała knajpka miała przyjemny wystrój. Meble i inne rzeczy miały kolor albo czerwony albo złoty. To wszystko genialnie ze sobą współgrało. 
Obsługa? Prawie sami Chińczycy. Jedynie jedna dziewczyna wyglądała na Brytyjkę. 
- Ciekawe, jak tam idzie naszym dzielnym kobietom. - powiedziała Paulina. 
- Alex zapewne kłóci się o, to żeby mogła sama prowadzić, a Nadia dostaje zawału. 
- To bardzo prawdopodobne. - zaśmialiśmy się wesoło. 
Chwilę później przyniesiono nam nasze zamówienia. Sajgonki pachniały przepysznie. I tak też wyglądały. Ugryzłam jednego. Wyczułam jakieś pyszne mięsko i warzywka. Drugą umoczyłam w sosie. Były genialne. 
Widziałam, że reszcie także smakowało, to co zamówili. 
Jamesowi aż uszy się trzęsły. Mimowolnie parsknęłam przez co przesłał mi spojrzenie pt,,To nie śmieszne''. Mrugnęłam do niego. 
Po kolacji poszliśmy na nocny spacer po centrum Londynu. Robiliśmy nocne zdjęcia przy London Eye, Big Benie i na Tower Bridge.
Kiedy zrobiło się zimnej poszliśmy do kręgielni. Bawiliśmy się na serio wspaniale. 
Śmialiśmy się właśnie z Feldmana, który nie zbił ani jednego kręgla, gdy zadzwonił mój telefon. Uspokoiłam się lekko i odeszłam w cichsze miejsce, by odebrać. 
- Halo? - powiedziałam próbując opanować rozbawienie. 
- Klaudia? - ten głos sprawił, że na serio się przestraszyłam. 
- Nadia? Co się stało? - miała zbolały głos pełen bólu i mogłam się założyć, że płacze. 
- Ola ... ona ... - wybuchnęła płaczem. Serce mi zabiło szybciej.
- Co z nią?! Co jest Nad?! - krzyknęłam. 
- Miała wypadek. Potrącił ją samochód. Jest tutaj w szpitalu i ... jest nieprzytomna. - rozpłakała się jeszcze bardziej, a ja nie mogłam wydusić z siebie słowa. To nie nie może być prawa. To tylko sen. To nie może być prawda. Nie może. 
- Nad? Postaramy się przyjechać, jak najszybciej. Nie dzwoń na razie do nikogo, okej? - poprosiłam ją. 
- Okej. Tylko szybko. - wymamrotała. 
- Pewnie. Do zobaczenia. - rozłączyłam się i jeszcze przez moment stałam w bezruchu. W końcu otrząsnęłam się i pobiegłam do reszty. Opowiedziałam im co się stało. Byli przerażeni i w kompletnym szoku tak, jak ja. 
Paulina rozpłakała się. James mocno ją przytulił.
Postanowiliśmy podjechać na chwilę do naszego domu i jechać prosto do Cardiff. 
Wzięłyśmy potrzebne rzeczy, czyli jakieś ciuchy na zmianę itp. , wyłączyłyśmy gaz, bezpieczniki i inne pierdoty i szybko wpakowałyśmy się do samochodu. James odwiózł Poppy do domu, ponieważ nie chciał narażać się jej rodzicom, po czym wraz z Brianem wzięli ze swoich domów ubrania na zmianę. 
Jim skierował samochód w stronę autostrady, którą dojedziemy szybciej niż normalną drogą. Cała się trzęsłam. Bałam się o nią. Boże ... co jeżeli coś się jej stanie???? Jak miałybyśmy, to powiedzieć jej rodzicom? Boże ...
Po chwili byliśmy na autostradzie. James jechał, jak najszybciej, ale i tak mieliśmy przed sobą minimum dwie godziny jazdy. 
OCZAMI NADII 
To było najgorsze dziesięć sekund mojego życia.
Najpierw radosna Alex tańcząca na drodze. 
Następnie rozpędzony samochód wyjeżdża zza zakrętu i jedzie prosto na nią. Potem widzimy, jak kierowca forda uderza w jej sylwetkę. Ciemnowłosa z impetem odbija się od maski i odlatuje na metr od samochodu.
Samochód zatrzymał się i wysiadł z niego około trzydziestoletni facet z dredami. Zaczyna krzyczeć na nieprzytomną Cliver, że jest powalona i co ona robi o tej porze na drodze. Adam podbiegł do niego i zaczął się z, nim kłócić natomiast Matt poleciał zobaczyć z Olą. Ja stałam ciągle w tym samym miejscu i cała się trzęsłam. 
Chłopaki zadzwonili po policję i pogotowie. 
Policjanci zgarnęli wariata drogowego na posterunek, a Alex musiała od razu zostać zawieziona do szpitala i zbadana.
Wzięliśmy adres i pojechaliśmy za karetką. Całą drogę ryczałam, jak bóbr, a Matt przytulał mnie i głaskał po głowie.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze ... - próbował mnie uspokoić. 
Po chwili dojechaliśmy do szpitala, w którym przebywała Ola.
- Dzień dobry. My do dziewczyny, którą przed chwilą przywieziono z wypadku samochodowego. - powiedział Adam do recepcjonistki. 

- Państwo z rodziny? - zapytała. Miała jakieś czterdzieści lat i urodę prosto z Afryki.
- Ja jestem jej kuzynem, a oni, to przyjaciele. 

- No dobrze. A jej rodzice? Albo dziadkowie? 
- Właśnie, to jest problem. Jesteśmy tutaj na wakacjach u jego rodziców. Jej rodzina jest w Polsce. - wyjaśniłam. 
- Rozumiem. A mógłby pan zadzwonić do swoich rodziców? Bo inaczej nie będę mogła was o niczym informować. 
- Oczywiście. - Adam poszedł zadzwonić. Jego mama powiedziała, że przyjadę, jak najszybciej. - Będą za dwie godziny. Z Londynu jest kawałek drogi. 
- Okej. To teraz wypełnijcie kartę pacjentki. - podała nam arkusz i długopis. Usiedliśmy na krzesełkach i zabraliśmy się za wypisywanie. 
KARTA PACJENTA 
IMIONA : ALEKSANDRA MARIA ŁUCJA
NAZWISKO: CLIVER
DATA URODZENIA: 08.04.1996 r.
IMIONA RODZICÓW: WIOLETTA I PRZEMYSŁAW
CHOROBY I UCZULENIA: uczulenie na kredę oraz rumianek. 

NUMER TELEFONU RODZINY: 702 456 003-numer cioci. 
- Proszę. - wypełnioną kartę oddaliśmy pani Hill. 
- Dziękuję. A teraz usiądźcie. U Aleksandry jest doktor. - powiedziała z dużym, ale współczującym uśmiechem. Razem z Adamem usiedliśmy na krzesełkach natomiast Matt poleciał do tutejszego bufetu po coś do picia. 
- Musimy zadzwonić do dziewczyn. - powiedział Kessler łapiąc mnie za rękę. Pokiwałam głową i z bijącym sercem wybrałam numer Klaudii. Powiedziała, że przyjadą, jak najszybciej się da. Gdy się rozłączyłam przyszedł Matty. Podał mi kubek z ciepłą herbatą. Sobie i Adamowi wziął napój energetyczny. 
- Nie martw się Brownie. Ola jest silną dziewczyną. - powiedział Adam. 
- Wiem, ale strasznie się o nią boję. - wymamrotałam. - Co jeżeli ...
- Nawet o tym nie myśl. Alex z tego wyjdzie. - powiedział twardo Stanley. 
Pokiwałam głową, ale do końca nie byłam tego pewna. Nigdy nie można być, czegoś pewnym na sto procent.
Pół godziny później z jednej z sal wyszedł doktor naszej przyjaciółki.
Wyglądał na jakieś pięćdziesiąt lat. Miał siwawe już brązowe włosy oraz duże jasne oczy ukryte za okrągłymi okularami. 

Ubrany był w spodnie od garnituru, niebieską koszulę i lekarski kitel. 
- Państwo z rodziny tej potrąconej dziewczyny?  - zapytał. 
- Tak, jesteśmy jej kuzynami. - skłamał nie do końca Adam. - Co z nią?
- Parę zadrapań, złamane jedno żebro i lewa ręka. Do tego przy zderzeniu z asfaltem musiała uderzyć w głowę, ponieważ utworzył się mały krwiak przy postawie czaszki. 

- O, boże ... - zakryłam usta dłonią. W moich oczach znowu pojawiły się łzy. Stanley automatycznie objął mnie ramieniem. 
- Nie musicie się martwić. Wszystko już jest w porządku, ale przez parę dni będzie nieprzytomna. Jej organizm musi odpocząć. - uspokoił nas. Trochę odetchnęłam.
Godzinę później przyjechali państwo Kessler. Pani Dominika mocno mnie przytuliła, a pan Leon zaczął rozmawiać z chłopakami. 

- Co z nią? - zapytał. Opowiedzieli im rozmowę z doktorem. Zostawili nas i poszli zamienić z, nim parę słów. 
- Nie jesteś głodna? - zapytał mnie Matt. 
W tym samym momencie zaburczało mi w brzuchu. 
- Czyli jest. Chodź. Adam tutaj poczeka w razie, gdyby przyjechały dziewczyny. 
- Okej. 
Razem z Mattem poszliśmy do bufetu. 
Było, to średniej wielkości pomieszczenie o żółtych ścianach. Znajdowały się tutaj okrągłe czteroosobowe stoliki z krzesełkami. Za ,,barem'' stała młoda dziewczyna. 
- Hej, co podać? - zapytała. Miała dziwny akcent. Rozejrzałam się po półkach. 
- Jest coś ciepłego, czy coś takiego? 
- Oczywiście. Mamy kanapki, zupę pomidorową, frytki i pieczonego kurczaka. 
- To poproszę tą zupę. - powiedziałam. Matt wziął sobie kanapkę z szynką i serem. 
Do tego oboje kupiliśmy sobie po butelce soku. Usiedliśmy prze jednym ze stolików. Dziesięć minut później wracaliśmy pod salę naszej przyjaciółki. Matt usiadł obok mamy Adasia, a ja udałam się do toalety. Przejrzałam się w lusterku. Wyglądałam potwornie. Miałam opuchnięte i zapłakane oczy, smugi tuszu na policzkach i potargane włosy. Za pomocą szpitalnego mydła i papieru toaletowego zmyłam tusz, po czym obmyłam twarz wodą. Było lepiej. Zrobiłam siku i wróciłam do reszty.
Kiedy piętnaście minut później nie mogłam usiedzieć i chodziłam w tę i z powrotem po całym korytarzu na nasze piętro wpadły dziewczyny. 

Zatrzymały się i spojrzały na mnie z szeroko otwartymi oczyma. Także na nie spojrzałam, po czym mocno je przytuliła. Rozpłakałyśmy się. 
- Co z nią? - zapytał Feldman. Otarłam łzy z policzków. 
- Złamane żebro i ręka ... mały krwiak, którym już się zajęli. Teraz jest nieprzytomna. - powiedziałam i przytuliłam roztrzęsioną Klaudię. Poszliśmy do Kesslerów i Matta.
- Jestem pewien, że nic takiego, by się nie stało, gdyby ten facet tak nie zapierniczał. Mogę się założyć, że ze stówę jechał. - Matt wyglądał na wkurzonego. 
- Mam nadzieję, że policja go zabrała? - zapytała Paulina. 
- Tak. Rozmawiałam z jednym z nich i powiedział, że będą robić testy na zawartość alkoholu w jego krwi. - odparł Adaś. Miałam ochotę zajebać tego ciula. 
- A co z jej rodzicami? Będziemy do nich dzwonić? 
- Należałoby, ale jeszcze nie teraz. Nie ma potrzeby żeby Wiola i Przemek się zamartwiali. - powiedziała pani Dominika. Zgodziliśmy się. 
OCZAMI NARRATORA 
Dochodziła 22.00, więc czas wizyt już minął. Jednak doktor Rolls zgodził się, aby w szpitalu zostały cztery osoby. Wybrano Nadię, Klaudię, Paulinę i Adama. 
Reszta miała wrócić do Londynu i przyjechać rano. 
Adam i Paulina nie spali i robili za poduszki za dwóch pozostałych dziewczyn. Paulina pogłaskała Nadię po głowie i westchnęła. 
- Ten dzień będzie na szczycie najgorszych dni w moim życiu. 
- Masz taką listę? - zdziwił się. Klaudia leżąca głową na jego kolanach poruszyła się. 
- Tak. Na pierwszym miejscu jest dzień, w którym dowiedziałam się, że dziewczyny nie mogą bić facetów. Ale i tak niektóre łamią te zasady. - powiedziała dla przełamania smutnej atmosfery. Zaśmiał się. 
- Ej, powinniśmy zadzwonić do Dana. - powiedział w pewnym momencie. Paulina zamarła. No tak. Dan. On i reszta chłopaków powinni wiedzieć co się stało. 
- Rano Adi, rano. - rzuciła i mocno ziewnęła. 
- Jak chcesz, to się prześpij. W razie, czego was obudzę. 
- Tak? Dziękuję. Jesteś kochany. - ponownie ziewnęła, po czym oparła głowę na ramieniu Adama i po chwili zasnęła. Chłopak przez chwilę siedział w bezruchu, ale w końcu zmęczenie wzięło górę i także zasnął. 
Jakiś czas później obok nich przechodziła jedna z pielęgniarek. Spojrzała na nich ze współczuciem, po czym, każdego z nich przykryła kocem przyniesionym z kantorka. 
- Biedni. - poklepała Nadię po głowie i poszła na obchód. 
Rano pierwsza przebudziła się Klaudia. Przetarła oczy i rozejrzała się. Leżała na krzesełkach z głową na kolanach Adama. Podniosła się i ziewnęła. Zegar wiszący nad jednymi z drzwi wskazywał 7.20. Pięknie. Pod krzesełkami leżały torby z ciuchami na zmianę, które wczoraj przywiozły. Sięgając po jedną z nich szturchnęła Kesslera. 
- Co jest? - wysapał rozglądając się zaspanym wzrokiem po korytarzu. 
- Sorki Adaś ...
- Klaudia? Która godzina? - zapytał nie wykonując gwałtownych ruchów, aby śpiąca oparta o jego ramię Paulina się nie obudziła. 
- Wpół do 8.00. Pójdę się przebrać, okej? 
- Jasne. 
Podniosła torbę z podłogi i poszła do toalety. Weszła do jednej z kabin. Ściągnęła z siebie ciuchy i przebrała się w inne, czyli wąskie jeansy i biały T-Shirt z nadrukiem. Rozczesała włosy, przemyła twarz i ''umyła'' zęby, po czym wróciła do przyjaciół. Dziewczyny już nie spały. Nadia wyglądała, jak siedem nieszczęść. 
- Ja chcę prysznic. - jęknęła. 
- Nie tylko, ty. - powiedziałam. Dziewczyny poszły się przebrać, a my z Adamem poszliśmy zapytać się co z Olą. Nadal była nieprzytomna, ale jej stan był stabilny. Uspokojeni zeszliśmy do bufetu na śniadanie. Ja wzięłam kanapkę z serem, wędliną oraz sałatą i ciepłą owocową herbatę natomiast Adaś zamówił jajecznicę oraz kawę. Dziewczyny, które dołączyły do nas dwadzieścia minut później wzięły kanapki. Nad z serem i wędzonym kurczakiem, a Paula z łososiem i ogórkiem. 
Po zjedzeniu wróciliśmy pod salę naszej przyjaciółki. W tym samym momencie ze środka wyszedł doktor Rolls. 
- Dzień dobry ...
- Dzień dobry dzieciaki. Wasza przyjaciółka jest bardzo dzielna. Za góra trzy dni powinna się obudzić. - powiedział. 
- A ... moglibyśmy ją zobaczyć? - zapytała cicho Nadia. 
- Oczywiście. Tylko nie wszyscy na raz. - rzucił i uśmiechając się zostawił ich. Najpierw weszła Nadia z Pauliną. Nieśmiało ruszyły w stronę jedynego łóżka w tym pomieszczeniu. Ich przyjaciółka leżała nieruchomo pod kołdrą. Była poprzypinana do różnych kabelków. Jej skóra była strasznie blada. Miała rozciętą wargę, parę siniaków na twarzy i prawej ręce natomiast na lewej i na żebrach znajdował się gips. 
Nadia przełknęła ślinę żeby się nie rozpłakać. Serce jej pękało, gdy patrzyła w jakim stanie jest jej przyjaciółka. Paulina usiadła na stołku i złapała szatynkę za rękę. Rozpłakała się. Brownie przycupnęła obok i mocno ją przytuliła. 
- Będzie dobrze Kenn, będzie dobrze. - wyszeptała patrząc kątem oka na nieprzytomną siedemnastolatkę. Była zła. I, to cholernie mocno. Gdyby nie szli na ten durny spacer nic takiego, by się nie stało. Szkoda, że nie można cofnąć czasu. 
Z sali wyszły po piętnastu minutach robiąc tym miejsce Klaudii i Adamowi. Siedzieli i gadali, gdy na piętro wbili rodzice Adama, James i Matt. Pani Dominika trzymała w ręku koszyk natomiast panowie mieli plecaki. 
- Cześć. I co z nią? - zapytał James całując Paulę na przywitanie. 
- Wszystko w porządku, ale nadal jest nieprzytomna. Doktor powiedział, że za góra dwa dni powinna się obudzić. - odparła Nadia. 
- Jesteście głodni? - zapytała pani Dominika wyciągając z koszyka ciepłe rogaliki z dżemem. - Przed chwilą kupione w pobliskiej cukierni. 
- Ja się skuszę. - rzuciła Paula odbierając jednego i wgryzając się w niego.
Godzinę później do szpitala wparowała dwójka policjantów w celu przesłuchania poszkodowanej i świadków wypadku. Doktor powiedział im, że Ola jest nieprzytomna, więc funkcjonariusze prawa zabrali na sobą Nadię, Adama i Matta. Przesłuchanie trwało około czterdziestu minut. Po zapisaniu protokołu poprosili o informowanie ich o stanie pacjentki, po czym opuścili szpital. 

- Powiedzieli, że ten koleś co potrącił Olę miał we krwi ponad promil alkoholu we krwi. I, że jechał bez prawa jazdy. - rzucił Matt, kiedy wrócili do reszty. W Wielkiej Brytanii dopuszczalna ilość, to 0,8 promila co jest dziwne, bo w Polsce wynosi 0,2.
- No, to pięknie. Mam nadzieję, że zamkną go na trochę. - powiedziała pani Kessler podając Klaudii kubeczek z ciepłą herbatą. 
Przez najbliższe godziny nie działo się nic nadzwyczajnego, ale nie mogli zostawić jej samej. Nawet, jeżeli była nieprzytomna. Około 14.00 przyjechał Brian z Poppy. Adam miał zabrać dziewczyny do Londynu, aby się umyły itp. , po czym mieli wrócić. 
- Jak coś, to dzwońcie. - powiedziała Paulina i zajęła miejsce pasażera. Klaudia i Nadia usiadły z tyłu, a Adaś naturalnie za kierownicą. 
- Oczywiście. Jedźcie ostrożnie. - powiedziała pani Dominika. Ruszyli. 



Cześć. 
Cóż ... to był jeden z najbardziej emocjonalnych rozdziałów w mojej ,,karierze''. Nie łatwo mi o tym pisać, ale taka jest kolej rzeczy. 
Pytajcie, na serio lubię odpowiadać na wszelkie pytania. 
Myślicie, że Alex się obudzi? 
Pozdrawiam.