wtorek, 21 lipca 2015

Imagin IV cz 3. / Zayn



KAYLEE I ZAYN

Cisza zaczynała być krępująca. Zayn ciągle trzymał mnie za rękę. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na twarze członków jego rodziny. 
- Jak, to ... jak, to wasze dziecko? Czyli wy ... 
- Po śmierci Bena Zayn zaopiekował się mną. Mogłam na niego liczyć. Pewnego dnia pocałowaliśmy się i ... - odchrząknęłam. - I tak jakoś wyszło, że ... 
- Sypialiście ze sobą? 
- Safaa! - Patricia szturchnęła dziewczynkę w ramię. Widziałam drobny uśmiech na ustach pana Malika. 
- No co? Mam dwanaście lat. Po za tym Zayn opowiadał mi skąd biorą się dzieci jakieś trzy lata temu. - burknęła. Mulat siedzący obok mnie schował twarz w mojej szyi, na co zaśmiałam się dźwięcznie. Jego mama zacisnęła usta w cienką linię. 
- Pogadamy sobie później. - powiedziała do dwunastolatki, po czym spojrzała na nas z ogromnym ciepłem w oczach. - Czyli, to oznacza, że będę babcią? A Thomas* dziadkiem? 
- Tak. A dziewczyny ciociami. - dodałam. Kobieta podniosła się i mocno mnie uściskała. 
- Tak bardzo się cieszę, że będziesz częścią naszej rodziny. Od tej pory możesz na nas liczyć, w każdej sytuacji. - powiedziała, a mi zakręciły się łzy w oczach. Pociągnęłam nosem. 
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się. Potem przytulił mnie pan Thomas i dziewczynki. Waliyha zaproponowała byśmy poszli na spacer po okolicy. Państwo Malik postanowili zostać, więc na spacer szliśmy w piątkę. Poszłam się tylko przebrać w coś cieplejszego. Założyłam grube szare rajstopy, czarny gruby sweter sięgający mi za pośladki oraz skórzaną kurtkę, szalik i czapkę. Na nogi wsunęłam swoje bordowe martensy. 
Dziewczyny i Zayn także się przebrali i mogliśmy iść. Chłopak cały czas trzymał mnie za rękę. Drugiej chwyciła się Safaa i też nie chciała puścić. Natomiast Waliyha i Doniya szły pół metra przed nami. Poszliśmy nad jezioro, a potem do parku i do kawiarni na gorącą czekoladę. Malik nie pozwala mi pić kawy. A ja tak kocham kawę. 
- Macie już pomysł na imię? - zapytała Waliyha biorąc łyka czekolady. 
- Szczerze? Nie. Od samego początku ciąży czułam, że będzie to chłopiec i to dla niego wymyślałam imiona. Aaron, Peter, Max. A teraz pustka. - wzruszyłam ramionami. 
- Mamy na, to prawie dwa miesiące. Coś się wymyśli. - Zayn cmoknął mnie w czoło, na co dziewczyny zareagowały grupowym ,,Awww''. 
Po godzinie spędzonej w kawiarni wróciliśmy do domu Malików. Czekała tam na nas kolacja. Filety z indyka w panierce z kaszy jaglanej, puree ziemniaczane oraz sałatka. Siedziałam pomiędzy Zaynem, a Waliyhą. Na przeciwko nas siedziały pozostałe siostry chłopaka oraz ich mama. Pan Thomas siedział na początku końcu stołu pomiędzy Zaynem, a swoją żoną. Na deser pani Trisha podała ciasto jogurtowe z gruszkami. Pychota, ale zjadłam tylko kawałek, bo nie chciałam jeszcze bardziej przytyć.
Po obiedzie Safaa zaciągnęła mnie do swojego pokoju. Było, to średniej wielkości pomieszczenie o jasnoróżowych ścianach. Na tej, przy której stało drewniane białe łóżko został narysowany piękny i kolorowy motyl. 

- To dzieło Zayna. - powiedziała siadając na puchatym kremowym dywanie. 
- Tak? Nie wiedziałam, że umie rysować. - powiedziałam i z małym trudem zajęłam miejsce na przeciwko niej. Usiadłam po turecku i ułożyłam dłonie na brzuchu. Eh. Zmęczyłam się. 
- Umie. I, to jak. Wynajmuje w Londynie salę, w której wszystkie ściany są obmalowane jego rysunkami. - odparła i wyszczerzyła zęby. Zmarszczyłam brwi. Dlaczego mi o tym nie powiedział? Zapomniał, czy nie chciał? 
- To fajnie, a ty masz jakieś zainteresowania? - zapytałam. 
- Tak. Chodzę na zajęcia z gry na fortepianie. Bardzo lubię muzykę, ale nie umiem śpiewać, więc rodzice zapisali mnie na te zajęcia. 
- Może będziesz damską wersją Jana Sebastiana Bacha. - zażartowałam.  
- Może. - zaśmiała się i wzruszyła ramionami. Nagle poczułam lekkie szturchnięcie w brzuchu. Syknęłam i ułożyłam na, nim ręce. - Kay? Co jest? - Safaa się zaniepokoiła. 
- Nic ... mała kopie. Chyba się obudziła. - mruknęłam i zaczęłam głaskać się po brzuchu. - Spokojnie ... nic się nie dzieje ... mama tu jest ... i ciocia Safaa. - mamrotałam do brzucha. Zauważyłam, że dwunastolatka się uśmiechnęła. Dzidziuś znowu kopnął. Machnęłam na Safaę, by przybliżyła się do mnie. - Daj rękę. - powiedziałam. Podsunęła mi swoją lewą dłoń. Położyłam ją na brzuchu i przytrzymałam. - Czujesz? - uśmiechnęłam się. 
- Wow. - zaświeciły się jej oczy. - Czad. Cieszy się? 
- Pewnie tak. Jest w centrum zainteresowania. - zaśmiałam się melodyjnie. 
- Co porabiacie? - w progu stanął Zayn. Miał na sobie wąskie szare dresy oraz biały T-Shirt z nadrukiem. Jego włosy były w nieładzie. 
- Twoja córeczka się z nami wita. - Safaa uśmiechnęła się. 
- Co? - mulat wyglądał na przejętego. Uśmiechnęłam się. 
- Chodź. - szepnęłam. Szybko kucnął na przeciwko nas. Dwunastolatka chwyciła jego rękę i położyła w tym miejscu, gdzie przed chwilą była jej ręka. Czarnowłosy otworzył szeroko oczy i ułożył usta w dzióbek. Uśmiechnęłam się rozczulona. 
- Cześć skarbie. Tu tata. - powiedział i czule pogłaskał mój brzuch. Mała znowu kopnęła. - Tak. Ja też Cię kocham bąblu. - zażartował, na co ja i Safaa zaśmiałyśmy się. 
- Ciekawe, jak będzie wyglądała. 
- Oby odziedziczyła urodę po Zaynie. - powiedziałam. 
- A po Tobie charakter i bycie uroczym. - mruknął i lekko cmoknął mnie w usta. Szeroko się uśmiechnęłam, a moje policzki zrobiły się czerwone. I, jak go nie kochać? No powiedzcie sami.
                                                ***

Nadszedł pierwszy dzień świąt. Cały dzień pomagałam pani Patricii i dziewczynom w kuchni. Malikowie są Muzułmanami, ale i tak obchodzą Boże Narodzenie. Pani Malik przed wzięciem ślubu z panem Thomasem była Chrześcijanką, dlatego celebrują, to święto tak samo mocno, jak Ramadan. 
O 16.00 rano mieliśmy zasiąść do świątecznego obiadu. Piętnaście minut przed poszliśmy z Zaynem się przebrać. Wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki. On przebierał się w pokoju. Założyłam luźną sukienkę na krótki rękaw w całości zrobioną z granatowej koronki. Do tego cieliste rajstopy. Swoje kręcone brązowe włosy rozczesałam i spięłam w dość niechlujnego koka. Pomalowałam rzęsy tuszem, a usta jasnoróżową pomadką. Zapięłam na nadgarstku bransoletkę, którą dostałam trzy lata temu od Bena i byłam gotowa. 
Weszłam do pokoju. Zayn zapinał guziki od szarej koszuli. Oprócz tego miał na sobie wąskie czarne jeansy. Włosy ułożył za pomocą żelu. 
- Gotowy? - zapytałam. Odwrócił się w moją stronę. Przeleciał po mnie wzrokiem, po czym seksownie zagryzł dolną wargę. Zarumieniłam się. 
- Ale seksownie wyglądasz. - wymruczał i podszedł do mnie. Uniosłam lekko głowę do góry, by móc spojrzeć mu w oczy. 
- Nawzajem przystojniaku. - odparłam i szybko cmoknęłam go w usta. Wyszczerzył zęby, po czym położył dłoń na moim policzku i pocałował mnie powoli, ale namiętnie. Mruknęłam i splotłam ręce na jego szyi. 
- Cholernie dumny jestem, że was mam. - szepnął. Uśmiechnęłam się. 
- Dobra, koniec dobrego. Zejdźmy w końcu na dół, bo pomyślą jeszcze, że utonęliśmy w sedesie. - rzuciłam i złapałam go za rękę. Zeszliśmy na dół. Wszystkie prezenty leżały pod choinką w jadalni Malików. Pan Malik stawiał na stole dzbanek z Posset**. Miał na sobie spodnie od garnituru, błękitną koszulę, czarny krawat i kamizelkę. Safaa siedziała już na swoim miejscu. Ubrana była w kremową sukienkę przed kolano z czarnym kołnierzykiem, włosy związała w kitkę. Zayn usiadł koło niej, a ja poszłam do kuchni pomóc paniom.
Pani Trisha miała na sobie bordową spódnicę do ziemi oraz białą tunikę. Włosy rozpuściła. Don założyła obcisłe granatowe rurki oraz fioletową koszulę. Włosy także miała rozpuszczone. Natomiast Waliyha ubrała się w czarną sukienkę bez rękawów z koronkową górą i matowym dołem, który przypominał sukienki baletnic. Włosy zaplecione miała w warkocz. 

- Mogę w czymś pomóc? - zapytałam. 
- Pięknie wyglądasz kochanie. - powiedziała mama Zayna. Uśmiechnęłam się. - Możesz wziąć półmisek z ziemniakami i kasztany. - dodała. 
- Okej. - chwyciłam owe rzeczy i ruszyłam w stronę jadalni. Postawiłam półmisek oraz miskę na stole, po czym głaszcząc brzuch usiadłam pomiędzy Safaą, a Zaynem. Mulat chwycił mą dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek. - Co tam? 
- Nic. - wzruszył ramionami i uroczo się uśmiechnął. Pokręciłam głową i westchnęłam. - No co?
- Nic. - zaśmiałam się. Wywrócił oczyma. 
Chwilę później do jadalni przybyły panie. Przyniosły pieczonego indyka, sosy, brukselkę, pieczoną pietruszkę oraz pigs in blankets***. Usiadły na przeciwko nas. Don siedziała na przeciwko Zayna, ja siedziałam na przeciwko Waliyhi, a Safaa na przeciwko swojej mamy. Pan Thomas siedział na ,,wylocie''.
Najpierw odmówiliśmy krótką modlitwę, po czym zaczęliśmy jeść. Nie przepadam za indykiem, ale mała chyba tak, bo zjadłam dwa razy więcej niż zazwyczaj. Do tego wypróbowałam dwa sosy i resztę dodatków. Nie tknęłam jedynie parówek. Byłam pełna. 

- A deser? - Zayn parsknął i dołożył sobie brukselki. 
- Nie bój żaby stary. - poklepałam go po ramieniu. - Dam radę. 
- No ja myślę. - pani Malik pogroziła mi palcem. - Namęczyłam się. 
- Mała jest głodomorem. Pochłonie wszystko. - zażartowałam klepiąc się po brzuchu. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych. Ja też byłam. Czułam się, jak w domu. Brakowało mi rodzinnego ciepła, ale Malikowie bardzo dobrze mnie przyjęli. I traktują mnie już, jak członka rodziny. Ja ich też.  
Po deserze - zjadłam kawałek Christmas Pudding oraz dużą porcję Trifle**** - przyszedł czas na odpakowywanie prezentów.
Wraz z Zaynem złożyliśmy się na pięć po jednym dla każdego członka jego rodziny. Jego mama dostała od nas książkę z przepisami oraz wisiorek z brylantowym kółeczkiem. Pan Thomas otrzymał bilet na mecz FC Liverpoolu z Arsenalem Londyn, który odbędzie się za miesiąc oraz przepyszne czerwone hiszpańskie wino. Doniyi daliśmy skórzany czarny portfel oraz najnowsze perfumy Naomi Campbell, Waliyha dostała oryginalną koszulkę ,,The Vamps'' oraz trochę słodyczy i kolczyki sówki. Natomiast Safaa otrzymała rolki i ogromną białą czekoladę. 
Od jego rodziców dostałam perfumy Hugo Boss ,,Boss Femme'', które pachną przepięknie. Od razu wyczułam czarną porzeczkę. I do tego koszulkę z napisem ,,Jestem mamą'' i obrazkiem przedstawiającym dziecięcy wózek.
Dziewczyny złożyły się na coś bardzo uroczego. Dostałam trzy pary śpioszków oraz tyle samo czapeczek dla małej.

- A, to ode mnie. - Zayn podał mi czarną torebkę. Zajrzałam do środka. Najpierw wyciągnęłam książkę. ,,Papierowe miasta'' Johna Greena. To jedyna książka tego autora, której jeszcze nie czytałam. Na dnie torebki było małe pudełeczko. Otworzyłam je. W środku była cienka bransoletka z białego złota. Przy boku była zawieszka z żółtego złota w kształcie serduszka. 
- Oh, prześliczna. Dziękuje. 
- Spójrz na drugą stronę. - powiedział i odwrócił zawieszkę. Były tam wygrawerowane litery : K + Z = serce. Poczułam łzy w oczach. Pociągnęłam nosem. - Kaylee? Teraz chciałbym tak na poważnie ... - klęknął. - Czy, ty Kaylee Jones, zostaniesz moją dziewczyną? - złapał mnie za rękę. 
- Jasne idioto. - rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam. Złapał mnie w talii. Czułam, że się uśmiecha. - Kocham Cię. - szepnęłam. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczyma, w których tkwiło zdziwienie, ale i szczęście. 
- Ja ... na serio? - zapytał. Uśmiechnęłam się i złożyłam na jego ustach powolny i delikatny, ale namiętny pocałunek. 
- Bardzo. - odpowiedziałam. 
- Ja Ciebie też Kay. - oparł swoje czoło o moje. Poczułam motyle. 
- A, to prezent dla Ciebie. - podałam mu pudełko. W środku znajdowała się płyta ,,The Cure'' oraz męska metalowa, ale delikatna bransoletka z wygrawerowanym serduszkiem na wewnętrznej stronie. 
- Dziękuję. - przytulił mnie. - Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. 
- A ja najszczęśliwszą dziewczyną. 
Po obiedzie poszliśmy na długi spacer. Wróciliśmy około 22.00. Wzięliśmy kąpiel i poszliśmy spać.
Minęło parę dni od świąt. Już niedługo Sylwester, którego spędzam z Zaynem. Ma mnie zabrać do Londynu. Podobno ma ułożony plan dnia od ładnych dwóch miesięcy. Ciekawe.
Dzisiaj jest dwudziestu siódmy grudnia. Siedzę w domu Malików z Safaą, a reszta? Rodzice Zayna poszli do pracy, Waliyha umówiła się z przyjaciółkami, a Doniya pojechała do chłopaka. Natomiast Zayn musiał pojechać do Londynu, by coś załatwić.
Dwunastolatka przełączyła na jakiś film dla nastolatków, a ja podniosłam się z kanapy i ruszyłam do kuchni po coś do picia. To dziwne, ale niezależnie ile bym piła i tak chodzę do łazienki trzy razy dziennie. Myślałam, że w ciąży chce się siku co chwilę. Najwyraźniej moje dziecko pochłania wszystkie płyny i nie mam, czym sikać.
Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy i nalałam sobie całą szklankę. Wzięłam też ciasteczka orzechowe, które wczoraj upiekłam wraz z Wal. Podsunęłam talerzyk pod nos dziewczynki. Wzięła jedno i uśmiechnęła się.
W połowie filmu - był całkiem znośny - poczułam silną potrzebę pójścia do łazienki. Odłożyłam ciastka i ruszyłam w stronę toalety. Usiadłam na sedesie i ... 

- O cholera ... - złapałam się za brzuch i zagryzłam wargę. Poczułam silny skurcz. Jęknęłam, gdy się powiększył. Podniosłam się i nagle woda zaczęła spływać mi po udach. Kurwa. Przytrzymałam się pralki. Ja rodzę do cholery!!!! - Safaa! - krzyknęłam. 
- Co ... - weszła do środka i znieruchomiała. Widziałam przerażenie na jej twarzy. - Czy, ty ...
- Rodzę. - jęknęłam. - Umiesz zadzwonić na pogotowie? 
- Tak, już lecę. - wybiegła z łazienki, jak burza, po czym po chwili wróciła z moim telefonem w dłoni. Wybrała właściwy numer i zadzwoniła. - Dzień dobry ... dziewczyna mojego brata rodzi ... mhm ... powinna urodzić na początku lutego ... dobrze ... do widzenia. - rozłączyła się. - Będą za dwadzieścia minut. Dasz radę usiąść na sedesie? Muszę iść spakować Ci rzeczy ...
- Jasne, poradzę sobie ... tylko pomóż mi usiąść ... - jęknęłam. Powoli opadłam na toaletę i złapałam się za brzuch. Dwunastolatka pognała na górę. Zaczęłam równomiernie oddychać. - Spokojnie mała ... jeszcze trochę ... wytrzymaj. - mówiłam szeptem i głaskałam brzuch. Dzięki oddychaniu bóle nie były takie straszne. Próbowałam jedynie nie urodzić przed przyjazdem pogotowia. Jakoś się udało.
Karetką przyjechało dwóch lekarzy oraz lekarka. Usadzili mnie na noszach i wnieśli do ambulansu. Safaa zamknęła dom i trzymając w dłoniach torbę usiadła z przodu wraz z kierowcą. Dostałam zastrzyk, który miał powstrzymać poród i leki uzupełniające. No i sprawdzili mi rozwarcie. Za szybko na poród.
Mała próbowała się dodzwonić do Zayna, ale nie odbiera. Nie było wcale zasięgu, więc pewnie rozładował mu się telefon. Natomiast pani Trisha od razu odebrała i powiedziała, że przyjedzie do szpitala, jak najszybciej.
Od razu zawieźli mnie na salę porodową, a mała czekała przed nią na korytarzu. Błagałam ich o znieczulenie, ale nie chcieli mi go jeszcze dać. 

- Witam kochanie. - do sali weszła około czterdziestoletnia kobieta z blond włosami związanymi w koka oraz zielonymi oczyma schowanymi za kwadratowymi okularami. - Nazywam się Brianna Hemmir i będę przeprowadzać Twój poród. Jak masz na imię?
- Kaylee Jones. - jęknęłam. 
- Jesteś z Bradford? - zapytała. 
- Tak. Ale przez całą ciążę chodziłam do kliniki. Nie do szpitala. 
- Rozumiem. Jak się nazywa Twój lekarz prowadzący? 
- Georgia Ryess. 
- Okej, postaram się jakoś zdobyć Twoją kartę zdrowia. A teraz dostaniesz znieczulenie. Poród zaczniemy, jak będziesz miała odpowiednie rozwarcie. - powiedziała i uśmiechnęła się. - Brakuje Ci czterech centymetrów. - pogłaskała mnie po głowie i wyszła.
                                                ***

Od tego momentu minęła godzina. Na korytarzu siedziały wszystkie panie Malik. Do Zayna nadal nie można było się dodzwonić, a pan Thomas nie mógł wyrwać się z pracy. Natomiast moje znieczulenie się wyczerpało i jęczałam z bólu. Miałam już dziewięć centymetrów rozwarcia, więc pani Hemmir postanowiła zacząć poród.
Parłam, oddychałam i znowu parłam. Po kolejnej godzinie dopiero zaczęło się coś dziać. Jakim kurde cudem dziecko ma przejść przez otwór wielkości cebuli?!?!?! To niemożliwe do cholery!!!! 

- Dawaj mała! Widzę już główkę! - krzyknęła pani doktor. Zacisnęłam zęby i zaczęłam przeć, jak najmocniej umiałam. Po chwili poczułam spokój. I usłyszałam płacz. - Gratulacje Kaylee. Dziewczynka. 
- Ja ... - z moich oczu płynęły łzy. Byłam cholernie zmęczona, ale gdy zobaczyłam małą ... mój świat nabrał kolorów. Dali mi ją na ręce. Była taka malutka. Miała ciemnobrązowe włoski na główce, karmelową skórę oraz ogromne niebieskie oczy. - Cześć słońce. Jestem Twoją mamą. - szepnęłam i złapałam ją za rączkę. Patrzyła na mnie z lekko uchylonymi usteczkami. Była bardziej podobna do mnie. Chociaż miała kolor włosów po Zaynie. Pewnie z wiekiem jej zjaśnieją.
Po chwili zabrali mi ją. Musieli ją umyć i zbadać. Dostała 8/10 punktów ponieważ jest wcześniakiem i ma trochę za małe płucka, ale podobno nic jej nie będzie. Po za tym ważyła równe dwa kilo osiemdziesiąt gramów i mierzyła czterdzieści osiem centymetrów. Założyli jej pampersa oraz urocze śpioszki i skarpetki, po czym dali mi ją z powrotem bym mogła ją nakarmić. Dziwne uczucie, ale nie zrezygnuje z niego.
Po chwili do sali weszła Safaa z panią Trishą. Na widok małej szeroko się uśmiechnęły. Z oczu mamy Zayna poleciały łzy. Gdy skończyłam karmić dałam jej ją. 

- Piękna, ale bardziej podobna do Ciebie. Nos ma po Zaynie. 
- Też mi się tak wydaje. 
- Co z imieniem? 
- Jeszcze nie wiem. Muszę naradzić się z Zaynem. Jeżeli odbierze. - westchnęłam.
Po nich do środka wpadły pozostałe siostry mojego chłopaka. Po tym, jak ją obejrzały i ja się nią nacieszyłam Wal położyła ją na stojącym przy moim łóżku białym fotelu, tak jakby siedziała. Nagle uroczo kichnęła i przewróciła się na bok. Zaśmiałyśmy się wesoło. 
- Jaka ona urocza. - Safaa dotknęła jej rączki.
- Po mamie. Zayn w ogóle nie jest uroczy. - Don parsknęła.
- Trochę jest ...
- Ty tak uważasz, bo jest Twoim chłopakiem. Dla nas jest idiotą. - Wal wyszczerzyła zęby, a pani Malik wywróciła oczyma. Zaśmiałam się.
Po chwili przyszła pielęgniarka, by pomóc mi się umyć i przebrać. Załadowałam się na wózek i pojechałam z nią do łazienki. Obmyła moje ciało i pomogła mi założyć bawełniane majtki oraz bordową koszulę nocną do kolan z nadrukiem kota na przodzie. Rozczesała mi włosy i związała w luźnego koka, by mi nie przeszkadzały. Potem wróciłyśmy na salę.
                                                ***

Zabrali małą do inkubatora, a ja miałam się trochę przespać. Nie byłam śpiąca, więc po dwóch godzinach się obudziłam.
Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam pochylającą się nade mną postać. 

- Zayn ...
- Cześć skarbie, dopiero przyszedłem. - szepnął i pocałował moje czoło. Trzymał mnie za rękę. - Przepraszam, że nie było mnie wcześniej, ale mój powalony telefon się rozładował. 
- Już jesteś, a to najważniejsze. - szeroko się uśmiechnęłam. Pochylił się i powoli mnie pocałował. Przymknęłam oczy i oddałam pocałunek. 
- Mamy córeczkę? 
- Tak. - pogłaskałam jego policzek. 
- Dzień dobry. Tatuś chciałby zobaczyć dzidziusia? - do sali weszła pani Hemmir. Na rękach trzymała śpiącą naszą córkę. Malik otworzył szeroko oczy i przełknął ślinę. Ścisnęłam jego rękę, by dodać mu otuchy. - Nie ma się czego bać. Proszę. - kobieta powoli podała ją Zaynowi. Patrzył się na nią, jak zaczarowany. Widziałam, że powstrzymuje się przed rozpłakaniem. Sama poczułam łzy w oczach. 
- Boże ... ale ona maleńka.- szepnął i musnął jej rączkę. 
- Jest wcześniakiem panie tato. - pani Hemmir się zaśmiała. - Tutaj macie jej kartę. Musicie wpisać imię. - podała mi kartkę z podkładką, po czym wyszła. Przyjrzałam się jej, a Zayn nadal trzymał małą w rękach.
KARTA DZIECKA
IMIĘ I NAZWISKO:
DATA URODZENIA: 28.12.2014 r.
GODZINA URODZENIA: 15.28.
WAGA: 2.80 kg.
WZROST: 48 centymetrów.
IMIONA RODZICÓW:
Kaylee Jones i Zayn Malik 

- Zayn, masz pomysł na imię? - zapytałam. 
- Myślałem nad tym i ... wydaje mi się, że Charlotte będzie odpowiednie. - powiedział i spojrzał mi w oczy. Zastygłam. 
- Charlotte? - szepnęłam pociągając nosem. Przybliżył się do mnie i cmoknął moje usta. Potarł mój policzek. 
- To ładne imię. Po za tym mała będzie dumna, że dostała imię po babci. - szeroko się uśmiechnął. Mała zasnęła mu w ramionach. 
- Dobrze, to niech będzie Charlotte.
- A na drugie Mia. 
- Charlotte Mia Malik. Witaj na świecie. - szepnęłam.
                                                ***

- Malik! 
- No już idę kobieto! - krzyknął i wszedł do domu z naręczem toreb w rękach. - Przecież się nie rozdwoję. - powiedział. Westchnęłam. 
- Mała śpi, nie krzycz. 
- A, ty co przed chwilą robiłaś? - podszedł do mnie i warknął. Zagryzłam zmysłowo wargę i wysłałam mu całusa. Jego oczy pociemniały. Parsknęłam. 
- Żadnego seksu Malik. Musimy ogarnąć dom. 
- Czemu? Tak dawno się nie kochaliśmy. - odłożył torby i przyciągnął mnie do siebie agresywnie. Pisnęłam i przytrzymałam się jego ramion. Oblizał wargę i przyssał się do moich ust. Jęknęłam i oddałam pocałunek. 
- Przyjdzie na, to czas. - sapnęłam i w tej samej chwili usłyszeliśmy płacz. Westchnęłam i odsunęłam się od niego. - Idę do niej, a ty trochę ogarnij. 
- Tak moja piękna, ale wieczorem ... - wymruczał i przyssał się do mojej szyi. Jęknęłam i szybko się odsunęłam. Odchrząknęłam i ruszyłam w stronę pokoju Charlotte. Mała ma już rok i dwa miesiące. Szybko ten czas leci. 
- Co tam skarbie? - podeszłam do jej łóżeczka. Siedziała i patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczyma. Zmieniła się od swoich narodzin. Włosy jej zjaśniały i nadal była podobna do mnie. Jednak kolor jej skóry mówił, że Malik jest jej ojcem. Wzięłam ją na rączki i cmoknęłam w ustka. 
- Mama. - zaklaskała w dłonie. 
- Głodna? - zapytałam. Zaczęła się śmiać. Poszłyśmy do kuchni, gdzie przebywał mój narzeczony. Wykładał zakupy do lodówki. - Masz bohaterze. Potrzymaj ją. - powiedziałam. 
- Chodź do taty. - odebrał ją ode mnie i podrzucił do góry. Za w tym czasie odgrzałam jej deserek jabłkowo-bananowy. Usiadłam na przeciwko nich i zaczęłam ją karmić. - Kaylee? 
- Hm? 
- Powiesz mi, co robiło zużyte opakowanie po teście ciążowym na pralce? - zapytał, a ja zastygłam. Unikałam jego wzroku i dalej karmiłam Charlie. - Kay? 
- Miałam Ci powiedzieć w niedzielę ... będziemy mieć drugie dziecko. 
- O ... serio? - warga zaczęła mu drżeć. 
- Tak. Jestem w drugim miesiącu. - powiedziałam. 
- Jezu. Najpiękniejszy spóźniony prezent urodzinowy na świecie. 
- Urodziny miałeś ponad miesiąc temu idioto.
- I co z tego? - przysunął się do mnie i musnął moje usta. - Kocham Cię. 
- A ja Ciebie. - powiedziałam. 
Mała rosła, a ósmego września przyszedł na świat Oliver Adam. Jesteśmy szczęśliwi i mam nadzieję, że już zawsze tak będzie. Wiem, że rodzice i Ben nad nami czuwają. 

CHARLOTTE :) :) :)




Trzecia i ostatnia część Imagina.
Pozdrawiam i do usłyszenia 









niedziela, 19 lipca 2015

ALBUM 35

Lód upadł, ale zdjęcie zrobić trzeba
Piękna szmineczka Nadii :)
Ściana w pokoju Klaudii
Paulinka i jej tatuaż zrobiony markerem :D
Święta trójce :)
Harry z małymi fanami :)
Zimowa księżniczka, czyli Klaudia
Myśląca Alex, a nie zdarza się to za często :D 
Piękny London Eye na tle zachmurzonego nieba
Miłość panny Cliver :)


środa, 3 czerwca 2015

ALBUM 34

Nadia/Paula/Klaudia niedaleko domu panny Brown
Alex i Zayn :) tak artystycznie
Skok do wody :) Klaudia i jej sąsiadka Nikola
Nadusia w swoim ukochanym sweterku
Co tu dużo mówić ... Pychota!!
Paulinka z Jamesem <3
Buciki Pauliny
Pokój Klaudii w Polsce
Zdjęcie zrobione przed wyjazdem. Paulina, jej kuzynka Magda i brat Patryk
Olcia w bibliotece
Pyszności, a w tle Klaudia
Idealne połączenie według Aleksandry. Książka, muzyka i kawa

wtorek, 17 marca 2015

IMAGIN IV cz 2. / ZAYN

Otworzyłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam, to twarz Malika. Na czoło opadała mu grzywka, a z lekko uchylonych jasnoróżowych warg wydobywało się ciche chrapanie. Uśmiechnęłam się pod nosem. 
Seksowny, a zarazem uroczy i taki bezbronny. 
- Kocham Cię Zayn, bardzo. - cmoknęłam go w czoło i powoli wstałam z łóżka. Zrobiło mi się niedobrze. Poleciałam do łazienki. Zwróciłam wczorajszą kolację, umyłam zęby i zeszłam do kuchni. Postanowiłam zrobić jajecznicę z szynką i cebulką. Wstawiłam także czajnik z wodą. 
- Co tak pięknie pachnie? - zachrypnięty głos mulata sprawił, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Przytulił się do moich pleców. Ułożył dłonie na moim brzuchu i schował twarz w moich włosach. 
- Mmm, brzoskwinia. - cmoknął mnie w ucho. - Chciałbym żeby było tak codziennie. - tym razem złożył pocałunek na mojej szyi. Zmiękły mi nogi. 
- Siadaj. Śniadanie gotowe. 
- Jasne. - odparł z uśmiechem. Usiedliśmy przy stole. Jemu zrobiłam kawę, a sobie zieloną herbatę z ananasem. - Pyszne. 
- Cieszę się. - powiedziałam. Po zjedzeniu śniadania poszliśmy się przebrać. Założyłam ciepłe szare legginsy oraz bordowy i długi sweter. Swoje kręcone brązowe włosy związałam w kucyk.
Zayn siedział na kanapie w salonie. Miał na sobie wąskie jeansy i biały T-Shirt kontrastujący z jego skórą. 

- Chodź do mnie. - mruknął. Nieśmiało usiadłam mu na kolanach i objęłam jego szyję rękoma. Przygryzłam wargę. Mruknął. Poczułam rumieńce. 
- Jaka, ty jesteś seksowna. Nawet nie wiesz, jak muszę się powstrzymywać, by nie zrobić nic głupiego. - szepnął i objął dłonią mój policzek. Nachyliłam się i delikatnie musnęłam jego mięsiste usta. Jęknął. Nasze pocałunki nabrały mocy. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze. Mruknęłam i rozchyliłam usta. Nasze języki się ze sobą splotły. 
- Cholernie ... za ... tym ... tęskniłem. - mruknął mocno mnie przytulając. Jego włosy pachniały miętą i cytryną. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Zeszłam z jego kolan i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Otworzyłam. 
- Cześć Kaylee. 
- Hej Kevin.  - powiedziałam. Kevin Carter, to mój sąsiad. Ma siedemnaście lat, brązowe włosy i zielone oczy. Mogę nazwać go swoim przyjacielem. 
- Jak się czujesz? 
- Jakbym ważyła 200 kg. - wyznałam. 
- Przyszedłem zabrać Cię do kina. Grają nową komedię ...
- Ja ... 
- Jest zajęta. - obok mnie stanął Zayn. 
- Oh, cześć Malik. 
- Carter. - podali sobie ręce. 
- Jeżeli jest z Tobą Zayn, to nie będę przeszkadzać. 
- Kev ... 
- Innym razem. - szatyn uśmiechnął się słabo i odszedł. Cofnęłam się i zamknęłam drzwi. Spojrzałam na mulata. 
- Czego on od Ciebie chce? 
- To mój przyjaciel. Daj spokój Zaynee. - westchnęłam. Pięć minut później zaczął się zbierać. 
- O, której mam być? 
- Wizytę mam na 16.00. 
- Czyli o 15.30. - przytulił mnie i lekko pocałował. - Pa. 
- Na razie. - musnęłam kciukiem jego policzek. Wsiadł w samochód i odjechał. Jego rodzice i siostry mieszkają na drugim końcu Bradford. Od pięciu miesięcy ich nie widziałam. 
Po tym, jak Zayn pojechał ja zaległam na kanapie z laptopem na kolanach. Oglądałam filmiki na YT, czytałam blogi i wiadomości. O 14.00 poszłam zrobić coś na obiad. Stanęło na pieczonym łososiu z sałatką. Pozmywałam, po czym poszłam się przebrać. Założyłam elastyczne ciemne jegginsy, o rozmiar za duży różowy sweter za pośladki oraz szare stópki. Zaplotłam włosy w warkocza i byłam gotowa. Zeszłam na dół. Do przyjazdu Malika zostało dwadzieścia minut, więc włączyłam powtórkę Mam Talent. 
Równo o 15.30 usłyszałam dzwonek do drzwi. Zgasiłam telewizor i otworzyłam je. Na progu stał Zayn. Uśmiechnął się. 
- Cześć. 
- Hej. - wycisnął na moich ustach szybkiego buziaka. Założyłam botki oraz płaszczyk, po czym zamknęłam mieszkanie i wsiadłam do auta. Zayn zasiadł na miejscu kierowcy, oczywiście. - Jedziemy. 
Ruszył w stronę centrum. Kiedy nie zmieniał biegów trzymał mnie za rękę. Po piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Trzymając się za ręce weszliśmy do środka. Oddział ginekologiczny jest na drugim piętrze. 
- Dzień dobry. Ja jestem umówiona do doktor Ryess. 
- Nazwisko? 
- Jones. 
- Okej, zapraszam. - odparła sekretarka. Windą wjechaliśmy na górę. Na korytarzu siedziały dwie dziewczyny. Zdjęłam płaszcz. 
- Daj. - Zayn odebrał go ode mnie i w tej samej chwili na korytarz wyszła doktor Ryess. Ma czterdzieści lat, rude włosy i szare oczy. 
- O, jesteś Kaylee. Zapraszam. - weszliśmy z nią do gabinetu. - A, ty chłopcze jesteś .... ?
- Ojcem dziecka. - w jego głosie pobrzmiewała duma. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Doktor kazała położyć mi się na leżance. Wykonałam jej prośbę. Podwinęłam sweter do góry. Zayn usiadł po mojej lewej stronie. 
Posmarowała mój brzuch specjalnym żelem i zaczęła robić USG. Zayn, jak zaczarowany patrzył na monitor. Oczy mu się błyszczały. Chyba nie wierzył, że razem stworzyliśmy tą maleńką istotkę w moim brzuchu. 
- Z dzieckiem wszystko dobrze. Rozwija się prawidłowo. 
- A ... płeć? 
- Chcecie wiedzieć? 
- Tak. 
- Gratulacje dzieciaki. Będziecie mieć córeczkę. 
- Ooo ... - poczułam łzy w oczach. Pociągnęłam nosem. Mulat złapał mnie za rękę. Wyglądał, jakby sam się miał zaraz popłakać. 
- Patrzcie. - dzidziuś leżał na pleckach i nie było mu widać żadnego dodatkowego narządu. Dziewczynka. Będziemy mieć córkę. - Gratulacje dzieciaki jeszcze raz. I teraz do zobaczenia za trzy tygodnie. - powiedziała. 
- Do widzenia. - odparłam, po czym wyszliśmy na korytarz. Rzuciłam się mu na szyję. Byłam tak cholernie szczęśliwa. 
- Będziemy mieć córkę. - szepnęłam. Objął mnie mocniej. 
- Wiem. I tak potwornie się cieszę. - mruknął. Pocałowałam go lekko. W końcu miałam powód, by być szczęśliwą.  
Założyliśmy kurtki i wyszliśmy ze szpitala. Zayn nie chciał się ze mną jeszcze rozstawać, dlatego pojechaliśmy do kina na film. Cały seans trzymał mnie za rękę. Mieliśmy wspólne nachosy i colę. Po filmie poszliśmy na spacer do parku, a na końcu do knajpki na kolację. 
- To jest pyszne. 
- Mówiłem. - wzruszył ramionami. Uśmiechnęłam się. Zamówił nam gulasz z kurczakiem oraz grzanki do maczania w, nim. Pychota. Zakochałam się i byłam w niebie. Mówię o gulaszu ... chyba. Hehe.
Do mojego domu zajechaliśmy o 20.30. 

- Wejdziesz? 
- Ja ...
- Proszę Zayn. Proszę. - przejechałam ręką po jego policzku. - Nie chce być sama. - szepnęłam. Westchnął i przyciągnął mnie do siebie. Przymknęłam oczy. Było mi tak dobrze. 
- Cieszę się, że będziemy mieć, to dziecko. - wymruczał. 
- Ja też. - szepnęłam. Cały wieczór spędziliśmy w salonie. Oglądaliśmy filmy i rozmawialiśmy. Do 1.00 czas szybko nam zleciał. 
- Jutro jadę do Londynu, ale za cztery dni wracam na Wigilię u rodziców. Może ... pojedziesz ze mną? Nie chcę byś była sama. 
- Ja ... 
- Proszę. Moi rodzice i siostry Cię uwielbiają. - cmoknął moje usta. Zgodziłam się. Jego oczy są zdecydowanie za ładne. Na serio. 
Poszłam się umyć. Założyłam luźne spodenki oraz T-Shirt z logo The Vamps. Zayn umył się na dole, ateraz leżał na moi łóżku w samych bokserkach. Malik jest dobrze zbudowany i do tego te tatuaże ... Boże! Ja się za raz na niego rzucę! Przeklęte hormony. 
- Coś się stało? - zapytał. 
- Nie, wszystko w porządku. - odchrząknęłam i weszłam pod kołdrę. Przysunął się do mnie i mocno przytulił. Wtulił twarz w moje włosy. 
- Pięknie pachniesz. - wymruczał. Uśmiechnęłam się. - Kokos?
- Mhm. To mój szampon. 
- Ale jeszcze coś innego ... jakiś kwiat, chyba. 
- Masło do ciała. Różane. - mruknęłam. Czułam, jak oczy same mi się zamykają. Byłam potwornie zmęczona. 
- Dobranoc moje panie. - szepnął całując moje czoło i gładząc brzuch, w którym przebywała nasza córeczka. Uśmiechnęłam się i zasnęłam.

                                       *** 

Cztery dni później Zayn miał mnie zabrać do swojego rodzinnego domu na święta. Pani Malik zgodziła się bym spędziła u nich czas do Sylwestra. Wie, że jest w ciąży, ale nie ma pojęcia, że to dziecko Zayna. Chcemy im zrobić niespodziankę. 
Do małej walizki spakowałam ciuchy, lekarstwo, parę książek oraz laptop. Na łóżku leżała torba z prezentami dla rodziny Malików. 
Ubrana w bordowe rajstopy i luźną czarną sukienkę z rękawem 3/4 czekałam na Zayna. Miał być o 16.00. 
- Witam. - pocałował mnie. Mruknęłam. - I Ciebie też witam. - kucnął i złożył pocałunek na moim brzuchu. Awww. - Jedziemy? 
- Jedziemy. - wziął moją walizkę. Zamknęłam dom, po czym wsiedliśmy do jego samochodu. Po wnętrzu roznosił się zapach lasu. I czekolady. Pociągnęłam parę razy nosem. Aż zakręciło mi się w głowie. 
- Stęskniłaś się? - zapytał. 
- Szczerze? Ani trochę. W końcu mogłam od Ciebie odpocząć.
- Na serio? - przez jego smutną minę zachciało mi się śmiać.
- Przecież żartuję głuptasie. - złapałam go za rękę. Uśmiechnął się. 
- Ja się za Tobą cholernie stęskniłem. Ciągle o was myślałem. - pogłaskał mnie po brzuchu. Przygryzłam wargę, by nie zacząć piszczeć ze szczęścia.
- My za Tobą też. - odparłam. 

Po dwudziestu minutach zatrzymaliśmy się przed jednopiętrowym ceglanym budynkiem z ciemnym dachem. Wysiedliśmy. Zayn wyciągnął z bagażnika nasze walizki. Stanęliśmy na werandzie, a mulat zadzwonił dzwonkiem. 
Po chwili w progu stanęła dość niska kobieta z brązowymi włosami do ramion i czekoladowymi oczyma, które odziedziczył po niej Zayn. Miała na sobie wąskie jeansy i koszulę w kratę. Patricia Malik. Mama mulata. 
- Cześć mamo ...
- Dzień dobry ...
- No w końcu! - na samym początku przytuliła mnie. Pachniała wanilią i cytrusami. - Kaylee jaka, ty śliczna jesteś. Ciąża Ci służy. - odparła. 
- Chyba tak. - powiedziałam. Potem przytuliła bruneta. Weszliśmy do środka. Tricia powiedziała, że Charles, ojciec Zayna jest w pracy, a z dziewczyn w domu obecna była tylko dwunastoletnia Safaa, która na mój widok poderwała się z kanapy. 
- Kaylee! - przytuliła mnie uważając na brzuch. 
- Cześć maluchu, ale ty urosłaś. 
- E tam. - machnęła ręką, po czym została porwana na ręce przez swojego brata. Cmoknęła go w nos. Uśmiechnęłam się. To było takie urocze. 
Na samym początku wraz z mulatem poszliśmy do jego starego pokoju, w którym mieliśmy nocować przez te osiem dni. Postawił nasze walizki przy drzwiach, po czym przytulił się do moich pleców. Ułożył dłonie na moim brzuchu. Położyłam swoje na jego. 
- Kiedy im powiemy? - zapytałam. 
- Gdy będziemy wszyscy. Nie będzę powtarzać tego pięćdziesiąt razy, bo mama zawału dostanie od płaczu. - wymruczał, na co lekko się zaśmiałam. Po paru chwilach wróciliśmy na dół i usiedliśmy z Tricią i Safaą w kuchni, gdzie pani domu zrobiła nam coś do picia. Ja dostałam zieloną herbatę z truskawką. Pyszna. 
Dwie godziny później wrócił ojciec Zayna oraz dwie jego siostry, Doniya oraz Waliyha. Wszyscy są do siebie bardzo podobni. 
- Kaylee, dziewczynka, czy chłopiec? - zapytała Don. 
- Dziewczynka. - odpowiedziałam. 
- Super! Dziewczynki są o wiele fajniejsze. - odpowiedziała Safaa. Wszyscy się roześmialiśmy. Potargałam jej włosy i kątem oka spojrzałam na Zayna. Pokiwał głową. Dobra. Pora wyjawić prawdę. 
- Możemy wam coś powiedzieć? 
- Jak widzicie i wiecie Kaylee jest w ciąży. Ale ...
- Nie wiecie, kto jest ojcem. - dodałam. 
- Chcemy byście wiedzieli, że to dziecko jest nasze. Moje i Kaylee. - odparł i złapał mnie za rękę. Nastała cisza. 


Niedługo pojawi się III część. 
Pozdrawiam <3




czwartek, 12 marca 2015

1.68 cz 2.


OCZAMI KLAUDII
DJ puścił właśnie remix jednej z piosenek Timberlake. 
Felix poprosił mnie do tańca. Obok nas Ola wywijała z Mattem, a trochę dalej Wiktor tańcował z Paulą. Nadia wraz z Jamesem, Adamem i Peterem siedzieli przy stoliku i rozmawiali od czasu do czasu wybuchając śmiechem. 
Dobrze się bawiłam. Dziewczyny chyba też. Po dwóch piosenkach wróciłam do stolika, a Fel poszedł do paru po piwo. 
- Jak tam? - zapytała Nadia. 
- Super. Ekstra zabawa. A, gdzie Ola? 
- Jakiś koleś poprosił ją do tańca. - rzucił Wiktor i wskazał na parę tańcząca parę metrów od nas. Chłopak był ode nas o parę lat starszy. Miał blond włosy oraz niebieskie oczy. Chyba. Ola była w swoim żywiole. Uśmiechnęłam się pod nosem i wzięłam łyka swojego drinka. 
- Chodź tańczyć! - Nadia pociągnęła mnie na parkiet. O mało nie udławiłam się napojem. Co za wariatka. DJ puścił najnowszy kawałek Katy Perry. Zaczęłyśmy wywijać.
Nasze wygibasy przyciągały uwagę ludzi. Miałyśmy, to gdzieś. 
Widziałyśmy, że nasi znajomi patrzą na nas z dziwnymi minami, a Alex nawet na nas nie patrzyła i mruczała coś do Pauli. Roześmiałam się. Kocham ich.
Do domu wróciłyśmy około godziny 1.00. Świetnie się bawiłyśmy. Po przyjściu do domu od razu poszłyśmy spać. Dwa dni później odbywał się ostatni koncert naszych chłopców przed powrotem Trasy. Odbywał się w Liverpoolu, a my miałyśmy być na, nim obecne. Zabierałyśmy się z Jamesem. Adam i Matt też mieli zaproszenia, ale byli zajęci. 
Musieliśmy wyjechać o 12.00, bo z Londynu do Liverpoolu są prawie cztery godziny. 
Przebrane i z pełnymi brzuszkami czekałyśmy na Gordona przed domem. Sprawdziłam godzinę. Powinien zaraz być. 
- Jedzie. - powiedziała Alex wskazując na srebrne Renault Pulse. Przyjrzałam się jej. Ubrała się w czarne rajstopy, ciemnofioletową sukienkę z długim rękawem i lekko rozkloszowanym dołem oraz swoją skórzaną ramoneskę i czarne converse. Włosy związała w wysoką kitkę. Uśmiechnęłam się. Przez te dwa miesiące coś się w niej zmieniło. Częściej zakładała sukienki, częściej się uśmiechała. Cieszyłam się. Kocham ją i nienawidzę, gdy jest przygnębiona. Tak samo jest z Nadią i Pauliną. 
- Witam moje drogie ... - James wyszczerzył szeroko zęby. Paula usiadła z przodu, a my z tyłu. Musiałam siedzieć w środku. Cała podróż minęła nam dość szybko. Słuchaliśmy radia, graliśmy w ,,co widzę,, oraz opowiadaliśmy kawały. Raz zatrzymaliśmy się niedaleko Stafford. Zatankować, zrobić siku oraz kupić coś do jedzenia. 
Na miejscu byliśmy parę minut po 16.00. Do koncertu zostało półtorej godziny, dlatego postanowiliśmy trochę pozwiedzać. Poszliśmy pod dom Johna Lennona, Walker Art Gallery oraz Pier Head. James nie mógł się oprzeć i zaprowadził nas pod stadion FC Liverpoolu. Mój tata lubi tą drużynę. Ja ... nie za bardzo interesuje się piłką nożną, ale wiem, że Jerzy Dudek tam grał, więc owy klub powinien coś znaczyć dla naszego kraju. 
Zrobiliśmy sobie trochę zdjęć i o 16.45 stawiliśmy się pod Echo Areną, gdzie miał się odbyć koncert. Na razie nikt nie stał pod budynkiem. Dziwne. W wejściu spotkałyśmy Paula. Przywitał nas i wpuścił do środka. 
- Chłopcy mają próbę generalną. Jak wam się podoba Liverpool?
- Bardzo ładny. - powiedziałam. 
- Dużo zieleni. - dodała Ola. 
Poszliśmy na scenę główną, gdzie chłopcy wygłupiali się śpiewając Rock Me. Z szerokim uśmiechem patrzyłam na Liama mającego na baranach Nialla. Dwójka wariatów biegała między krzesełkami na widowni. 
- Może byście pracowali zamiast się wydurniać? - krzyknął Paul. Panowie spojrzeli na nas i przerwali próbę. Harry rzucił mikrofon Danowi, po czym pognał w naszą stronę. Rzucił się Paulinie na szyję. Boże. 
- Moje dziewczynki przyjechały! - cmoknął Nadię i Olę głośno w czoło, a mnie także przytulił. Zmarszczyłam czoło. 
- Hazza, brałeś coś? - zapytała Alex dotykając jego czoła. 
- Nie. Jeśli pominąć prysznic, to nie. - wyszczerzył zęby, na co Alex przejechała sobie ręką po twarzy, a my wybuchnęliśmy śmiechem. Harry jest genialny. 
- Ja z tym człowiekiem nie mogę. - westchnęła i zeszła po schodkach na dół. Przytuliła chłopaków i pokazała gest oznaczający, kogoś nienormalnego. Dan parsknął i objął ja ramieniem. Zaczęła go gilgotać. Spojrzałam na Zayna. Nie był wkurzony ani zły. Uśmiechał się szeroko i wyglądał na szczęśliwego. Co? Ja już nic nie rozumiem. 
Równo o 17.30 chłopcy wybiegli na scenę. Każde miejsce na widowni było zajęte. By staliśmy na samej górze, gdzie doskonale wszystko widzieliśmy. Staliśmy wśród fanek chłopaków, które serdecznie nas przyjęły i bardzo chętnie podchodziły, by pogadać. Panowie zaśpiewali parę piosenek z obydwu poprzednich płyt oraz trzy promujące najnowszą wychodzącą za dwa miesiące. Oprócz tego odpowiadali na pytania fanek zadawane im na Twitterze i ask'u oraz robili zadania.
Cały koncert zakończył się piosenką Midnight Memories. Każdy obecny na widowni dostał od nich paczkę ze słodyczami. Uroczo. 
James zabrał Paulę na spacer, więc wraz z Alex i Klaudią poszłyśmy na zaplecze, gdzie spotkałyśmy Lou i Lux. Dziewczynka rzuciła się Oli na szyję. 
- Cześć maleńka. 
- Hej! - ja i Nadia dałyśmy jej całusa w policzek. Zachichotała i wtuliła buzię w szyję szatynki. Ola pogłaskała jej plecy.
- Kiedy macie samolot? - zapytała Lou.
- Za pięć dni. - powiedziała Nadia. Wszystkie od razu posmutniałyśmy. Ten temat nie był fajny. I, to ani trochę. Chwilę później przyszli chłopcy. Przebrani i zadowoleni z pracy, którą wykonali. 
OCZAMI ALEX
Liam zabrał Klaudię na spacer tak samo, jak James Paulinę. Reszta One Direction wraz ze mną i Nadią udała się do ich autobusu. Usiedliśmy w środku i zaczęliśmy gadać. Louis i Harry musieli coś wykombinować. Jak zawsze. Włączyli na cały regulator jedną z piosenek Eminema i zaczęli ,,tańczyć'' w przejściu między krzesłami. Boże. Z, kim my się zadajemy ... Niall z Nadią bili im brawo natomiast ja, Dan i Zayn wyglądaliśmy na lekko zbitych z tropu. Malik ukrywał twarz w moim ramieniu. Zagryzłam wargę, by nie zacząć rechotać. Dan spojrzał na mnie z ogromnym uśmiechem. Mrugnęłam do niego. 
- Lex ... - obok swojego ucha usłyszałam głos Zayna. 
- Tak? - zapytałam. 
- Pójdziemy się przejść?
- Co wy wszyscy macie z tym spacerami? - zapytałam wstając z fotela. Przeciągnęłam się i cmoknęłam Whitlocka w czoło. - Zaraz wracam ogierze. Nie umrzyj z tęsknoty. 
- Postaram się, ale niczego nie obiecuję. - powiedział łapiąc się za serce. Zaśmiałam się. Zayn przybił sobie z, nim żółwika i wyszliśmy z autobusu. Spojrzałam na niego. Po koncercie przebrał się w wąskie jeansy, czarny T-Shirt oraz ciemne adidasy. Jego włosy były w niesamowitym nieładzie. 
- To, gdzie idziemy panie Malik? - zapytałam. Uśmiechnął się tajemniczo i pociągnął mnie stronę przeciwną do Echo Areny. Dotarliśmy do niewielkiego parku. Usiedliśmy na ławce. Nastała cisza. Przełknęłam ślinę. - Zayn? Powiesz coś? Bo zaczynam się ... - przerwał mi pocałunkiem. Wytrzeszczyłam oczy. Po chwili, gdy poczułam jego rękę na policzku ... nie mogłam nie zamknąć oczu i nie oddać pocałunku. Trwał on jedynie parę sekund, ale i tak czułam, jak moje serce tłucze o klatkę piersiową. 
- Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać. 
- Nic się nie stało. - odchrząknęłam. - To porozmawiamy o czymś, czy będziemy tak siedzieć i się na siebie gapić?
- Pogadajmy. Może poznajmy się lepiej? Straciłaś pamięć, więc zapomniałaś pewnie wielu rzeczy o mnie ...
- Malik, znałam Cię przed utratą pamięci. Byłam waszą fanką od samego początku. Oglądałam was w X Factor. Wiem o Tobie wszystko. 
- Zaczynam się bać pewnej rzeczy. 
- Jakiej? 
- Że znasz mnie lepiej ode mnie. - rzucił, na co zaśmiałam się wesoło. To jest możliwe. - Powiedz coś o sobie. Cokolwiek. 
- No dobra ... Na samym początku najbardziej podobał mi się Harry. - wyznałam. Zmarszczył czoło i zacisnął wargi w wąską linię. - Ale przeszło na Ciebie po waszym występie w iCarly. - dodałam. - Boże. Pamiętam tą scenę z końca odcinka. To było takie urocze. - zaklaskałam w dłonie. 
- Ja zawsze jestem uroczy. - powiedział, po czym zagryzł wargę i uśmiechnął się słodko, a zarazem zabawnie. Nie wytrzymałam i zaśmiałam się lekko. 
- Nie zauważyłam. Ale okej. - zachichotałam. Zmrużył oczy. Cmoknęłam go w policzek, przez co jego twarz ozdobił uśmiech. Opowiedziałam mu parę historyjek z mojego dzieciństwa, a on odwdzięczył się tym samym. Pogadaliśmy trochę, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną. 
Zayn opowiadał mi o ich trasie, a ja patrzyłam na niego kątem oka. Byłam w potrzasku. Tak bardzo mi na, nim zależało. Na, nim i na Danie. Chciałabym, aby z jednym z nich mi się ułożyło. Ale ... No właśnie. Zawsze musi być, to pieprzone, ale. Jest małe prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek wrócę do Anglii. Chcę studiować w Warszawie. A, to mały kawałek od Wielkiej Brytanii. Nie chcę dawać im zbędnych nadziei. Kurwa. Czemu, to wszystko musi być takie trudne?!
- Zayn ... możemy ... pogadać? Tak na poważnie? - zapytałam, kiedy dotarliśmy pod ich autobus. Spojrzał na mnie zaniepokojonym wzrokiem. 
Po chwili skinął głową. Wzięłam głęboki oddech. Bądź twarda Lex. 
OCZAMI NARRATORA 
Po wyjściu Oli i Zayna reszta postanowiła pograć w kalambury. Pierwszy był Niall. Pokazał trzy palce. 
- Trzy słowa. - odparła Nadia. Pokiwał głową. 
- Film? - zapytał Harry, na co blondyn uśmiechnął się i pokazał jeden palec, który miał oznaczać pierwsze słowo. Wskazał na swój zegarek, który miał na nadgarstku. 
- Zegar? - pokiwał przecząco głową. 
- Godzina?
- Albo sekundy? - dodał Dan. 
- Czas. - rzuciła Nadia. Niall zaklaskał w dłonie. Pokazał dwa palce, czyli chodziło mu o drugie słowo. Pokazał na siebie. 
- Ja ... - wszedł na krzesełko. 
- Wchodzę ... 
- Na ... - szepnął Louis, na co Horan pokiwał energicznie głową. 
- Czas na ... 
Niall usiadł Danowi na kolanach i cmoknął go w policzek, po czym mocno się do niego przytulił. 
- Czas na ... bzykanko? - rzucił Styles, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Lou leżał na podłodze autobusu i rżał, jak koń. Nadia była czerwona, jak pomidor, a Dan zagryzał wargi, by zacząć brzmieć, jak żaba. 
- O, boże. - Harry wyszczerzył zęby. 
- Czas na miłość. - wymamrotała Brown. Niall pokiwał głową i schował głowę w dłoniach. Po paru chwilach ciszy autobus znowu wypełnił śmiech. 




Mamy drugą część 60 rozdziału. Muszę was poinformować że zostały jeszcze dwa lub trzy rozdziały i kończymy. 
Przykro mi kończyć tą historię, ale nie może ona trwać wieki. A po za tym i tak niewiele osób komentowało.
Zadawajcie pytania i komentujcie. 

Pa. 


















czwartek, 5 marca 2015

ALBUM 33

Do kogo należą te krzywe nogi? :)

Rodzeństwo Kennedy i ich codzienność :) hehe

Pyszności

Kreatywne zdjęcie. Klaudia robi zdjęcie Nadii, która robi zdjęcie Klaudii :)

Zdjęcie z ukrycia. Ola i Agnieszkaa, dziewczyna jej kuzyna.

Pyszna woda

Nadia i jej piękne wlosy

Pyszności z Irlandii 

Klaudia nimfa wodna ;)


Najnowsze płyty Pauliny