wtorek, 22 września 2015

1.70 cz 2.


OCZAMI NARRATORA 
Po tej dziwnej scenie z Malikiem panna Cliver ruszyła na poszukiwania Whitlocka. W kuchni wpadła na Nialla robiącego sobie kanapki. 
- Cześć Lex - cmoknął ją w policzek. 
- Hej Horan. Wiesz, gdzie jest Dan? - spytała. Jej głos zadrżał co blondyn zauważył. Posłał jej pokrzepiający uśmiech, ale nic nie powiedział. Była mu za to cholernie wdzięczna. 
- W pokoju gościnnym. Pierwsze drzwi po prawo. 
- Dzięki - potargała mu włosy, po czym ze ściśniętym gardłem wdrapała się na piętro. Zatrzymała się przed odpowiednimi drzwiami i stała tam ładną minutę zanim zdecydowała się zapukać. Cisza. Wzięła głęboki wdech i weszła do środka. Whitlock siedział po turecku na łóżko i brzdąkał coś na gitarze. Siedemnastolatka zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Czekała aż, to on się pierwszy odezwie. Jednak ta chwila nie przychodziła. 
- Dan? 
- Hm? 
- Możemy pogadać? - zapytała. 
- Chyba po to tutaj przyszłaś - jego głos był zimny i bez emocji. Poczuła łzy w oczach. Już wolałaby żeby na nią nawrzeszczał. 
- Proszę. Nie zachowuj się tak ...
- Jak? - spojrzał na nią ze złością w oczach. Przełknęła ślinę. 
- Ja ... - wtedy poczuła łzy spływające jej po policzkach. 
- Nie, tylko nie płacz Lexie, proszę - dwie sekundy później znajdowała się w jego ramionach. Wtuliła się w niego mocno. Potrzebowała tego zanim ... 
- Przepraszam Dan. Nie chciałam skrzywdzić żadnego z was. Nienawidzę krzywdzić ludzi. A szczególnie tych, na których mi zależy. Zależy mi na tobie, wiesz o tym prawda? - szepnęła. Wzmocnił uścisk. 
- Wiem kochanie. Mi na tobie też zależy. I, dlatego jestem wściekły, że to koniec. Nie chcę żyć bez ciebie. Zakochałem się w tobie - powiedział, a jej pękło serce. Było jej tak cholernie źle. 
- To nie musi być koniec. Zostaniemy przyjaciółmi, a jeżeli będziemy wolni, gdy ponownie się zobaczymy i nasze uczucia będą takie same, to może będzie szansa na to iż byśmy byli razem. Teraz, to niemożliwe. Wy macie trasę, a my wracamy do szkoły. A związki na odległość nie są dla mnie ...
- Rozumiem Alex. Rozumiem. Mam nadzieję, że za parę lat dostaniemy szansę od losy na to byśmy mogli być razem.
- Ale nie zapomnisz o mnie? - szepnęła robiąc bezradną minę. Spojrzał na nią z ciepłym uśmiechem na ustach i dotknął jej policzka dłonią. 

- Jak mógłbym o tobie zapomnieć wariatko? A jeżeli zapomnę, to niech mnie piorun strzeli - rzucił przykładając rękę do serca. Zaśmiała się - A mogę mieć do ciebie jeszcze jedną prośbę? - spytał, na co pokiwała głową z uśmiechem - Mogę ostatni raz cię pocałować?
- Pewnie - powiedziała. Złapał jej twarz w dłonie i wpił w jej usta. Przymknęli oczy i oddali się pocałunkowi. Dłonie siedemnastolatki znajdowały się na jego ramionach. Oderwali się od siebie po dwóch minutach. Cmoknął ją w czoło i jeszcze raz mocno przytulił. Westchnęła i objęła go w pasie. Postali tak chwilę, po czym rozmawiając na weselsze tematy zeszli na dół. Liam z Lou siedzieli w salonie i przeglądali coś na laptopie. Natomiast Hazza i Niall byli w kuchni.
Dziewczyna zauważyła Malika na balkonie i postanowiła iść z, nim pogadać. Potargała włosy chłopakom i zamykając drzwi usiadła na krzesełku. Mulat stał paląc papierosa. 

- Zayn? 
- Czego? 
- Super. Zachowuj się dalej, jak dziecko to na pewno wszyscy będą brali cię na poważnie. Brawo panie Malik. 
- Odczep się Cliver. Mam cię już dość. Jedź już stąd w końcu i daj mi święty spokój - warknął nadal na nią nie patrząc. Poczuła złość. 
- Wiesz co? Pierdol się - wstała i złapała za klamkę - Życzę ci szczęścia z Perrie. Pasujecie do siebie, jak dwie ... - nie dokończyła, znowu. Odwrócił ją w swoją stroną i ze złością wpił w jej usta. Ola już chciała oddać pocałunek, ale oparła się i odepchnęła go od siebie - Już nigdy więcej mnie nie pocałujesz. Nigdy - warknęła i wróciła do środka. Pożegnała się z chłopakami i jak najszybciej opuściła ich dom. 
OCZAMI NADII 
Kiedy Olcia pojechała pogadać z Danem o ich związaku my postanowiłyśmy przeleżeć resztę dnia przed telewizorem.
Kupiłyśmy chipsy i popcorn oraz dwie butle coli, po czym zajęłyśmy miejsca na kanapie. Na sam początek poleciała pierwsza część Percy'ego Jacksona. Uwielbiam Logana Lermana. Mogłabym go porwać, zamknąć w piwnicy i całymi dniami po prostu się na niego gapić. Psychopata ze mnie.
Film już się kończył, gdy nasza droga przyjaciółka wróciła do domu. Wpadła do salonu z furią wypisaną na twarzy. Oho. 

- Co się stało? - spytała Paula zatrzymując film. 
- Co za ... skurwysyn ... tego się nie da opisać! - krzyknęła. 
- Dan? 
- Co? Nie. Malik do cholery - warknęła. Spojrzałam na Klaudię. 
- Co zrobił? - westchnęła siadając na oparciu fotela i kładąc rękę na ramieniu Oli. Cliver od razu się rozluźniła. 
- Otworzył mi drzwi. Najpierw powiedział, że nie jest dla mnie ważny, a ja odpowiedziałam żeby się odwalił, bo dobrze wie co do niego czuje. Przycisnął mnie do ściany i powiedział ,,najchętniej bym cię pocałował albo jeszcze chętniej przełożył przez kolano i sprał na kwaśne jabłko, jesteś taka powalona kretynko, a i tak nie umiem o tobie zapomnieć'' ...
- To było gorące - mruknęła Klaudia. Musiałam się z nią zgodzić. 
- Nie pocałowaliśmy się. Dobrze, że umiem się mu oprzeć. Odsunął się, a ja poszłam pogadać z Danem. Po rozmowie z, nim poszłam na balkon, by wyjaśnić sobie wszystko z Malikiem, ale on miał wszystko w dupie. Rzuciłam, że zachowuje się, jak dziecko, a on na to żebym się odczepiła, że ma mnie dość i żebym już wyjechała i dała mu spokój. Ja na, to żeby się pierdolił. Nie zdążyłam wyjść z balkonu, bo mnie pocałował. Agresywnie. Oderwałam się i powiedziałam, że już nigdy mnie nie pocałuje. Pożegnałam się z chłopakami i wyszłam stamtąd - dokończyła, a między nami nastała cisza. Siedziałam ze zmarszczonymi brwiami. Nie sądziłam, że Zayn może tak się odezwać do Oli. Ale ten ,,desperacki'' pocałunek pokazał, że na prawdę tak nie myśli.
Miler objęła ją ramieniem i zapytała o rozmowę z Danem. Nie zdążyła się odezwać, bo po mieszkaniu rozbrzmiał głos Britney Spears śpiewającej ,,Toxic''. Telefon Klaudii. Podniosła go ze stolika i nie patrząc na ekran odebrała. 

- Halo? - z każdą sekundą jej twarz robiła się bladsza. Oczy się się zaszkliły, a po trzech minutach odsunęła telefon od ucha. Wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć płaczem. 
- Klaudia? Co się dzieje? 
- Mój dziadek ... mój dziadek nie żyje ... - powiedziała, po czym się rozpłakała. Ola od razu poderwała się z fotela i mocno ją przytuliła.
Cholera. Przełknęłam ślinę i doczepiłam się do nich. Paula zrobiła, to samo. Stałyśmy tak piętnaście minut i dałyśmy się zielonookiej wypłakać. Kiedy nie miała już na, to siły i lekko się uspokoiła powiedziała, że dostał zawału i nie udało się go uratować. Rodzice czekali dwa dni aż do niej zadzwonili. Bali się, jak zareaguje, bo miała z dziadkiem wspaniały kontakt. Resztę dnia i pół nocy spędziłyśmy siedząc na kanapie i robiąc wszystko żeby Klaudia nie myślała o tym wszystkim. 

Kiedy rano wstałyśmy dochodziła 12.00. Czadowo. Nieprzebrane siedziałyśmy w kuchni zajadając się jajecznicą ze szczypiorkiem, gdy do domu wpadł cyrk. Czyli James, Brian i Wiktor. Fajnie, że mój kuzyn zakumplował się z chłopakami. Będzie miał tutaj, kogoś znajomego, kiedy my wyjedziemy. 
- Siemanko dziewczęta! - krzyknął Feldman wskakując na blat. Jim pierwsze co zrobił, to pocałował Paulinę. Awww. 
- Cześć - mruknęłam ziewając. 
- Co wy takie niewyjściowe ? - zapytał mój kuzyn nalewając sobie do szklanki soku pomarańczowego. Pomińmy, to iż się nie zapytał czy może. 
- Późno poszłyśmy spać. 
- Co, pornole się oglądało? - Wiktor łobuzersko się uśmiechnął. Walnęłam dłonią w twarz. Boże. I my niby jesteśmy rodziną? Dobry żart. 
- Mamy siebie. Nie potrzebujemy pornoli - odparła Lex. Pokręciłam zażenowana głową, a blondyn znowu głupio się uśmiechnął. 
- Ulala. Szkoda, że tego nie widziałem ...
- Znajdź sobie dziewczynę Wikuś - powiedziałam wstając od stołu. 
- Nie potrzebuję dziewczyny ...
- To chłopaka - dorzuciła Klaudia, na co Kubus zmrużył oczy, a cała reszta roześmiała się wesoło. Brian przybił z zielonooką piątkę. 
- Okej. Skończmy ten temat. Po co przyszliście? - spytała Paula. 
- Jutro wyjeżdżacie, więc chcemy się wami nacieszyć - powiedział Gordon obejmując dziewczynę ramieniem i dając jej całusa w policzek. 
- Nawet nam nie przypominajcie ...
- A ja chętnie wrócę do Polski. Mam dość niektórych osób - powiedziała Ola wrzucając talerz do zlewu. Odchrząknęłam. 
- Oho czyżby rozmowa z panem basistą się nie udała? 
- Nie chodzi o Dana. Tylko o tego palanta Malika - odparła Paulina wtulając się mocniej w swojego chłopaka. Wiktor się spiął. 
- Zrobił ci coś Lexie? - zapytał groźnym głosem. No tak. Kiedy mi albo dziewczynom coś się dzieje od razu zamienia się w samca alfę. 
- Nie. Tylko wymienili swoje poglądy ...
- Mało brakowało, a bym mu przypierdoliła. Nienawidzę, gdy ktoś jest takim powalonym człowiekiem. Mówi mi, że mu na mnie zależy. a potem mówi żebym spierdalała do Polski i dała mu święty spokój ... 
- Na prawdę tak ci powiedział? - James wyglądał na zszokowanego. 
- No nie powiedział żebym spierdalała tylko żebym już sobie pojechała ...
- A potem ją pocałował - dorzuciłam. Panowie zmarszczyli brwi. 
- Popierdolony człowiek. Pasujecie do siebie - rzucił Wiktor uśmiechając się, przez co oberwał od Aleksandry drewnianą łyżką po głowie. Złapał się za, to miejsce i syknął - Ała. Za co? 
- Za miłość do ojczyzny pajacu - mruknęła. Kiedy zjadłyśmy panowie kazali nam się przebrać, bo mieli dla nas całodniowe niespodzianki. Poleciałam na górę i otworzyłam szafę w celu wybrania ciuchów. Zdecydowałam się na czarne rajstopy, spódniczkę w kwiatki z falbankami sięgającą ud oraz białą koszulkę z rękawem 3/4, a na stopy wcisnęłam czarne baleriny. Na wierzch zarzuciłam jeansową kurtkę. Rozczesałam i rozpuściłam włosy. I byłam gotowa. Zeszłam na dół, gdzie była już Ola z Pauliną. Ta pierwsza miała na sobie czarne rurki, flanelową koszulę w zielono-czerwoną kratę i swoje ukochane czarno-białe roshe run, które kupiła dość niedawno. Olcia ma dziesięć par butów, z czego siedem jest sportowych. Oprócz tego sandałki, baleriny i japonki. Szpilek nie ma żadnych.
Paulinka ubrała się w szare rajstopy, luźną granatową sukienkę z rękawem 3/4 sięgającą trochę za uda oraz skórzaną kamizelkę i czarne tenisówki. 

- A, gdzie Klaudia? - spytałam ziewając cicho. 
- Wróciła się na górę, bo zapomniała telefonu. 
- Już! - po schodach zbiegła panna Miler i stanęła obok mnie. Miała na sobie jeansowe rurki z przetarciami, czarną bokserkę i szaro-bordowy rozpinany sweter, a na nogach czarne baleriny. 
- To idziemy - powiedział Brian otwierając przed nami drzwi.
Paula przekręciła w nich klucz i mogliśmy iść. Spacerkiem udaliśmy się do centrum. Naszym pierwszym przystankiem było kino. Poszliśmy na jakąś nową komedię. Całkiem fajnie się ją oglądało. No i były nachosy, które uwielbiam i jem za każdym razem gdy jestem w kinie. Po dwugodzinnym seansie udaliśmy się na obchód sklepów. Każdy kupił sobie parę rzeczy, po czym udaliśmy się na kręgle. Tam spędziliśmy prawie trzy godziny. Ostatnią atrakcją była dość wczesna kolacja oraz spacer po Londynie. Ostatni. 

- Będę ryczeć - wymamrotałam. 
- Daj spokój Nad. Trzeba być twardym - powiedziała Kiki obejmując mnie ramieniem. Słabo się uśmiechnęłam. Po chwili dotarliśmy do trochę dzikszej części Londynu. Po jednej stronię ciągnęła się Tamiza, a po drugiej była łąka i las. Alex zerwała dmuchawca rosnącego na brzegu, a po kilku minutach spaceru wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę i podpaliła go. 
- Tak się czuje - powiedziała - Jakby ktoś mnie podpalił i całe moje ja zniknęło - dodała. Pewnie chodziło jej o śpiączkę. Wiktor potargał jej włosy i uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Nie martw się młoda. Przypomnisz sobie wszystko ...
- Nie wiem, czy tego chce - wymamrotała i ruszyła przed siebie. Bidulka. Po godzinie spaceru panowie odprowadzili nas do domu, bo musiałyśmy się spakować i ogarnąć dom. Mamy samolot o 14.30 i musimy zdążyć. Jak Boga kocham zaraz się poryczę. Ja nie chcę wracać. Nie chcę iść do szkoły. Nie chcę matematyki z tą kretynką.  Jedynie tęsknota za rodzinką i Reno nie pozwala mi na zestrzelenie naszego samolotu z kuszy. James z Pauliną stali przed domem prawie pół godziny i cały czas się przytulali od czasu do czasu dając sobie po buziaku. Nie chciałam na, to patrzeć bo bałam się, że zaraz się rozpłaczę, więc pognałam do pokoju aby zacząć pakowanie. Położyłam walizkę na środku łóżka i zaczęłam wkładać do niej ciuchy. Upchnęłam do niej laptopa, prezenty które kupiłam rodzince oraz misia, którego dostałam od Nialla. Dwie godziny później wszystko miałam spakowane. Zostawiłam tylko piżamę i ciuchy na jutro. No i telefon oraz portfel. Walizkę oraz torbę podręczną postawiłam przy szafce, w której trzymałam bieliznę oraz te cieńsze koszulki. Rozejrzałam się po pokoju, po czym westchnęłam i zeszłam na dół. 
OCZAMI PAULINY 
Po przyjściu ze spaceru nie umiałam rozstać się z Jamesem, dlatego przez czterdzieści minut staliśmy przed domem i przytulaliśmy się. Starałam się nie rozpłakać. Nie chciałam płakać. W końcu pocałowaliśmy się ostatni raz i Gordon ruszył w stronę samochodu. Pociągnęłam nosem i weszłam do domu. Dziewczyn nie było na dole, więc pewnie się pakowały. Postanowiłam zrobić, to samo. Półtorej godziny później skończyłam i zeszłam na dół. Moje przyjaciółki siedziały w kuchni i robiły kolację. 
- Musimy dojeść jedzenie - powiedziała Nadia wyciągając z wody sześć parówek. Ola smażyła naleśniki, a Klaudia robiła kanapki. Na stole postawiły mleko, sok pomarańczowy i colę. 
- I tak nie zjemy wszystkiego - powiedziała Ola.
- Więc musimy zmarnować, jak najmniej - odpowiedziałam wstawiając wodę na kawę. Potrzebowałam kawy. 
- Trzeba posprzątać. 
- Wstaniemy wcześniej po prostu. Teraz mi się nie chce - Nadia chwyciła talerz z trzema parówkami i usiadła przy stole. Nalała sobie ketchupu i zaczęła jeść. Westchnęłam i zalałam kawę. Dodałam łyżeczkę cukru i usiadłam obok niej. 
- Pojutrze o 11.00 jest pogrzeb dziadka. Pójdziecie ze mną? - spytała Klaudia patrząc na nas z bólem i prośbą w oczach. 
- No jasne. Nie zostawimy cię - Ola objęła ją ramieniem i soczyście cmoknęła w usta. Zielonooka odsunęła się od niej ze zdegustowaniem, a ja i Nadia roześmiałyśmy się wesoło. Brązowooka poruszała sugestywnie brwiami i zagryzała wargę. 
- Zaczynam się ciebie bać. 
- No co? Na Sylwestrze sama chciałaś się ze mną całować. 
- Bo byłam po procentach - tym razem Klaudia wyszczerzyła zęby. Olka zmrużyła oczy i wycelowała w nią palec wskazujący. 
- Czyli źle całuje? To chcesz powiedzieć? 
- Tego nie powiedziałam ... po prostu ... 
- Te usta należą do pana Payne - zarechotała Brownie. Parsknęłam. Klaudia soczyście się zarumieniła. 
- Oj tam. Ja myślę, że Liaś chętnie by się ze mną podzielił. 
- On, to nie Styles - zaśmiałam się.  Jakiś czas po wyjściu Oli ze szpitala Styles po wypiciu paru piw zaproponował Klaudii i Alex potrójny pocałunek. Zjadłyśmy kolację, po czym zasiadłyśmy przed telewizorem z kubkami pełnymi gorącej czekolady z bitą śmietaną. Oglądałyśmy ,,I wciąż ją kocham'' na podstawie książki Sparksa. Ola i Nadia mają chrapkę na Tatuma. Nie wiem czym tak się jarają. Mi on wcale się nie podoba.
Poszłyśmy spać około północy. Kiedy wstałam zegarek wskazywał 7.30. Podniosłam się i ściągnęłam z pościeli poszewki. Wrzuciłam je do pralki, po czym chwyciłam płyn oraz ściereczkę i zaczęłam ścierać kurze. Godzinę później wszystkie już nie spałyśmy i ogarniałyśmy bałagan. Poszewki z poduszek i kołder oraz prześcieradła wybrałyśmy i powiesiłyśmy na sznurkach na strychu. Powinny wyschnąć zanim pojedziemy na lotnisko. Po za tym za dwa dni wraca Jenny z Marcusem.
O 11.00 wszystko było wysprzątane i błyszczące. Usiadłyśmy wypompowane w kuchni i zjadłyśmy szybkie śniadanie, czyli płatki z mlekiem i kanapki, po czym poszłyśmy do pokoi się przebrać. Na biurku ułożyłam wczoraj ciuchy na dzisiaj żeby nie musieć ich wygrzebywać z walizki. Na bordową bieliznę wciągnęłam obcisłe jeansowe rurki i sweterek w szaro-granatowe paski z podwijanymi rękawami. Założyłam skarpetki oraz adidasy. Rozczesałam włosy i związałam je w kucyk. Narzuciłam na siebie również swoją czarną parkę z kapturem, bo za oknem padało. 

Z westchnięciem rozejrzałam się po pokoju i ciągnąc za sobą walizki zeszłam na dół. Na schodach siedziała Alex i opierała głowę o ścianę. Usiadłam obok niej i położyłam głowę na jej ramieniu. 
- Będzie dobrze słońce zobaczysz - powiedziałam. 
- To wszystko jest do dupy - mruknęła. 
- To była wspaniała przygoda, ale trzeba wracać do rzeczywistości. 
- Z jednej strony, to dobrze że wracamy. Może zregeneruję się trochę po tym wszystkim - odparła przecierając twarz ręką. Cmoknęłam ją w czoło i szeroko się uśmiechnęłam. Po chwili na dół zeszła pozostała dwójka. 
Stanęłyśmy w korytarzu i stałyśmy tam dobre pięć minut rozglądając się po miejscu, który przez trzy miesiące był naszym domem. Klaudia wtuliła się w Olę, a ona w Nadię. Objęłam je ramionami i przyciągnęłam do siebie. Jak dobrze, że je mam. Jestem wdzięczna losowi, że postawił je na mojej drodze. 
- Dobra. Chodźcie, bo taksówkarz nie będzie czekał na nas wieczność. 
- Właśnie - dodałam. Wzięłyśmy walizki i wyszłyśmy na zewnątrz. Na podjeździe stała taksówka. Ze środka wyszedł kierowca. Miał z pięćdziesiąt lat. Uśmiechnął się do nas i zaczął pakować nasze walizki do bagażnika. Spojrzałam na dom. Klaudia stanęła obok mnie i przekręciła klucz. Wyciągnęła go z zamka i podała Oli. 
- Dziewczęta? Możemy jechać - powiedział zamykając bagażnik. 
- Już - szepnęłam pod nosem. Wsiadłyśmy do środka. Ja, Nadia i Alex z tyłu, a Klaudynka z przodu. Pan odpalił silnik i ruszyliśmy. Alex z dziwnym wyrazem twarzy wpatrywała się w okno. Zauważyłam tam ... szczęście? Ale i też znużenie i złość. Dziwne. 
Po piętnastu minutach znaleźliśmy się pod lotniskiem. Zapłaciłyśmy kierowcy, po czym ciągnąc za sobą walizki weszłyśmy do środka. Spojrzałam na zegar wiszący nad naszymi głowami. 14.00. Jeszcze pół godziny. Cholera.
Nagle z daleka zobaczyłam znajomą grupkę ludzi. James, Brian, Adam, Matt i Wiktor stali jakieś sześć metrów dalej trzymając w dłoniach kartki. Litery składały się w napis ,,We love you''. Kochamy was. Uśmiechnęłam się szeroko i podbiegłam do Gordona mocno go całując.

Przytrzymał mnie ramieniem, a chłopaki zaczęli gwizdać. 
- Jesteście powaleni - parsknęła Ola wtulając się w Adama i targając przy okazji włosy Matta. 
- I za to nas kochacie - rzucił Wiktor obejmując mnie ramieniem. 
- A my kochamy was - powiedział Brian łaskocząc pannę Miler. 
- A panowie z One Direction nie przyjechali się z wami pożegnać? Są za sławni? - parsknął Kubus. 
- Nie wiedzą, że właśnie teraz wylatujemy - powiedziała Ola. Odchrząknęła, gdy chłopaki spojrzeli na nas z dziwnymi minami. 
- Że co? 
- Nie chciałyśmy się z nimi żegnać ... mniej będzie bolało ... 
- Ale się na was wkurwią - rzucił Matt. 
- Mówi się trudno - mruknęła Lex wiążąc włosy w kucyk. 
- Dobra. Chyba czas ... się pożegnać - szepnęła Nad zaciskając usta w cienką linię. Wszyscy zamilkliśmy. Zrobiliśmy jednego wielkiego przytulasa, po czym pocałowałam lekko Jamesa i odeszłam żeby się przy, nim nie rozpłakać. Machając im ruszyłyśmy w stronę hali odlotów. Podałyśmy pani swoje bilety i weszłyśmy do ,,tunelu'', który miał nas zaprowadzić do naszego samolotu. Po chwili znalazłyśmy się w jego wnętrzu. Zajęłyśmy swoje miejsca. Usiadłam z Klaudią, a Ola i z Nadią przed nami. Zapięłyśmy pasy. Oparłam głowę o oparcie i zacisnęłam oczy. Spod moich powiek wypłynęły łzy. Poczułam, jak dłoń szatynki zaciska się na mojej. 
- Będzie dobrze. Kochacie się. A miłość przetrwa wszystko. 
- Chciałabym żeby tak było. Cholernie mocno mi na nim zależy. 
- Obiecuję ci, że będziecie razem - powiedziała. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem cały czas mając zamknięte oczy. Po chwili usłyszałyśmy głos mówiący, że startujemy. Spojrzałam w okno. Zaczęliśmy wznosić się w powietrze, a po chwili były tylko chmury. 
- Żegnaj Londynie. Wracamy do domu - szepnęłam pod nosem. 





No i mamy ostatni rozdział.
Będzie jeszcze krótki Epilog i koniec.
Nadal nie wiem co będzie z drugą częścią.
Dam wam znać za miesiąc.
Dziękuje wszystkim którzy to czytali. Nawet tym anonimowym, którzy nigdy nie napisali komentarza.
Buziaki i może do usłyszenia. 




























sobota, 19 września 2015

ALBUM 36 - ostatni

Paulina ze swoją przyjaciółką z gimnazjum Leną
\
Olcia z Klaudią 

Tatuaż z henny
Pamiątka Nadii po wakacjach w Turcji

Kuzynki Nadii, Ela i Martyna

Czadowa neonowa gwiazdka :)

Paulina z Harrym
Samojebka przed koncertem chłopaków

James z fanką Black Veil Brides
Podczas kręcenia teledysku

Przepiękne bransoletki
Którą wybrać? 

Paulina i James
I urocza oznaka ich miłosci

Oznaka nudy według Nadii
Rysowanie 

Awww!!!!!
Palec Klaudii i jej kotek Gacek 

Alex z fanką chłopaków 
















wtorek, 4 sierpnia 2015

1.70 cz 1.


OCZAMI KLAUDII 
Obecnie przebywamy na mini plaży obok jeziora. Wraz z Nadią i Wiktorem siedzimy na kocu i opalamy się. Blondyn w między czasie puszcza nam muzykę relaksującą. Przez relaksującą mam na myśli polski rap. Ulubiony rodzaj muzyki kuzyna panny Brown. Chłopak ma na sobie szaro-niebieskie bermudy. Ja jestem ubrana w jednoczęściowy czarny kostium z małym wcięciem na plecach, a Nad zdecydowała się na różowo-białe bikini. 
Pozostała czwóreczka była w jeziorze. Kąpali się i grali w wodną siatkówkę. Alex i Matt przeciwko Pauli i Adamowi. 
- Jeszcze raz walniesz mnie w ryja tą piłkę, to Cię zamorduję! - krzyknął Stanley zapewne do swojego najlepszego przyjaciela. Czemu tak myślę? Ponieważ Adaś niewinnie się uśmiechał. 
- No co? To niechcący ...
- Raz? Przypadek. Dwa? Zwykły zbieg okoliczności. Ale żeby osiem razy?!?!
- Ah ten wiatr - westchnął Adam. Roześmialiśmy się. 
- Jakoś ci nie wierzę, ale niech będzie. 
- Miło już trochę zimno - powiedziała Paula i wyszła z wody. Owinęła się ręcznikiem i usiadła obok Wiktora. Spojrzałam na telefon. 20.15. 
- Dobra. Idziemy coś zjeść na miacho - rzucił Stanley i wyleciał z jeziora rzucając piłką w twarz swojego najlepszego przyjaciela. Znowu wybuchnęliśmy śmiechem. Kessler zmrużył oczy, ale nic nie powiedział. Zebraliśmy swoje klamoty, po czym wróciliśmy do domku, który od jeziora oddalony jest jedynie pół kilometra. Mieliśmy się przebrać i iść coś zjeść w ,,mieście''. Założyłam bordowe szorty i białą bokserkę, a na nogach miałam japonki. Związałam włosy w kucyk i byłam gotowa. Lex miała na sobie jeansowe ogrodniczki z krótkimi nogawkami, szary top i tenisówki. Włosy rozpuściła. Nad zdecydowała się na czarną spódniczkę z falbankami, top wiązany na szyi i sandałki. Natomiast Paula ubrała się w czarne szorty oraz kremową koszulkę z nadrukiem. Na nogi wciągnęła japonki, tak jak ja. Kiedy panowie także byli ubrani mogliśmy iść. Jezioro na którym jesteśmy znajduje się w małej miejscowości oddalonej od Londynu jakieś dwie godziny. Mieszka tu jedynie pół tysiąca mieszkańca. Przybywa ich w czasie wakacji. Weszliśmy do mini restauracji o nazwie ,,U Michaela''. Wnętrze wyglądało, jak amerykańska knajpka. Usiedliśmy przy największym stole, przy którym było osiem miejsc. Wzięliśmy do rąk karty.
- Cześć, co podać? - do stołu podszedł chłopak z krótkimi rudymi włosami i dużymi oczyma. Wyglądał na młodszego od nas. Dałabym mu piętnaście lat. Góra szesnaście. Nie więcej. Matt oraz Paulina wzięli rybę z frytkami, Adam zdecydował się na mini pizzę z tuńczykiem i oliwkami. Ja wzięłam smażony ryż z wołowiną i pomidorami, Nadia wzięła sałatkę z kurczakiem, a Ola burgera z łososia i frytki z batata. Wszyscy także wzięliśmy smoothie z bananem i mango. Pychota. 
Po kolacji poszliśmy na spacer po miasteczku. Minęliśmy dyskotekę i weszliśmy do środka. W środku była scena, na której stała około czterdziestoletnia kobieta z blond włosami. Był parkiet, stoliki z krzesełkami, automaty do gry, stół do bilarda oraz cymbergaj. Wiktor i Ola poszli do baru coś zamówić, a my usiedliśmy przy stolikach. Nie mogliśmy usiąść przy jednym, po przy każdym były tylko cztery miejsca, a same stoliki były okrągłe. Ja i Nadia usiadłyśmy przy jednym, a Adam, Matt i Paula przy następnym. 
- A teraz pora na karaoke! - krzyknęła blondwłosa kobieta. Wszyscy obecni zaczęli klaskać. - Na sam początek magnetyczny męsko-damski duet. ,,Love Sex and Magic''. Ktoś chętny? - zapytała. Nikt się nie zgłosił - Nikt? Hm. Zapraszam tego pana - wskazała na kogoś w tłumie. Po chwili na scenę wyszedł chłopak. Wyglądał na tyle lat co ja i dziewczyny. Miał kręcone czarne włosy i jasne oczy. - Wspaniale. Jak masz na imię? 
- Andrew - powiedział. 
- Ekstra. To zapraszamy dziewczynę z imieniem na literę A - cisza. - Nie ma żadnej dziewczyny z imieniem na literę A? Coś wam nie wierzę. 
- Ona! - ktoś krzyknął. Spojrzeliśmy w tamtą stronę. To Wiktor pchał Olę w stronę sceny. Ta zapierała się rękoma i nogami. Oho. Pan Kubus nie przeżyje dzisiejszego dnia. W końcu stanęła obok bruneta. 
- No, to mamy duet. Twoje imię?
- Alex - mruknęła nasza przyjaciółka. Miała minę, jak po zjedzeniu cytryny.
- Wspaniale. To zaczynamy! - podała im po mikrofonie. Poleciały pierwsze dźwięki, a na ścianie zaczęły wyświetlać się słowa piosenki. 
ALEX 
Your touch is so magic to me
The strangest things can happen
The way that you react to me
I wanna do something you can’t imagine
Imagine if there was a million me’s talking sexy to you like that
You think you can handle, boy
If I give you my squeeze and I need you to push it right back
ANDREW
Baby, show me, show me
What’s your favorite trick that you wanna use on me
And I’ll volunteer
And I’ll be flowing and going
Till clothing disappears, ain’t nothing but shoes on me
Oh, baby
RAZEM
All night, show it, just you and the crowd
Doing tricks you never seen
And I BET that I can make you believe
In love and sex and magic
So let me drive my body around you
I bet you know what I mean
Cause you know that I can make you believe
In love and sex and magic ... 
- Brawa! - po ponad trzech minutach piosenka się skończyła. Alex i Andrew na serio dobrze sobie poradzili. Ich głosy do siebie pasowały. Zeszli ze sceny. Alex ruszyła w naszą stroną z nie za bardzo wesołą miną. 
- Zabije cię tleniony idioto - wymamrotała patrząc na Wiktora. Usiadła bok Nadii. Kubus wyszczerzył zęby i uśmiechnął się wesoło. 
- Dlaczego wypierasz się swojego talentu? Bardzo dobrze śpiewasz - powiedział Matt popijając swoje piwo. Panowie popijali piwo, a my colę. Do tego Wiktor i Ola zamówili dwie miski chipsów paprykowych.
- Po prostu wstydzę się śpiewać - powiedziała i założyła nogę na nogę. 
- Okej, koniec tematu. Kto idzie tańczyć? - Kubus klasnął w dłonie i porwał na parkiet Paulinę. Wzięłam łyka coli. Adam wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Podniosłam się i poszłam za, nim. Leciała jakaś szybka piosenka Rihanny. Nie trzeba było się starać. Wystarczy kręcić tyłkiem i całym ciałem. No i wydurniać się. To właśnie robiliśmy. Widziałam, że do stolika podszedł jakiś chłopak i poprosił do tańca Nadię. Niebieskooka z lekkim rumieńcem na twarzy wstała i zaczęła z, nim tańczyć. Chłopak miał blond włosy związane w koczka oraz jasne oczy. Okręcał nią z dużą wprawą. Był, to zwyczajny taniec, ale z gracją. Natomiast Alex i Matt śpiewali piosenkę wraz z Rihanną robiąc przy tym jakieś dziwne ruchy głowami i rękoma. Oni na prawdę są zaginionym rodzeństwem. 
Około 23.00 zaczęliśmy się zbierać. Będąc w domku wszyscy się umyli, po czym w piżamach usiedliśmy w altance z kubkami herbaty. Graliśmy w karty i butelkę. Kiedy na zegarach wybiła 1.00 poszliśmy spać. Ja zajmowałam łóżko z Lex. Zamknęłam oczy i prawie od razu zasnęłam. 
OCZYMA ALEX 
Kiedy wstałam na zegarkach widniała 6.10. Dziewczyny wciąż smacznie sobie spały, a Nadia nawet chrapała. Podniosłam się i ruszyłam w stronę łazienki. Złapałam za klamkę i dostałam się do środka. Zdjęłam z siebie ciuchy i weszłam pod prysznic. Lekko zmoczyłam się wodą i całe ciało nasmarowałam ananasowym płynem pod prysznic. Wytarłam się i ubrałam, po czym stanęłam przed lustrem. Moje ciemnobrązowe włosy sięgają już za piersi, więc pewnie po powrocie do Polski pójdę do fryzjera. Przez pobyt w Anglii trochę przytyłam. Zwłaszcza na brzuchu. Muszę się wziąć za ciebie. Nie chcę wrócić do swojej wagi sprzed wakacji. Poprawiłam koszulkę z logo The Vamps, po czym udałam się do kuchni. Zaparzyłam sobie kawy, a jako posiłek wybrałam kanapki z pomidorem. Zjadłam i postanowiłam przejść się nad jezioro. O tej porze nikogo tam nie było. No może oprócz paru osób uprawiających jogging oraz jednego wędkarza.
Usiadłam po turecku na murku i wyciągnęłam z kieszeni szortów paczkę papierosów. Eh. Durny nałóg. Muszę się go pozbyć póki młoda. Heh. Odpaliłam jednego i zaciągnęłam się. Nie mogę uwierzyć, że pojutrze wracamy do domu. Te trzy miesiące tak cholernie szybko minęły. Dopiero co postawiłyśmy stopy na brytyjskiej ziemi, dopiero co poznałyśmy Jamesa. I potem dwa miesiące pustki. Cholernej pustki. Każdego dnia próbuję sobie przypomnieć. Cokolwiek. Choćby małą część tego co się działo. I nic. Otchłań. Koncert One Direction, a potem budzę się w szpitalu. Masakra. 

- Cześć piękna. 
- Nad? - zdziwiłam się. Niebieskooka usiadła obok mnie. Miała na sobie rurki z materiału imitującego skórę, sandałki oraz koszulkę bez rękawów w drobne cekiny. Na głowie miała opaskę - Co tak wcześnie wstałaś? 
- Nie mam pojęcia. Po prostu obudziłam się i już nie mogłam zasnąć. 
- A, skąd wiedziałaś gdzie jestem? 
- Przyjaźnimy się rok. Wiem o tobie parę rzeczy - odparła i wyrwała mi papierosa z ręki. Zaciągnęła się. Zdziwiłam się trochę, ale nic nie powiedziałam. Po chwili oddała mi go i mocno ziewnęła. - Chłopaki mówili, o której wracamy do Londonu? 
- Chyba po obiedzie - zgasiłam niedopałek o murek i wyciągnęłam nogi przed siebie, by je rozprostować. 
- Do dupy trochę, że już wracamy co? 
- No. Dla mnie większa szkoda, bo 3/4 czasu tutaj spędzonego wcale nie pamiętam. 
- Na pewno sobie przypomnisz ...
- Wtedy będzie już za późno. I tak już skrzywdziłam dwóch wspaniałych facetów. Tego nikt nie cofnie. Gdybyś widziała minę Zayna, kiedy mu o tym wszystkim powiedziałam ... wyglądał jakby chciał mnie uderzyć i się popłakać równocześnie. Myślałam, że sama zacznę płakać. A muszę to wszystko powiedzieć jeszcze Danowi ... Przejebane - powiedziałam. Nastała między nami cisza. Posiedziałyśmy tak ładne pół godziny. Nie była, to krępująca cisza - A co z tobą i Horanem? - zapytałam. 
- A co ma być? - wzruszyła ramionami. - Pocałowaliśmy się parę razy, ale żadne z nas nigdy nie powiedziało drugiemu, że jakoś specjalnie mu na, nim zależy. Rozmawiałam z, nim i ustaliliśmy, że jesteśmy przyjaciółmi. A co będzie dalej czas pokaże. 
- To wszystko jest do bani. 
- Daj spokój Olcia.We wszystkim należy szukać pozytywów. 
- Przykro mi Nad, ale jestem realistką. 
- I, to jest twoja wada - powiedziała. Zaśmiałyśmy się. Po chwili postanowiłyśmy się zbierać. Wstałyśmy i gadając o głupotach wróciłyśmy do domku. W kuchni zastałyśmy kuzyna niebieskookiej, Klaudię i Matta. 
- Gdzie byłyście? - spytała Miler. Mieszała jajecznicę na patelni. 
- Nad jeziorem. Przewietrzyć się - powiedziałam siadając przy stole i wgryzając się w jabłko. Nad usiadła obok mnie - Gdzie Adam i Paula? 
- Poszli do sklepu po świeże bułki i inne pierdoły - rzucił Matt zalewając sobie i Wiktorowi kawę, a Klaudii herbatę. Odblokowałam telefon. Miałam wiadomość od Dana. Przełknęłam ślinę i zaczęłam czytać. 
,,Cześć Lex. Gadałem z Zaynem. Chyba musimy porozmawiać''. 
Pięknie, po prostu pięknie. 
- Co się dzieje? 
- Patrz - podałam Brown telefon. Z każdym słowem otwierała szerzej oczy. Przymknęłam oczy i przygryzłam wnętrze policzka. 
- Czym się martwisz? I tak miałaś z, nim pogadać ... 
- Ale chciałam sama mu o tym powiedzieć. Nie chciałam żeby dowiadywał się od kogoś. A zwłaszcza od Malika - warknęłam. Jak go zobaczę, to urwę mu jaja. Na prawdę. Po tym, jak wszyscy zjedli śniadanie poszliśmy na długi spacer i się trochę pokąpać. Zostawiłam torbę oraz rzeczy na kocu i od razu wpadłam do wody. Uwielbiam pływać. Uwielbiam. Będąc dzieckiem jeździłam z dziadkiem nad jezioro pod namiot. Dziadek łowił ryby, a ja pluskałam się w wodzie. Uwielbiam, to uczucie, gdy moje ciało pokrywa przezroczysta ciecz. Uwielbiam. Chyba zaczynam nadużywać tego słowa, ale mówi się trudno i płynie się dalej. 
Po chwili dołączył do mnie Wiktor z Mattem, a dziewczyny wraz z Adasiem rozłożyli się na kocu. Kuzyn niebieskookiej wpadł na pomysł byśmy przepłynęli całe jezioro, a ja i Matt, którzy jesteśmy bliźniakami idiotami zgodziliśmy się na, to. Bo co to za życie bez ryzyka?
- Jak utoniecie, to nie będziemy szukać waszych ciał! - krzyknęła Nadia, kiedy byliśmy już dość daleko od brzegu. Parsknęliśmy. Matt wytknął jej język. Westchnęła i machnęła na nas lekceważąco ręką.
Zaczęliśmy płynąć, a gdy nie mieliśmy siły kładliśmy się na plecach. Wtedy mniej energii wkłada się w pływanie. Po mnie więcej czterdziestu pięciu minutach dotarliśmy na drugi brzeg. Wyszliśmy na mały drewniany pomost. Ta strona była bardziej dzika. Sam las. Usiedliśmy na brzegu pomostu i spuściliśmy nogi w dół. 

- Miałam, kiedyś taki sen, że pływałam po stawie na plecach i nagle kilka rąk wciągnęło mnie pod powierzchnię - powiedziałam. - Kiedy znalazłam się pod wodą od razu się obudziłam - dodałam. Miałam wtedy jakieś piętnaście lat i o mało nie posikałam się ze strachu, gdy się przebudziłam. Masakra.
- Jak byłem mały, to jeździłem z rodzicami nad jezioro. Pewnego razu płynąłem i coś złapało mnie za kostkę. Rodzice mówili, że pewnie zaplątałem się w jakieś krzaki, ale jestem pewny, że czułem czyjeś palce na mojej nodze - rzucił Wiktor, a ja dostałam gęsiej skórki. Nie boję się za wielu rzeczy, ale świadomość, że pod powierzchnią wody chowają się topielce napełnia mnie strachem. 
- Dobra koniec tego tematu, bo teraz boję się wracać - burknęłam. Matt objął mnie ramieniem i cmoknął w czoło. Nie chciało nam się za bardzo płynąć, więc postanowiliśmy obejść jezioro na piechotę. Przechodnie dziwnie na nas patrzyli, ale co tam. Po ponad godzinie wróciliśmy na plażę. Nadia i Klaudia nadal się opalały, a Pauli i Adama nigdzie nie było. 
- No w końcu - powiedziała Brownie zdejmując z nosa okulary. 
- Trochę zmęczyliśmy się pływaniem, więc wróciliśmy piechotą - odpowiedziałam i usiadłam obok Klaudii.- Gdzie pozostała dwójka? 
- Poszli do sklepu - rzuciła Nad. Parę minut później wrócili. Zakupili chipsy, cukierki, lody i także coś do picia. Od razu zwędziłam im z torby fantę cytrynową. Pycha.
Po następnej godzinie postanawiamy się zbierać po drodze wchodząc do knajpki na mały obiad. Kiedy znajdujemy się już w domku zaczynamy się pakować. Jedzenie, które zostało rozdzielamy na cztery - ja i dziewczyny, Adam, Matt i Wiktor, mam nadzieję, że ogarniacie. O 16.00 zamknęliśmy bramę i ruszyliśmy w drogę powrotną do Londynu. 
Panowie odwieźli nas pod dom i obiecali, że pojutrze przyjadą nas pożegnać. O mało się nie popłakałyśmy, gdy wspomnieli o naszym powrocie. Do dupy, to wszystko.
A ja mam jeszcze jedną trudną rzecz do zrobienia. Muszę porozmawiać z Danem. Super po prostu super. 

,,Cześć Dan, masz rację. Musimy pogadać. Spotkamy się?''. 
,,Jasne. Jestem w domu chłopaków, mamy próby przed trasą. Wpadnij''. 
,,Okej, na razie''. 
Odpisałam mu, po czym poszłam do pokoju się przebrać. Założyłam ciemne jeansowe szorty z wysokim stanem, białą koszulkę z nadrukiem, którą włożyłam w spodnie, a na stopy czarne vansy. Związałam włosy w kucyk i chwytając w rękę czarny sweterek zeszłam na dół. Poprawiłam torebkę na moim ramieniu i udałam się na pobliski przystanek autobusowy. Cholernie się denerwowałam. Nie chciałam zranić Dana ani Zayna, ale nie mogłam inaczej. Możemy być przyjaciółmi jednak związek na odległość wcale mnie nie kręci. Jeśli, kiedyś się jeszcze spotkamy i uczucia pozostaną wciąż tak same, to nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć.
Autobus nadjechał, więc weszłam do środka. Skasowałam bilet i stanęłam trzymając się uchwytu. Po piętnastu minutach wysiadłam. Założyłam na nos pilotki, po czym ruszyłam w stronę domu chłopaków. Z każdym metrem trzęsłam się z nerwów coraz bardziej. Po pięciu minutach byłam na miejscu. Zapukałam do drzwi. Wiecie, kto mi otworzył? Osoba, na którą byłam zła. Pan Malik. Dobrze zgadliście. A większa złość ogarnęła mnie, gdy poczułam, że podniecam się jego widokiem. Miał na sobie nisko opuszczone wąskie dresy oraz czarny top z wycięciami pod pachami. I do tego rozwichrzone włosy i lekki zarost. I, jak mam być na niego zła? No powiedzcie mi. 

- Malik - burknęłam. 
- Cliver - skinął na mnie głową - O co chodzi? 
- Przyszłam do Dana - założyłam ręce na piersi. Zauważyłam, że dwudziestolatek na parę sekund zawiesił wzrok na moim dekolcie. 
- Po co? - oparł się w luzackiej pozie o framugę. 
- To chyba nie twój interes - odpowiedziałam patrząc na niego z ironicznym uśmiechem. Zmrużył oczy. 
- Racja. W końcu nie jestem dla ciebie nikim ważnym. 
- Nie pierdol Zayn. Dobrze wiesz co do ciebie czuje - warknęłam zaciskając dłonie w pięści, po czym go wyminęłam i weszłam do środka. Nie zdążyłam jednak przejść daleko, bo poczułam na nadgarstku jego rękę. Po chwili byłam oparta o ścianę, a mulat oparł dłonie po obu stronach mojej głowy. Nasze twarze dzieliły centymetry. Cholera Przełknęłam ślinę. Jego oczy są takie ... stop! Ochłoń idiotko!
- Najchętniej bym cię pocałował ...  a jeszcze chętniej przełożył przez kolano i sprał na kwaśne jabłko ... jesteś taka powalona kretynko, a i tak nie umiem o tobie zapomnieć - szepnął mi do ucha. Kurwa mać. 
- Zayn, odsuń się - powiedziałam i nawet głos mi nie zadrżał. Brawo Cliver. Uśmiechnął się wesoło, ale jego oczy były smutne. 
- Jasne. Nie narzucam się - mrugnął do mnie, po czym wszedł wgłąb mieszkania. Stałam tam ładne parę minut, by się uspokoić, po czym poszłam na poszukiwania Dana.



I mamy kolejny rozdział.
Sorry że tak długo ale nie miałam internetu i dopiero dzisiaj zabrałam się za pisanie. Jeszcze jeden rozdział i epilog, po czym kończymy. Nie wiem co z drugą częścią bo nikt nie napisał komentarza. To chyba znaczy, że mam się za to nie brać.
Dzięki anonimom i do usłyszenia. 













wtorek, 28 lipca 2015

1.69

OCZAMI NARRATORA 
Klaudia z Liamem po swoim długim spacerze wrócili pod autobus. Nie wchodzili do środka, bo słychać było stamtąd podejrzane odgłosy. 
- Zaczynam się ich bać - parsknęła Miler i ziewnęła lekko. 
- Ja też, ale idzie się przyzwyczaić. Oho. Cześć Lex ...
- Hej ... - szatynka burknęła i weszła do autobusu. Mulat idący z nią zatrzymał się obok Klaudii i Liama. Zagryzł wargę i wyglądał na zdenerwowanego. Przez chwilę były między nimi cisza. 
- Zayn? Co się stało? - odezwała się Klaudia. 
- Alex przeprowadziła ze mną poważną rozmowę - mruknął i oparł się o autobus. Kopnął nogą jakiś zabłąkany kamyczek. 
- I? 
- Powiedziała, że zależy jej na mnie i na Danie, ale nie chce dawać nam fałszywej nadziei. Lada dzień wracacie do Polski i nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy, bo Lex chce studiować w Warszawie - z każdym słowem wydawał się być bardziej wkurwiony. Klaudia spojrzała na Liama, który wzruszył ramionami i westchnął. 
- Czego się spodziewałeś Malik? W większości przypadków związki na odległość nie wychodzą. Możesz mieć po prostu nadzieję, że kiedyś się jeszcze zobaczycie ...
- Pierdolę takie porady - warknął mulat i ruszył przed siebie. Klaudia chciała go zatrzymać, ale Payne złapał ją za nadgarstek. 
- Daj spokój Kiki. Przejdzie mu. Musi po prostu pobyć trochę sam. 
- To wszystko jest do dupy. Dlaczego nie poznałyśmy was po skończeniu szkoły? Wtedy wszystko byłoby prostsze. 
- Życie  w ogóle nie jest proste. Chodź - powiedział. Weszli do autobusu. Klaudia wyłapała wzrokiem pannę Cliver. Siedziała na swoim wcześniejszym miejscu i gadała z Nadią. Nie wyglądała na poruszoną. Udawała. Klaudia była pewna na sto procent. Usiedli za Louisem i Niallem. W tym samym momencie Harry dostał SMS-a od Malika. Napisał, że coś mu wypadło i wróci taksówką. Nikt oprócz Alex, Klaudii i Liama nie byli tym zdziwieni. Panna Miler złapała kontakt wzrokowy z Olą. Brązowooka przygryzła wargę. Klaudia posłała jej ciepły uśmiech, który miał ją podnieść na duchu.
Po chwili przyszedł kierowca, więc dziewczyny musiały opuścić autobus. Pożegnały się z chłopakami i obiecały, że jeszcze przed ich wyjazdem na pewno się zobaczą. 

- To trzeba zaczekać na naszą zakochaną parę - powiedziała Nadia i usiadła na przystanku autobusowym dwa metry dalej. Dziewczyny poszły za nią, ale nie usiadły. Alex wyglądała na spiętą. 
- To, Lex ... Powiesz nam czemu Zayn nie pojechał z chłopakami? 
- Nie mam pojęcia - mruknęła. 
- Nie masz pojęcia? To ciekawe - cicho zaśmiała się Klaudia. - Bo razem z Liamem gadaliśmy z Zaynem i opowiedział nam bardzo ciekawą historię. 
- O, o czym? - zapytała panna Brown nie mając pojęcia co wisi w powietrzu. Zielonooka szeroko się uśmiechnęła, a Ola unikała jej wzroku. 
- Podobno nasza droga Ola powiedziała mu, że zależy jej na, nim i na Danie, ale nie może być z żadnym, bo niedługo wracamy do Polski. 
- Co? - pisnęła niebieskooka. - Ale ...
- O nie - Alex im przerwała. - W wielu przypadkach się z wami zgadzam. Jednak w tej sprawie w ogóle. Po co mam im dawać jakąkolwiek nadzieję? Jakie jest prawdopodobieństwo, że znowu ich zobaczę? Minimalne. A jeżeli nawet, to jest duża szansa, że znajdą sobie, kogoś innego. I ... 
- Co tam laski!!! - przemowę Oli przerwał James rzucając się na ławeczkę obok Nadii. Niebieskooka złapała się za serce. 
- Czy, ty ocipiałeś Gordon?!?!?! - warknęła. Wyszczerzył zęby. 
- Przepraszam - cmoknął ją w czoło. Prychnęła. 
- Gdzie Paulina? - zapytała Klaudia. 
- Rozmawia przez telefon z mamą - powiedział i wskazał na sylwetkę ich przyjaciółki stojącej jakieś sześć metrów dalej. - Panowie już pojechali? 
- Mhm. A my czekamy na was - odparła Lex cicho ziewając. Po chwili Paula pojawiła się obok nich. Szeroko się uśmiechała. 
- Co tam? - objęła Miler ramieniem i cmoknęła jej policzek. 
- Nic ciekawego. Co u mamy? 
- Pytała się, czy mamy już wykupione bilety na powrót. I powiedziała, że kupiła mi już książki. Przynajmniej, to mam z głowy - rzuciła. 
- A właśnie. Jak szliśmy tutaj, to widzieliśmy, jak Zayn wsiada do taksówki. Nie zdążył na odjazd autobusu? - zainteresował się Jim. Cliver od razu się spięła i lekko zawstydziła. Natomiast Klaudia z Nadią uśmiechnęły się. 
- Nasza Calineczka i Bad Boy mieli poważną rozmowę - parsknęła Brownie. 
- Powiedziała mu, że zależy jej na, nim, ale nie mogą być ze sobą ...
- Bo wracamy do Polski - dodała Nadia i wywróciła oczyma. Paulina zastygła, a potem spojrzała na brązowooką z miną pt ,,brzydzę się Tobą''. 
- No co? 
- Jajco Cliver. Jesteś głupia ...
- Czyli miałam mu dawać nadzieję chociaż nie jestem pewna, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy? Nie jestem ani masochistką ani sadystką. 
- Dobra, skończmy temat - rzucił James. - Alex jakby nie patrzeć ma trochę racji dziewczyny - dodał. 
- W końcu ktoś normalny - westchnęła Ola, po czym usiadła mu na kolanach. - Tylko, ty mnie rozumiesz Jim. 
- No jasne - wyszczerzył zęby. - Jesteś moją małą siostrzyczką ...
- Mogłabym Cię zniszczyć za nazywanie mnie małą, ale masz wygodne kolana, więc Ci odpuszczę - odparła. Wszyscy się roześmiali. Wtedy skapnęli się, że już 21.00. Byli zmęczeni, więc postanowili wynająć sobie pokoje w jakimś tanim motelu i do Londynu wrócić jutro rano. 
James miał pokój osobno. W pokoju dziewczyn były dwa łóżka, więc musiały się przemęczyć we dwie na jednym. Najgorsze było, to iż nie miały piżam, więc musiały spać w bieliźnie. No cóż. Jakoś się przemęczą. 
OCZAMI NADII 
Kiedy podniosłam się z łóżka dziewczyny już nie spały. Już przebrane siedziały na łóżku, w którym spała Klaudia z Paulą. Przeciągnęłam się. 
- Cześć śpiochu - powiedziała Lex.
- Dobry, która godzina? - zapytałam. 
- Dochodzi 9.00. Zbieraj się.
- Jasne - ziewnęłam, podniosłam się i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, po czym założyłam wczorajsze ciuchy. Rurki, sandałki na koturnie oraz szarą koszulkę z dekoltem na plecach. No i stanik. Majtek nie zamierzałam zostawiać. To już było, by lekko dziwaczne. Na serio. Rozczesałam włosy i związałam w luźnego warkocza. Przemyłam wodą zęby i wróciłam do pokoju. Ogarnęłyśmy pokój, po czym zeszłyśmy na dół, gdzie czekał na nas James. Oddaliśmy klucze do recepcji i udaliśmy się do knajpki znajdującej się na przeciwko motelu. Usiedliśmy przy sześcioosobowym stoliku złożyliśmy zamówienia u młodo wyglądającego kelnera. Zamówiłam sobie przepyszne i puszyste placuszki jogurtowe z jagodami polane miodem. Orgazm w ustach. James i Klaudia wzięli jajka sadzone z grzankami i pomidorem. Ola wybrała naleśniki z masłem orzechowym i plasterkami bananów, a Paula zdecydowała się na omlet z szynką i pieczarkami. Wszyscy oprócz mnie i Klaudii zamówili sobie też kawę. Ja wybrałam herbatę z sokiem malinowym, a Kiki kakao. 
Zjedliśmy i zaczęliśmy się zbierać. Wsiedliśmy do samochodu, a Jim odpalił silnik i ruszył w stronę autostrady. Siedziałam w środku, więc miałam do wyboru dwie poduszki. Ramię Klaudii albo ramię Oli. Zdecydowałam się na opcję numer dwa, ponieważ zielonooka nie lubi, kiedy ktoś za długo na niej leży ... tak. To nie zabrzmiało dobrze. 
- Poróbmy coś. - rzuciła Paula patrząc na nas z przedniego siedzenia. 
- Ja coś robię. Śpię. - wymamrotała Kiki. Opierała głowę o szybę. 
- Ale wy jesteście sztywne ...
- Jak coś jest sztywne, to powinnaś być zadowolona. - odparła Ola. 
- Dobra. Już nic nie mówię. - Kenn prychnęła, na co się zaśmiałyśmy. James się nie odzywał, ale na jego ustach widniał szeroki uśmiech. 
Po czterech godzinach jazdy - mieliśmy piętnastominutowy postój na siku i na uzupełnienie benzyny - dojechaliśmy do Londynu. Gordon odwiózł nad do domu, po czym ruszył w stronę swojego mieszkania.
Po przebraniu się postanowiłyśmy trochę ogarnąć. Za cztery dni mamy samolot powrotny i należałoby zostawić dom w dobrym stanie. Umyłyśmy okna i porządnie odkurzyłyśmy. Chociaż, to akurat było głupie, bo i tak przez te parę dni się nabrudzi. Ale co tam. 

Gdy uporałyśmy się ze wszystkim dochodziła już godzina 16.00. Czyli sprzątanie zajęło nam prawie dwie i pół godziny. W tym samym momencie zadzwonił do nas Adam i powiedział, że mamy się zbierać i przyjechać do ,,Jokera''. I, że mamy wziąć piżamy i trochę ciuchów. I stroje kąpielowe. 
Wciągnęłam na tyłek czarne legginsy, a zamiast poplamionej bluzy założyłam karmelowy sweterek sięgający mi za pośladki. Na nogi założyłam baleriny i już. Spakowałam potrzebne rzeczy i byłam gotowa. Zeszłam na dół, gdzie czekały już dziewczyny. Przed domem stała już nasza taksówka. Wpakowałyśmy się do niej i podałyśmy kierowcy odpowiedni adres. Na miejscu byłyśmy piętnaście minut później. Adam, Matt oraz Wiktor siedzieli ... zaraz. Wiktor?!?!? O kurde. Znowu o, nim zapomniałam. Nadia Brown i jej skleroza. 
- Hejka dziewczęta. 
- Cześć ... - usiadłyśmy na przeciwko nich. Ola przycupnęła obok Adama. 
- Co, to za ważna sprawa? - zapytała Paulina. 
- Jedziemy nad jezioro. 
- Nad jezioro? Przecież jedzie się tam ...
- Dwie godziny.
- No właśnie ...
- Pojedziemy, połazimy i jutro wrócimy - Matt wzruszył ramionami. 
- A, gdzie zamierzacie spać? - zapytałam. 
- Spokojnie. Wszystko na miejscu. To co? - Adam się uśmiechnął. 
                                                               ***
- Daleko jeszcze? - jęknęła Paulina. Jechaliśmy już ładną godzinę. Nasza siódemka nie zmieściłaby się do jednego samochodu, dlatego musieliśmy się podzielić na dwa oddziały. Ja jechałam z Adamem, Pauliną i Klaudią. Ola, Wiktor i Matt jechali przed nami. 
- Jeszcze trzydzieści trzy kilometry - powiedział zatrzymując się na czerwonym świetle. Tamci zdążyli je przejechać. Przełączyłam stacje. Poleciała piosenka ,,Part of me'' Katy Perry. Klaudia od razu zaczęła ją śpiewać. Po chwili Kessler się do niej dołączył. Parsknęłam śmiechem i spojrzałam do tyłu na Kenn. Szczerzyła zęby i ,,tańczyła''. Roześmiałam się i robiłam, to co ona. Kiedy piosenka się skończyła Klaudia dostała SMS-a od Oli. Powiedzieli żebyśmy zjechali na stację za następnymi światłami. Adam tak też zrobił. Zaparkował obok samochodu Matta. Cała trójka wychodziła właśnie ze stacjowego sklepu. Ola zajadała się Nerdsami*. Wybrała te wiśniowo-arbuzowe. Matt jadł Cheetosy, a Wiktor Big Hunka**. 
- Mieliśmy farta, co? - zapytał Matt. Pewnie chodziło mu o to, że zdążyli przejechać czerwone. 
- Gdybyś się tak nie grzebał, to my też byśmy zdążyli. 
- Wmawiaj sobie Nad, wmawiaj - rzucił z ironią i poklepał mnie po głowie. Parsknęłam. Wraz z Klaudią poszłyśmy coś kupić, a Adam i Paula polecieli zrobić siku. Panna Miler zakupiła sobie trzy rzeczy. Pringlesy o smaku musztardy i miodu, fantę winogronową oraz tropikalne Skittlesy. Natomiast ja wzięłam sobie wiśniową Pepsi oraz Razzlesy***. No i parę rzeczy dla Pauli i Adasia. Zapłaciłyśmy, po czym wróciłyśmy do aut. Zobaczyłam, że Ola wyglądała na lekko zawstydzoną. Oho. Pewnie panowie dowiedzieli się o jej rozmowie z Malikiem. Ciekawe co sądzą na ten temat. Jednak z jednej strony dobrze zrobiła. 
- Ale powiedz mi ostatnią rzecz kochanie - odparł Wiktor i założył ręce na piersi - Powiedziałaś o tym Zaynowi. A Dan? Z, nim gadałaś? 
- No ... - zrobiła zakłopotaną minę i podrapała się po włosach. - Trochę.  
- Trochę? Czyli nie - westchnął Adam. 
- Jakoś ... nie było okazji - mruknęła. Też prawda - A głupio mówić o takich rzeczach przez telefon ... Ale powiem mu, jak tylko wrócimy.
- No dobra. Jedźmy - Matt klasnął w dłonie. Wsiedliśmy do odpowiednich samochodów i ruszyliśmy. Za godzinę powinniśmy być na miejscu. 
OCZAMI PAULINY 
Miejscowość, w której mieściło się jezioro na które jedziemy nosi nazwę Shells****. Mieszka tu podobno mało osób, a najwięcej ludzi przybywa podczas wakacji. Panowie zaparkowali przed ładnym drewnianym domkiem znajdującym się w lesie. Nadia wyskoczyła i otworzyła bramę. Panowie wjechali na teren ,,podwórka''. W okolicy było więcej takich domków.         - Jesteśmy na miejscu - powiedział Adam i trzasnął drzwiczkami.            
- Kogo ten domek? - zapytałam.       
- Mojego wujka - odparł Matt wyciągając torby z bagażnika. Oprócz ciuchów panowie zabrali ze sobą jedzenie, sprzęt sportowy oraz mini grilla. Czadowo. - Pojechał z rodzinką do Włoch i pozwolił nam tu przyjechać. Pojutrze przyjeżdżają tu turyści, więc możemy zostać do jutrzejszego wieczoru - dodał zamykając bagażnik. Rozejrzałam się. Przed domkiem była altanka, pod którą stał drewniany stół oraz pięć krzeseł oraz trzy osobowa ławka. Była też rozwieszona siatka do gry w siatkówkę.
Matt otworzył drzwi. Weszliśmy do środka. Wewnątrz były cztery pomieszczenia. Łazienka, kuchnio-salon oraz dwa pokoje. W jednym były dwa dwuosobowe łóżka, a w drugim cztery jednoosobowe. Czyli nie będzie problemu z rozmieszczeniem naszych postaci na materacach. 

- Dobra dziewczęta. Przebierać się w stroje kąpielowe. Idziemy. 



* cukierki znane w UK i Ameryce - sprawdźcie sobie w necie. 
** baton , a raczej nugat do żucia z orzeszkami ziemnymi - sprawdźcie.
*** twarde cukierki, które zmieniają się w gumę do żucia - sprawdźcie. 

**** miasteczko wymyślone przeze mnie na potrzeby opowiadanka. 


I mamy rozdział. Cholera. Nie było mnie tu cztery miesiące. Nie licząc Albumów i Imagina z Malikiem. Miałam mały problem z zabraniem się do pisania. Sprawa z Zaynem nadal boli, ale postanowiłam dokończyć to opowiadanie. Dla tych którzy to czytają, a nawet nie komentują.
Będą jeszcze dwa góra trzy rozdziały i koniec.
Jednak mam pewną sprawę. Już na początku mojej przygody z london-love-poland myślałam nad pisaniem drugiej części. Jednak musicie napisać co o tym myślicie. Jeśli dużo osób będzie za, to postaram się wdrążyć plan w życie.
Pozdrawiam i do usłyszenia moi kochani. 







wtorek, 21 lipca 2015

Imagin IV cz 3. / Zayn



KAYLEE I ZAYN

Cisza zaczynała być krępująca. Zayn ciągle trzymał mnie za rękę. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na twarze członków jego rodziny. 
- Jak, to ... jak, to wasze dziecko? Czyli wy ... 
- Po śmierci Bena Zayn zaopiekował się mną. Mogłam na niego liczyć. Pewnego dnia pocałowaliśmy się i ... - odchrząknęłam. - I tak jakoś wyszło, że ... 
- Sypialiście ze sobą? 
- Safaa! - Patricia szturchnęła dziewczynkę w ramię. Widziałam drobny uśmiech na ustach pana Malika. 
- No co? Mam dwanaście lat. Po za tym Zayn opowiadał mi skąd biorą się dzieci jakieś trzy lata temu. - burknęła. Mulat siedzący obok mnie schował twarz w mojej szyi, na co zaśmiałam się dźwięcznie. Jego mama zacisnęła usta w cienką linię. 
- Pogadamy sobie później. - powiedziała do dwunastolatki, po czym spojrzała na nas z ogromnym ciepłem w oczach. - Czyli, to oznacza, że będę babcią? A Thomas* dziadkiem? 
- Tak. A dziewczyny ciociami. - dodałam. Kobieta podniosła się i mocno mnie uściskała. 
- Tak bardzo się cieszę, że będziesz częścią naszej rodziny. Od tej pory możesz na nas liczyć, w każdej sytuacji. - powiedziała, a mi zakręciły się łzy w oczach. Pociągnęłam nosem. 
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się. Potem przytulił mnie pan Thomas i dziewczynki. Waliyha zaproponowała byśmy poszli na spacer po okolicy. Państwo Malik postanowili zostać, więc na spacer szliśmy w piątkę. Poszłam się tylko przebrać w coś cieplejszego. Założyłam grube szare rajstopy, czarny gruby sweter sięgający mi za pośladki oraz skórzaną kurtkę, szalik i czapkę. Na nogi wsunęłam swoje bordowe martensy. 
Dziewczyny i Zayn także się przebrali i mogliśmy iść. Chłopak cały czas trzymał mnie za rękę. Drugiej chwyciła się Safaa i też nie chciała puścić. Natomiast Waliyha i Doniya szły pół metra przed nami. Poszliśmy nad jezioro, a potem do parku i do kawiarni na gorącą czekoladę. Malik nie pozwala mi pić kawy. A ja tak kocham kawę. 
- Macie już pomysł na imię? - zapytała Waliyha biorąc łyka czekolady. 
- Szczerze? Nie. Od samego początku ciąży czułam, że będzie to chłopiec i to dla niego wymyślałam imiona. Aaron, Peter, Max. A teraz pustka. - wzruszyłam ramionami. 
- Mamy na, to prawie dwa miesiące. Coś się wymyśli. - Zayn cmoknął mnie w czoło, na co dziewczyny zareagowały grupowym ,,Awww''. 
Po godzinie spędzonej w kawiarni wróciliśmy do domu Malików. Czekała tam na nas kolacja. Filety z indyka w panierce z kaszy jaglanej, puree ziemniaczane oraz sałatka. Siedziałam pomiędzy Zaynem, a Waliyhą. Na przeciwko nas siedziały pozostałe siostry chłopaka oraz ich mama. Pan Thomas siedział na początku końcu stołu pomiędzy Zaynem, a swoją żoną. Na deser pani Trisha podała ciasto jogurtowe z gruszkami. Pychota, ale zjadłam tylko kawałek, bo nie chciałam jeszcze bardziej przytyć.
Po obiedzie Safaa zaciągnęła mnie do swojego pokoju. Było, to średniej wielkości pomieszczenie o jasnoróżowych ścianach. Na tej, przy której stało drewniane białe łóżko został narysowany piękny i kolorowy motyl. 

- To dzieło Zayna. - powiedziała siadając na puchatym kremowym dywanie. 
- Tak? Nie wiedziałam, że umie rysować. - powiedziałam i z małym trudem zajęłam miejsce na przeciwko niej. Usiadłam po turecku i ułożyłam dłonie na brzuchu. Eh. Zmęczyłam się. 
- Umie. I, to jak. Wynajmuje w Londynie salę, w której wszystkie ściany są obmalowane jego rysunkami. - odparła i wyszczerzyła zęby. Zmarszczyłam brwi. Dlaczego mi o tym nie powiedział? Zapomniał, czy nie chciał? 
- To fajnie, a ty masz jakieś zainteresowania? - zapytałam. 
- Tak. Chodzę na zajęcia z gry na fortepianie. Bardzo lubię muzykę, ale nie umiem śpiewać, więc rodzice zapisali mnie na te zajęcia. 
- Może będziesz damską wersją Jana Sebastiana Bacha. - zażartowałam.  
- Może. - zaśmiała się i wzruszyła ramionami. Nagle poczułam lekkie szturchnięcie w brzuchu. Syknęłam i ułożyłam na, nim ręce. - Kay? Co jest? - Safaa się zaniepokoiła. 
- Nic ... mała kopie. Chyba się obudziła. - mruknęłam i zaczęłam głaskać się po brzuchu. - Spokojnie ... nic się nie dzieje ... mama tu jest ... i ciocia Safaa. - mamrotałam do brzucha. Zauważyłam, że dwunastolatka się uśmiechnęła. Dzidziuś znowu kopnął. Machnęłam na Safaę, by przybliżyła się do mnie. - Daj rękę. - powiedziałam. Podsunęła mi swoją lewą dłoń. Położyłam ją na brzuchu i przytrzymałam. - Czujesz? - uśmiechnęłam się. 
- Wow. - zaświeciły się jej oczy. - Czad. Cieszy się? 
- Pewnie tak. Jest w centrum zainteresowania. - zaśmiałam się melodyjnie. 
- Co porabiacie? - w progu stanął Zayn. Miał na sobie wąskie szare dresy oraz biały T-Shirt z nadrukiem. Jego włosy były w nieładzie. 
- Twoja córeczka się z nami wita. - Safaa uśmiechnęła się. 
- Co? - mulat wyglądał na przejętego. Uśmiechnęłam się. 
- Chodź. - szepnęłam. Szybko kucnął na przeciwko nas. Dwunastolatka chwyciła jego rękę i położyła w tym miejscu, gdzie przed chwilą była jej ręka. Czarnowłosy otworzył szeroko oczy i ułożył usta w dzióbek. Uśmiechnęłam się rozczulona. 
- Cześć skarbie. Tu tata. - powiedział i czule pogłaskał mój brzuch. Mała znowu kopnęła. - Tak. Ja też Cię kocham bąblu. - zażartował, na co ja i Safaa zaśmiałyśmy się. 
- Ciekawe, jak będzie wyglądała. 
- Oby odziedziczyła urodę po Zaynie. - powiedziałam. 
- A po Tobie charakter i bycie uroczym. - mruknął i lekko cmoknął mnie w usta. Szeroko się uśmiechnęłam, a moje policzki zrobiły się czerwone. I, jak go nie kochać? No powiedzcie sami.
                                                ***

Nadszedł pierwszy dzień świąt. Cały dzień pomagałam pani Patricii i dziewczynom w kuchni. Malikowie są Muzułmanami, ale i tak obchodzą Boże Narodzenie. Pani Malik przed wzięciem ślubu z panem Thomasem była Chrześcijanką, dlatego celebrują, to święto tak samo mocno, jak Ramadan. 
O 16.00 rano mieliśmy zasiąść do świątecznego obiadu. Piętnaście minut przed poszliśmy z Zaynem się przebrać. Wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki. On przebierał się w pokoju. Założyłam luźną sukienkę na krótki rękaw w całości zrobioną z granatowej koronki. Do tego cieliste rajstopy. Swoje kręcone brązowe włosy rozczesałam i spięłam w dość niechlujnego koka. Pomalowałam rzęsy tuszem, a usta jasnoróżową pomadką. Zapięłam na nadgarstku bransoletkę, którą dostałam trzy lata temu od Bena i byłam gotowa. 
Weszłam do pokoju. Zayn zapinał guziki od szarej koszuli. Oprócz tego miał na sobie wąskie czarne jeansy. Włosy ułożył za pomocą żelu. 
- Gotowy? - zapytałam. Odwrócił się w moją stronę. Przeleciał po mnie wzrokiem, po czym seksownie zagryzł dolną wargę. Zarumieniłam się. 
- Ale seksownie wyglądasz. - wymruczał i podszedł do mnie. Uniosłam lekko głowę do góry, by móc spojrzeć mu w oczy. 
- Nawzajem przystojniaku. - odparłam i szybko cmoknęłam go w usta. Wyszczerzył zęby, po czym położył dłoń na moim policzku i pocałował mnie powoli, ale namiętnie. Mruknęłam i splotłam ręce na jego szyi. 
- Cholernie dumny jestem, że was mam. - szepnął. Uśmiechnęłam się. 
- Dobra, koniec dobrego. Zejdźmy w końcu na dół, bo pomyślą jeszcze, że utonęliśmy w sedesie. - rzuciłam i złapałam go za rękę. Zeszliśmy na dół. Wszystkie prezenty leżały pod choinką w jadalni Malików. Pan Malik stawiał na stole dzbanek z Posset**. Miał na sobie spodnie od garnituru, błękitną koszulę, czarny krawat i kamizelkę. Safaa siedziała już na swoim miejscu. Ubrana była w kremową sukienkę przed kolano z czarnym kołnierzykiem, włosy związała w kitkę. Zayn usiadł koło niej, a ja poszłam do kuchni pomóc paniom.
Pani Trisha miała na sobie bordową spódnicę do ziemi oraz białą tunikę. Włosy rozpuściła. Don założyła obcisłe granatowe rurki oraz fioletową koszulę. Włosy także miała rozpuszczone. Natomiast Waliyha ubrała się w czarną sukienkę bez rękawów z koronkową górą i matowym dołem, który przypominał sukienki baletnic. Włosy zaplecione miała w warkocz. 

- Mogę w czymś pomóc? - zapytałam. 
- Pięknie wyglądasz kochanie. - powiedziała mama Zayna. Uśmiechnęłam się. - Możesz wziąć półmisek z ziemniakami i kasztany. - dodała. 
- Okej. - chwyciłam owe rzeczy i ruszyłam w stronę jadalni. Postawiłam półmisek oraz miskę na stole, po czym głaszcząc brzuch usiadłam pomiędzy Safaą, a Zaynem. Mulat chwycił mą dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek. - Co tam? 
- Nic. - wzruszył ramionami i uroczo się uśmiechnął. Pokręciłam głową i westchnęłam. - No co?
- Nic. - zaśmiałam się. Wywrócił oczyma. 
Chwilę później do jadalni przybyły panie. Przyniosły pieczonego indyka, sosy, brukselkę, pieczoną pietruszkę oraz pigs in blankets***. Usiadły na przeciwko nas. Don siedziała na przeciwko Zayna, ja siedziałam na przeciwko Waliyhi, a Safaa na przeciwko swojej mamy. Pan Thomas siedział na ,,wylocie''.
Najpierw odmówiliśmy krótką modlitwę, po czym zaczęliśmy jeść. Nie przepadam za indykiem, ale mała chyba tak, bo zjadłam dwa razy więcej niż zazwyczaj. Do tego wypróbowałam dwa sosy i resztę dodatków. Nie tknęłam jedynie parówek. Byłam pełna. 

- A deser? - Zayn parsknął i dołożył sobie brukselki. 
- Nie bój żaby stary. - poklepałam go po ramieniu. - Dam radę. 
- No ja myślę. - pani Malik pogroziła mi palcem. - Namęczyłam się. 
- Mała jest głodomorem. Pochłonie wszystko. - zażartowałam klepiąc się po brzuchu. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych. Ja też byłam. Czułam się, jak w domu. Brakowało mi rodzinnego ciepła, ale Malikowie bardzo dobrze mnie przyjęli. I traktują mnie już, jak członka rodziny. Ja ich też.  
Po deserze - zjadłam kawałek Christmas Pudding oraz dużą porcję Trifle**** - przyszedł czas na odpakowywanie prezentów.
Wraz z Zaynem złożyliśmy się na pięć po jednym dla każdego członka jego rodziny. Jego mama dostała od nas książkę z przepisami oraz wisiorek z brylantowym kółeczkiem. Pan Thomas otrzymał bilet na mecz FC Liverpoolu z Arsenalem Londyn, który odbędzie się za miesiąc oraz przepyszne czerwone hiszpańskie wino. Doniyi daliśmy skórzany czarny portfel oraz najnowsze perfumy Naomi Campbell, Waliyha dostała oryginalną koszulkę ,,The Vamps'' oraz trochę słodyczy i kolczyki sówki. Natomiast Safaa otrzymała rolki i ogromną białą czekoladę. 
Od jego rodziców dostałam perfumy Hugo Boss ,,Boss Femme'', które pachną przepięknie. Od razu wyczułam czarną porzeczkę. I do tego koszulkę z napisem ,,Jestem mamą'' i obrazkiem przedstawiającym dziecięcy wózek.
Dziewczyny złożyły się na coś bardzo uroczego. Dostałam trzy pary śpioszków oraz tyle samo czapeczek dla małej.

- A, to ode mnie. - Zayn podał mi czarną torebkę. Zajrzałam do środka. Najpierw wyciągnęłam książkę. ,,Papierowe miasta'' Johna Greena. To jedyna książka tego autora, której jeszcze nie czytałam. Na dnie torebki było małe pudełeczko. Otworzyłam je. W środku była cienka bransoletka z białego złota. Przy boku była zawieszka z żółtego złota w kształcie serduszka. 
- Oh, prześliczna. Dziękuje. 
- Spójrz na drugą stronę. - powiedział i odwrócił zawieszkę. Były tam wygrawerowane litery : K + Z = serce. Poczułam łzy w oczach. Pociągnęłam nosem. - Kaylee? Teraz chciałbym tak na poważnie ... - klęknął. - Czy, ty Kaylee Jones, zostaniesz moją dziewczyną? - złapał mnie za rękę. 
- Jasne idioto. - rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam. Złapał mnie w talii. Czułam, że się uśmiecha. - Kocham Cię. - szepnęłam. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczyma, w których tkwiło zdziwienie, ale i szczęście. 
- Ja ... na serio? - zapytał. Uśmiechnęłam się i złożyłam na jego ustach powolny i delikatny, ale namiętny pocałunek. 
- Bardzo. - odpowiedziałam. 
- Ja Ciebie też Kay. - oparł swoje czoło o moje. Poczułam motyle. 
- A, to prezent dla Ciebie. - podałam mu pudełko. W środku znajdowała się płyta ,,The Cure'' oraz męska metalowa, ale delikatna bransoletka z wygrawerowanym serduszkiem na wewnętrznej stronie. 
- Dziękuję. - przytulił mnie. - Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. 
- A ja najszczęśliwszą dziewczyną. 
Po obiedzie poszliśmy na długi spacer. Wróciliśmy około 22.00. Wzięliśmy kąpiel i poszliśmy spać.
Minęło parę dni od świąt. Już niedługo Sylwester, którego spędzam z Zaynem. Ma mnie zabrać do Londynu. Podobno ma ułożony plan dnia od ładnych dwóch miesięcy. Ciekawe.
Dzisiaj jest dwudziestu siódmy grudnia. Siedzę w domu Malików z Safaą, a reszta? Rodzice Zayna poszli do pracy, Waliyha umówiła się z przyjaciółkami, a Doniya pojechała do chłopaka. Natomiast Zayn musiał pojechać do Londynu, by coś załatwić.
Dwunastolatka przełączyła na jakiś film dla nastolatków, a ja podniosłam się z kanapy i ruszyłam do kuchni po coś do picia. To dziwne, ale niezależnie ile bym piła i tak chodzę do łazienki trzy razy dziennie. Myślałam, że w ciąży chce się siku co chwilę. Najwyraźniej moje dziecko pochłania wszystkie płyny i nie mam, czym sikać.
Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy i nalałam sobie całą szklankę. Wzięłam też ciasteczka orzechowe, które wczoraj upiekłam wraz z Wal. Podsunęłam talerzyk pod nos dziewczynki. Wzięła jedno i uśmiechnęła się.
W połowie filmu - był całkiem znośny - poczułam silną potrzebę pójścia do łazienki. Odłożyłam ciastka i ruszyłam w stronę toalety. Usiadłam na sedesie i ... 

- O cholera ... - złapałam się za brzuch i zagryzłam wargę. Poczułam silny skurcz. Jęknęłam, gdy się powiększył. Podniosłam się i nagle woda zaczęła spływać mi po udach. Kurwa. Przytrzymałam się pralki. Ja rodzę do cholery!!!! - Safaa! - krzyknęłam. 
- Co ... - weszła do środka i znieruchomiała. Widziałam przerażenie na jej twarzy. - Czy, ty ...
- Rodzę. - jęknęłam. - Umiesz zadzwonić na pogotowie? 
- Tak, już lecę. - wybiegła z łazienki, jak burza, po czym po chwili wróciła z moim telefonem w dłoni. Wybrała właściwy numer i zadzwoniła. - Dzień dobry ... dziewczyna mojego brata rodzi ... mhm ... powinna urodzić na początku lutego ... dobrze ... do widzenia. - rozłączyła się. - Będą za dwadzieścia minut. Dasz radę usiąść na sedesie? Muszę iść spakować Ci rzeczy ...
- Jasne, poradzę sobie ... tylko pomóż mi usiąść ... - jęknęłam. Powoli opadłam na toaletę i złapałam się za brzuch. Dwunastolatka pognała na górę. Zaczęłam równomiernie oddychać. - Spokojnie mała ... jeszcze trochę ... wytrzymaj. - mówiłam szeptem i głaskałam brzuch. Dzięki oddychaniu bóle nie były takie straszne. Próbowałam jedynie nie urodzić przed przyjazdem pogotowia. Jakoś się udało.
Karetką przyjechało dwóch lekarzy oraz lekarka. Usadzili mnie na noszach i wnieśli do ambulansu. Safaa zamknęła dom i trzymając w dłoniach torbę usiadła z przodu wraz z kierowcą. Dostałam zastrzyk, który miał powstrzymać poród i leki uzupełniające. No i sprawdzili mi rozwarcie. Za szybko na poród.
Mała próbowała się dodzwonić do Zayna, ale nie odbiera. Nie było wcale zasięgu, więc pewnie rozładował mu się telefon. Natomiast pani Trisha od razu odebrała i powiedziała, że przyjedzie do szpitala, jak najszybciej.
Od razu zawieźli mnie na salę porodową, a mała czekała przed nią na korytarzu. Błagałam ich o znieczulenie, ale nie chcieli mi go jeszcze dać. 

- Witam kochanie. - do sali weszła około czterdziestoletnia kobieta z blond włosami związanymi w koka oraz zielonymi oczyma schowanymi za kwadratowymi okularami. - Nazywam się Brianna Hemmir i będę przeprowadzać Twój poród. Jak masz na imię?
- Kaylee Jones. - jęknęłam. 
- Jesteś z Bradford? - zapytała. 
- Tak. Ale przez całą ciążę chodziłam do kliniki. Nie do szpitala. 
- Rozumiem. Jak się nazywa Twój lekarz prowadzący? 
- Georgia Ryess. 
- Okej, postaram się jakoś zdobyć Twoją kartę zdrowia. A teraz dostaniesz znieczulenie. Poród zaczniemy, jak będziesz miała odpowiednie rozwarcie. - powiedziała i uśmiechnęła się. - Brakuje Ci czterech centymetrów. - pogłaskała mnie po głowie i wyszła.
                                                ***

Od tego momentu minęła godzina. Na korytarzu siedziały wszystkie panie Malik. Do Zayna nadal nie można było się dodzwonić, a pan Thomas nie mógł wyrwać się z pracy. Natomiast moje znieczulenie się wyczerpało i jęczałam z bólu. Miałam już dziewięć centymetrów rozwarcia, więc pani Hemmir postanowiła zacząć poród.
Parłam, oddychałam i znowu parłam. Po kolejnej godzinie dopiero zaczęło się coś dziać. Jakim kurde cudem dziecko ma przejść przez otwór wielkości cebuli?!?!?! To niemożliwe do cholery!!!! 

- Dawaj mała! Widzę już główkę! - krzyknęła pani doktor. Zacisnęłam zęby i zaczęłam przeć, jak najmocniej umiałam. Po chwili poczułam spokój. I usłyszałam płacz. - Gratulacje Kaylee. Dziewczynka. 
- Ja ... - z moich oczu płynęły łzy. Byłam cholernie zmęczona, ale gdy zobaczyłam małą ... mój świat nabrał kolorów. Dali mi ją na ręce. Była taka malutka. Miała ciemnobrązowe włoski na główce, karmelową skórę oraz ogromne niebieskie oczy. - Cześć słońce. Jestem Twoją mamą. - szepnęłam i złapałam ją za rączkę. Patrzyła na mnie z lekko uchylonymi usteczkami. Była bardziej podobna do mnie. Chociaż miała kolor włosów po Zaynie. Pewnie z wiekiem jej zjaśnieją.
Po chwili zabrali mi ją. Musieli ją umyć i zbadać. Dostała 8/10 punktów ponieważ jest wcześniakiem i ma trochę za małe płucka, ale podobno nic jej nie będzie. Po za tym ważyła równe dwa kilo osiemdziesiąt gramów i mierzyła czterdzieści osiem centymetrów. Założyli jej pampersa oraz urocze śpioszki i skarpetki, po czym dali mi ją z powrotem bym mogła ją nakarmić. Dziwne uczucie, ale nie zrezygnuje z niego.
Po chwili do sali weszła Safaa z panią Trishą. Na widok małej szeroko się uśmiechnęły. Z oczu mamy Zayna poleciały łzy. Gdy skończyłam karmić dałam jej ją. 

- Piękna, ale bardziej podobna do Ciebie. Nos ma po Zaynie. 
- Też mi się tak wydaje. 
- Co z imieniem? 
- Jeszcze nie wiem. Muszę naradzić się z Zaynem. Jeżeli odbierze. - westchnęłam.
Po nich do środka wpadły pozostałe siostry mojego chłopaka. Po tym, jak ją obejrzały i ja się nią nacieszyłam Wal położyła ją na stojącym przy moim łóżku białym fotelu, tak jakby siedziała. Nagle uroczo kichnęła i przewróciła się na bok. Zaśmiałyśmy się wesoło. 
- Jaka ona urocza. - Safaa dotknęła jej rączki.
- Po mamie. Zayn w ogóle nie jest uroczy. - Don parsknęła.
- Trochę jest ...
- Ty tak uważasz, bo jest Twoim chłopakiem. Dla nas jest idiotą. - Wal wyszczerzyła zęby, a pani Malik wywróciła oczyma. Zaśmiałam się.
Po chwili przyszła pielęgniarka, by pomóc mi się umyć i przebrać. Załadowałam się na wózek i pojechałam z nią do łazienki. Obmyła moje ciało i pomogła mi założyć bawełniane majtki oraz bordową koszulę nocną do kolan z nadrukiem kota na przodzie. Rozczesała mi włosy i związała w luźnego koka, by mi nie przeszkadzały. Potem wróciłyśmy na salę.
                                                ***

Zabrali małą do inkubatora, a ja miałam się trochę przespać. Nie byłam śpiąca, więc po dwóch godzinach się obudziłam.
Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam pochylającą się nade mną postać. 

- Zayn ...
- Cześć skarbie, dopiero przyszedłem. - szepnął i pocałował moje czoło. Trzymał mnie za rękę. - Przepraszam, że nie było mnie wcześniej, ale mój powalony telefon się rozładował. 
- Już jesteś, a to najważniejsze. - szeroko się uśmiechnęłam. Pochylił się i powoli mnie pocałował. Przymknęłam oczy i oddałam pocałunek. 
- Mamy córeczkę? 
- Tak. - pogłaskałam jego policzek. 
- Dzień dobry. Tatuś chciałby zobaczyć dzidziusia? - do sali weszła pani Hemmir. Na rękach trzymała śpiącą naszą córkę. Malik otworzył szeroko oczy i przełknął ślinę. Ścisnęłam jego rękę, by dodać mu otuchy. - Nie ma się czego bać. Proszę. - kobieta powoli podała ją Zaynowi. Patrzył się na nią, jak zaczarowany. Widziałam, że powstrzymuje się przed rozpłakaniem. Sama poczułam łzy w oczach. 
- Boże ... ale ona maleńka.- szepnął i musnął jej rączkę. 
- Jest wcześniakiem panie tato. - pani Hemmir się zaśmiała. - Tutaj macie jej kartę. Musicie wpisać imię. - podała mi kartkę z podkładką, po czym wyszła. Przyjrzałam się jej, a Zayn nadal trzymał małą w rękach.
KARTA DZIECKA
IMIĘ I NAZWISKO:
DATA URODZENIA: 28.12.2014 r.
GODZINA URODZENIA: 15.28.
WAGA: 2.80 kg.
WZROST: 48 centymetrów.
IMIONA RODZICÓW:
Kaylee Jones i Zayn Malik 

- Zayn, masz pomysł na imię? - zapytałam. 
- Myślałem nad tym i ... wydaje mi się, że Charlotte będzie odpowiednie. - powiedział i spojrzał mi w oczy. Zastygłam. 
- Charlotte? - szepnęłam pociągając nosem. Przybliżył się do mnie i cmoknął moje usta. Potarł mój policzek. 
- To ładne imię. Po za tym mała będzie dumna, że dostała imię po babci. - szeroko się uśmiechnął. Mała zasnęła mu w ramionach. 
- Dobrze, to niech będzie Charlotte.
- A na drugie Mia. 
- Charlotte Mia Malik. Witaj na świecie. - szepnęłam.
                                                ***

- Malik! 
- No już idę kobieto! - krzyknął i wszedł do domu z naręczem toreb w rękach. - Przecież się nie rozdwoję. - powiedział. Westchnęłam. 
- Mała śpi, nie krzycz. 
- A, ty co przed chwilą robiłaś? - podszedł do mnie i warknął. Zagryzłam zmysłowo wargę i wysłałam mu całusa. Jego oczy pociemniały. Parsknęłam. 
- Żadnego seksu Malik. Musimy ogarnąć dom. 
- Czemu? Tak dawno się nie kochaliśmy. - odłożył torby i przyciągnął mnie do siebie agresywnie. Pisnęłam i przytrzymałam się jego ramion. Oblizał wargę i przyssał się do moich ust. Jęknęłam i oddałam pocałunek. 
- Przyjdzie na, to czas. - sapnęłam i w tej samej chwili usłyszeliśmy płacz. Westchnęłam i odsunęłam się od niego. - Idę do niej, a ty trochę ogarnij. 
- Tak moja piękna, ale wieczorem ... - wymruczał i przyssał się do mojej szyi. Jęknęłam i szybko się odsunęłam. Odchrząknęłam i ruszyłam w stronę pokoju Charlotte. Mała ma już rok i dwa miesiące. Szybko ten czas leci. 
- Co tam skarbie? - podeszłam do jej łóżeczka. Siedziała i patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczyma. Zmieniła się od swoich narodzin. Włosy jej zjaśniały i nadal była podobna do mnie. Jednak kolor jej skóry mówił, że Malik jest jej ojcem. Wzięłam ją na rączki i cmoknęłam w ustka. 
- Mama. - zaklaskała w dłonie. 
- Głodna? - zapytałam. Zaczęła się śmiać. Poszłyśmy do kuchni, gdzie przebywał mój narzeczony. Wykładał zakupy do lodówki. - Masz bohaterze. Potrzymaj ją. - powiedziałam. 
- Chodź do taty. - odebrał ją ode mnie i podrzucił do góry. Za w tym czasie odgrzałam jej deserek jabłkowo-bananowy. Usiadłam na przeciwko nich i zaczęłam ją karmić. - Kaylee? 
- Hm? 
- Powiesz mi, co robiło zużyte opakowanie po teście ciążowym na pralce? - zapytał, a ja zastygłam. Unikałam jego wzroku i dalej karmiłam Charlie. - Kay? 
- Miałam Ci powiedzieć w niedzielę ... będziemy mieć drugie dziecko. 
- O ... serio? - warga zaczęła mu drżeć. 
- Tak. Jestem w drugim miesiącu. - powiedziałam. 
- Jezu. Najpiękniejszy spóźniony prezent urodzinowy na świecie. 
- Urodziny miałeś ponad miesiąc temu idioto.
- I co z tego? - przysunął się do mnie i musnął moje usta. - Kocham Cię. 
- A ja Ciebie. - powiedziałam. 
Mała rosła, a ósmego września przyszedł na świat Oliver Adam. Jesteśmy szczęśliwi i mam nadzieję, że już zawsze tak będzie. Wiem, że rodzice i Ben nad nami czuwają. 

CHARLOTTE :) :) :)




Trzecia i ostatnia część Imagina.
Pozdrawiam i do usłyszenia