wtorek, 16 września 2014

1.59


OCZAMI ALEX
Następnego dnia wstałam jako pierwsza. 
Przebrałam się i zeszłam do kuchni. 
Włączyłam radio i zabrałam się za robienie, jakiegoś dobrego śniadanka. 
Zdecydowałam się na zwykłą jajecznicę z szynką. Po wstawieniu wody na kawę zabrałam się do pracy. Mieszając jajka nuciłam pod nosem razem z Jaredem Leto.
Kiedy kończyłam swoje pyszne śniadanko do kuchni wpadła Klaudia. 

- Cześć. - dała mi całusa w czubek nosa i podbiegła do lodówki. Wyciągnęła z niej żółty ser i parówki. Dziwne połączenie, ale okej. 
- Co dzisiaj robimy? - zapytałam wkładając talerz do zlewu i dolewając sobie kawy. 
- Nie wiem. Może ... 
- Hejka! - do kuchni wpadła pozostała dwójeczka. Nadia dopadła płatki śniadaniowe natomiast Paulina zdecydowała się na owsiankę. 
- Co dzisiaj porabiamy? 
- Mogłybyśmy iść na zakupy. - powiedziała Paulina zasiadając przy stole. Zgodziłyśmy się. Poleciałam na górę się przebrać. 
Założyłam obcisłe jasne jeansy, czarne trampki oraz biały T-Shirt z nadrukiem przedstawiającym Ciasteczkowego Potwora. Związałam włosy w kucyk, wzięłam do ręki torebkę i zbiegłam na dół. Jedynie Paulinie udało się wyrobić przede mną. Miała na sobie pudrowo-różową tunikę z napisem ,,It's my life'', jeansowe szorty oraz czarne vansy. Włosy zostawiła rozpuszczone. 
- Ślicznie wyglądasz kochanie. Nic dziwnego, że Gordon się w Tobie zakochał. Tylko jeszcze trzeba, to powiedzieć Ernestowi ...
- Czy, ty chcesz dostać w tą piękną buźkę? Nawet nie wypowiadaj tego imienia. - warknęła na co zachichotałam, jak psotna dziewczynka.
Kimże jest Ernest Twardowski? 

Sąsiad Klaudii, który bez pamięci zakochał się w naszej Paulince. Najlepsze jest, to, że chłopak ma czternaście lat. Normalnie chce się płakać. I nie ze szczęścia. My mamy niezłą polewkę z jego uroczych wierszy i prezentów, ale Paula już nie za bardzo. 
- On jest uroczy i na pewno się załamie, gdy się dowie o Jamesie. - westchnęłam odsuwając się na bezpieczną odległość. Na szczęście na dół zbiegła Klaudia, bo inaczej na pewno bym tego nie przeżyła. Chwalić króla elfów.
Panna Miler założyła łososiowy kombinezon z krótkimi nogawkami, białe sandałki i jeansowy kardigan. Włosy związała w warkocza. 

- Coś mnie ominęło? - zapytała. 
- Nic ciekawego. - rzuciłam szybko. Klaudia przeniosła spojrzenie z Pauliny na mnie. 
- Znam, to spojrzenie. - powiedziała.
- Gadałyśmy o Erneście. - powiedziałam. Nie chciałam się z nią kłócić. Może nie wygląda, ale jest niebezpieczna, kiedy ktoś ją denerwuje. Kiedyś kopnęła chłopaka w jajka, bo ten wepchnął się przed nią w kolejce. A, to niby ja jestem agresywna. Jaki ten świat niesprawiedliwy. 
- O Erneście? - wyszczerzyła zęby na co Paula wymruczała pod nosem parę przekleństw. Zaśmiałyśmy się. 
Chwilę później na dół zeszła Nadinka. Miała na sobie brązowe rurki, czarne botki oraz szarawą koszulę. Włosy rozpuściła. 
- Możemy iść. 
Pojechałyśmy do Centrum Handlowego. Na początku wstąpiłyśmy do Empiku i Fuńciaka, czyli sklepu w, którym wszystkie rzeczy są jedynie za funta.
Następnie przyszedł czas na zakupy ciuchowe. Klaudia i ja poszłyśmy do House, a Paulina i Nadia do New Yorkera, a potem miałyśmy spotkać się w Primarku. 
- To jest ładne. - Klaudia wzięła z wieszaka sukienkę. Miała kolor świeżej trawy, a z tyłu był złoty ekspres. Przyłożyła ją do siebie. Sięgałaby jej do ud. 
- Ładna. - poparłam ją. 
- Zaraz ją przymierzę. Idziemy dalej. 
Efekt końcowy? Każda z nas miała po dwie rzeczy. Poszłyśmy do Primarka, gdzie czekały na nas dziewczyny. Tylko Paulina miała torbę. 
- Co jest? Nic nie kupiłaś? Przecież ...
- Kupiłam kolczyki. - przerwała mi Nad. Pokiwałam głową, po czym  z uśmiechem otarłam czoło z ,,potu'' na co wywróciła oczyma. Weszłyśmy do Primarka. Tam dopiero się obłowiłyśmy. Nigdy nie kupiłam tyle rzeczy na raz. 
Po zakupach poszłyśmy do kawiarni ,,Cinnamon''.
Zamówiłam kawę z mlekiem i karmelem oraz ciasto dyniowe. Klaudia wzięła herbatę jagodową oraz szarlotkę natomiast Nadia i Paula zdecydowały się na lemoniadę cytrynowo-miętową oraz lody. Paulinka na czekoladowe, a Nadinka na sorbet malinowy. 

- Fajne miejsce. - powiedziała niebieskooka, kiedy czekałyśmy na zamówienia. 
- Takie klimatyczne, co nie? - zgodziłam się. 
Po czterdziestu minutach zaczęłyśmy zbierać się do domu.
Kiedy się rozpakowałyśmy zabrałyśmy się za robienie jakiegoś prostego obiadu. Stanęło na zapiekance ryżowej z dynią, mięsem mielonym i pomidorami.
Po zjedzeniu usiadłyśmy w salonie przed telewizorem. 

Gdy oglądałyśmy trzeci odcinek jakiegoś durnego serialu zadzwonił mój telefon. 
- Halo? 
- Cześć Lexie. Co porabiacie? 
- Siedzimy i oglądamy serial o perypetiach grubego psychola, który chce się umówić z Jennifer Lopez. Czyli, jak widzisz dzień, jak co dzień. - powiedziałam na co on i dziewczyny zaśmiali się wesoło. - A co chcesz? 
- Jedziemy z Adamem do Cardiff na tor motocyklowy. Może chcecie się zabrać?
- Fajnie!!! - oczy mi się zaświeciły. - Zapytam dziewczyn i napiszę Ci SMS-a. 
- Okej. Jak coś, to podjedziemy po was za pół godziny. - powiedział i rozłączył się. Odwróciłam się do dziewczyn z ogromnym uśmiechem. 
- Co ten pajac znowu wymyślił? - westchnęła Klaudia. 
- Razem z Adasiem jadą do Cardiff na tor motocyklowy i pytają się, czy też jedziemy.
- Mi się nie chce. - mruknęła Miler, po czym ziewnęła. 
- Mi też nie. Nadię zabierz. - rzuciła Paula. 
- Jak mus, to mus. - powiedziała Brownie i podniosła się. Pisnęłam i rzuciłam się jej na szyję przez co o mało nie wylądowałyśmy na podłodze. 
- Przez tą Twoją głupotę wylądujemy w szpitalu. - burknęła. Wyszczerzyłam zęby. Pobiegłyśmy na górę się przebrać. Zostałam w tych samych spodniach i trampkach, ale zamiast T-Shirtu założyłam sweterek w biało-granatowe baski i skórzaną ramoneskę kupioną dzisiaj w Primarku. Rozpuściłam włosy i byłam gotowa. Wzięłam torebkę i zbiegłam na dół, gdzie czekała na mnie już Nadusia. Miała na sobie ciemnozielone rurki, te same botki co wcześniej oraz biały T-Shirt i rozpinany czarny sweter.
Dwanaście minut później przyjechali panowie. Samochodem Adiego tak na marginesie. 

Dałyśmy im po całusie w policzek i usiadłyśmy z tyłu. 
- Co wam się zebrało na te motory? - zapytałam szukając w torebce gum. 
- A jakoś tak. Kolega nam polecił. Powiedział, że, to wspaniała sprawa. 
- A umiecie chociaż jeździć? - Nadia wyglądała na nieprzekonaną. 
- W tym momencie mnie obraziłaś. - prychnął Matty i założył ręce na piersi. Niebieskooka próbowała ukryć uśmiech. Ja natomiast parsknęłam. 
- Przepraszam po prostu ... nie wiedziałam. 
- Nic się nie stało. - powiedział Adam, po czym włączył radio.
Cała droga zleciała nam dość szybko. 

OCZAMI PAULINY 
Kiedy dziewczyny nas zostawiły postanowiłyśmy zrobić masę popcornu i pooglądać parę fajnych filmów. Najpierw obejrzałyśmy ,,Blue Jasmine''. Film opowiada o przechodzącej kryzys gospodyni domowej, która przenosi się z Nowego Yorku do San Francisco, gdzie odnawia kontakt ze swoją siostrą. Następnie włączyłyśmy ,,Przyjaciele z Francji'', a na końcu ,,X-Mena''. Byłyśmy w połowie, kiedy usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. W progu stał mój chłopak wraz z Brianem i Poppy.
- O , hej. 
- Cześć kochanie. Możemy wejść? - zapytał Gordon.
- Jasne. Zapraszam. - powiedziałam i przepuściłam ich w drzwiach. James dał mi całusa. Poszliśmy do salonu. Przywitali się z Klaudią i usiedli na kanapie. 
- A, gdzie Alex i Nadia? - zapytała blondynka. 
- Pojechały z Adamem i Mattem do Cardiff na tor motocyklowy. - powiedziałam siadając na podłodze przy fotelu Klaudii. 
- Super. Byłem tam z rok temu. Zajebiste miejsce. - rzucił mój chłopak.
Jakieś dziesięć minut później postanowiliśmy zrobić sobie pięcioosobową imprezę. Ja, Poppy i Jim poszliśmy przygotować coś do żarcia, a Brian i Klaudusia wybierali muzykę. Razem z blondynką zabrałyśmy się za robienie ziołowego popcornu. Natomiast James ... 

- Kochanie? Co, ty robisz? 
- No co? Dobre będzie. - burknął. W jednej z szafek znalazł paczkę krakersów oraz wielki słoik Nutelli. I zaczął robić mini kanapki. Boże. 
- Ciekawie, to ... wygląda. - Poppy hamowała uśmiech cisnący się jej na usta. Parsknęłam i wstawiłam wodę na herbatę. Oprócz herbaty mieliśmy wino niskoprocentowe oraz lemoniadę i piwo, które ... przywieźli panowie. Oni chyba dobrze wiedzieli co się będzie dzisiaj działo.
Kiedy żarcie było gotowe przenieśliśmy się do salonu, gdzie nasi przyjaciele kłócili się o, to, czy puścić Coldplay, czy The Kiss.
- Do The Kiss nie da się tańczyć. - zaprotestował James. 

- Da. Jeżeli jesteś nieźle powalony. - rzuciłam na co wszyscy zareagowaliśmy śmiechem. Chwilę później zaczęła się impreza. Nasze tańce niektórzy mogliby uznać za nie co szalone. Podczas, gdy leciała piosenka ,,Gangam Style'' Brian wyglądał jakby zwiał z psychiatryka. Na serio. Jednak najlepszym momentem imprezy był ,,dramatyczny'' taniec mojego chłopaka do piosenki ,,Give me love'' Eda Sheerana.
Boże ... o mało się nie popłakałam. Ze śmiechu. On jest walnięty. Na serio. 
OCZAMI NARRATORA
W Cardiff znaleźli się po dwóch godzinach. 
Tor motocyklowy znajdował się niedaleko Bute Park.
Zaparkowali i poszli wykupić ,,bilety''. 

Musieli poczekać na swoją kolej, więc kupili sobie po hot dogu i usiedli na trybunach otaczających cały tor. 
- Ja na, to coś nie wsiądę. - mruknęła Brown wskazując jedną z maszyn. 
- Daj spokój Brownie. Fajnie będzie. Pojedziesz z Adasiem, a ja zabiorę Alex. 
- Obyście mieli rację. Jestem za młoda na śmierć. 
Czterdzieści minut później przyszła ich kolej. Odebrali kombinezony oraz kaski, po czym ruszyli w stronę początku toru. Adam wsiadł na jeden z dwóch motorów natomiast Nadia wsiadła za, nim i mocno wczepiła się w jego plecy. 
- Kessler ...
- Tak Naduś? 
- Jeżeli zginiemy, to będę Cię prześladować całe nasze poza ziemskie życie. 
- Okej. - zaśmiał się i odpalił. Chwilę później pruli w stronę drugiego końca toru. Matt wsiadł na drugi motor, a Ola wgramoliła się za niego. 
- Mam jechać wolno? 
- Nie pierdol Stanley tylko jedź!!! - powiedziała z ogromnym uśmiechem. Zaśmiał się i spełnił jej gorącą prośbę. Krzyknęła i wyrzuciła ręce w górę. 
- Trzymaj się mnie idiotko, bo zlecisz! 
- Nie bądź baba Matty!- zaśmiała się, ale grzecznie złapała go w pasie. Po dwudziestu minutach skończył się im czas. 
- Ekstra było! - krzyknęła Cliver. - Co nie, Nadi? 
- Nie wierzę, że, to mówię, ale w stu procentach się z Tobą zgadzam. 
- I widzisz? Nie trzeba było trząść portkami. 
Postanowili pójść coś zjeść, a następnie udać się na spacer po Cardiff. Adam zaprowadził ich do jakieś amerykańskiej knajpy. Matt wziął sobie Chowder z wędzonym łupaczem, porem i kukurydzą. Adaś skusił się na hamburgera, a Nadia Gumbo z owocami morza. Natomiast Alex zdecydowała się na tachos z łososiem. 
Po zjedzeniu spacer. Spacerowali ulicami Cardiff wygłupiając się i gadając. Dochodzili do rzeki Taff, gdy Alex wpadła na pomysł. 
- Mam ochotę potańczyć. 
- Zdurniałaś. - parsknął Matt.
- No co? Jest tu tak spokojnie. Nie jeżdżą samochody, nie ma żadnych ludzi. Dawajcie, proszę. - spojrzała na nich z miną zbitego szczeniaczka. Zgodzili się. Kessler zapuścił muzykę, a panna Alex zaczęła tańczyć. Pozostała trójka miała niezły ubaw.
Tak się wczuła, że znalazła się jakieś pięć metrów od swoich przyjaciół. Robiła mnóstwo figur, wygibasów i innych pierdół.
Matt, Adam i Nadia uśmiechali się pod nosem i szli za nią. 

Nagle zamarli.
W następnej chwili wydarzyły się następujące rzeczy: krzyk, przerażenie i głośny huk.



Cześć

Krótki, ale trudno.
Nie wiem co powiedzieć. 
Dalsze rozdziały będzie mi się pisało z bólem serca. 
Co sądzicie?
Piszcie.
Pozdrawiam, Aleks.


























środa, 10 września 2014

ALBUM 28

Paulina ze swoją mamą Iwoną.
Pokój Nadii w Polsce.

Klaudusia i kakao ze Starbucks.

Nadia i jej sąsiadka Hania.












Alex i Louis zdjęcie z ukrycia ;) Przed wyjazdem nad jezioro.












Pyyyyszne <3









Paulina i jej kuzynka Magda na wspólnych wakacjach nad morzem.
















Nadia, Klaudia, Ola i Olive w Newcastle.

Nowa miłość Klaudii.





Ola jedzie rowerem do dziadków. Zdjęcie zrobione przez jej brata.











ONE DIRECTION odpoczywa w lesie.











Ola i jej kuzynka Nina.













Piękny Londyn









Paulina z kuzynką i bratem.




















niedziela, 7 września 2014

1.58




OCZAMI KLAUDII  
Po wyjściu Pauliny postanowiłyśmy trochę ogarnąć. 
Powycierałyśmy kurz, odkurzyłyśmy, umyłyśmy okna. 
Po god
zinie skończyłyśmy, więc przebrałyśmy się i pojechałyśmy na jakiś obiad. 
Zamówiłyśmy pizzę z salami, serem i pieczarkami. 
- Ciekawe, gdzie nasz Romeo zabrał Paulinę. - powiedziałam biorąc łyka wody z cytryną. 
- Nie mam pojęcia. Ale modlę się, aby Paula go nie zabiła. Inaczej już nigdy nie porozmawiam z Black Veil Brides. - rzuciła Cliver opierając brodę na dłoni. Roześmiałyśmy się wesoło. Ona jest walnięta. 
Po chwili kelner przyniósł nasze zamówienie. Podziękowałyśmy mu serdecznie, po czym chwyciłam pierwszy kawałek. Ser niesłychanie się ciągnął. 
- Ślinka sama napływa do ust. - mruknęła Nadia chwytając swój kawałek. 
Po zjedzeniu pizzy i koszyczka ciasteczek czekoladowych poszłyśmy na spacer do parku, gdzie spotkałyśmy Poppy z Fizzy'm psem Jamesa.
- Hej mała. - powiedziałam.
- Cześć dziewczyny. Gdzie macie Paulinę? - zapytała. 
- Na randce z panem Gordonem. - powiedziała Brownie. 
- A no tak, coś tam mówił, że chce ją przedstawić rodzicom. 
- Co?! 
- No, zabrał ją do Falmouth, aby poznała jego rodzinkę. 
- Oho, to mogę się założyć, że nie wróci do Londynu żywy. Paulina do zachlasta. 
- Może nie będzie tak źle. 
OCZAMI NARRATORA
Reszta rodzinki przybyła około godzinkę po przyjeździe Pauliny i Jamesa.
Tata Jima miał szopę brązowych włosów przepasanych już siwizną oraz duże brązowe oczy, które odziedziczył po, nim James oraz Jules. 

Natomiast najmłodsza latorośl rodziny Gordonów miała sięgające połowy pleców proste brązowe włosy oraz szare oczy swojej mamy. 
Tak, jak pani Jenna oraz Jules bardzo przyjemnie i serdecznie.
Po pysznym obiedzie James pokazał Pauli swój stary pokój. 
Do Londynu przeprowadził się dwa lata temu.
Ściany niebieskie, a meble brązowe. Mnóstwo plakatów The Kiss oraz Manchester City.
- Fajny. - przysiadła na jego łóżku.
- Pamiętam, jak błagałam rodziców o pokój na poddaszu. Zgodzili się dopiero, gdy urodziła się Hannah. - usiadł obok niej i złapał ją za rękę. - Nie mogę uwierzyć, że tutaj jesteś. Strasznie się cieszę. 
- Ja też, Bałam się ale Twoja rodzina jest wspaniała. 
- Polubili Cię. 
- Super. - uśmiechnęła się. 
Położyła głowę na jego ramieniu i przymknęła oczy. Pachniał drzewem sandałowym i miętą. 
Chwilę później zeszli na dół na ciasto. 
Po zjedzeniu pysznego ciasta cytrynowego Paula i James wzięli jego siostry na spacer. 
- Tutaj pierwszy raz się całowałem. - wskazał na plac zabaw po lewej stronie. - Miałem z dwanaście lat. Było dość dziwnie ... 
- Czemu? 
- Bo strasznie się śliniła. 
- Fuuj! - wzdrygnęła się Hann. Paulina zaśmiała się i objęła czternastolatkę ramieniem. 
Poszli też do lodziarni na pyszne lody. 
James wybrał jedną kulkę waniliową, a dwie jagodowe. Hannah wzięła trzy o smaku różanym, a Jules, każdą inną, czekoladową, koksową i malinową. Natomiast Paula wybrała dwie karmelowe i jedną ananasową. 
Usiedli w parku niedaleko i rozmawiali o wszystkim. 
OCZAMI NADII 
Po spacerze wróciłyśmy do domu. 
Trochę się nam nudziło, bo całe One Direction pojechała do Belgii na koncert charytatywny, a potem jadę na parę dni do swoich domów. 
Dlatego Olcia zadzwoniła do Adasia i Matta żeby wpadli. 
Siedziałyśmy w salonie, kiedy przyjechali. 
- Co tam dziewczęta? - Matt klapnął pomiędzy mną, a Klaudią. 
- Nudzi się nam. Paulina pojechała na randkę ze swoim księciem, a nas zostawiła same. 
- O jakie wy biedne. - Stanley położył głowę na ramieniu Miler i pogłaskał ją po dłoni. 
- Dlatego was zaprosiłyśmy. Macie jakieś pomysły? - zapytała Alex podciągając nogi pod brodę i obejmując je ramionami. 
- Może pójdziemy do klubu? - zaproponował Kessler. 
- No nie wiem ...
- Daj spokój Nad, to super pomysł! Nigdzie dawno nie byłyśmy. Poczekacie chwilę? Przebierzemy się. - brązowooka podniosła się i zaczęła ciągnąć mnie i Klaudię na górę.
- Jasne. 
Chwilę później szykowałyśmy się do wyjścia. 
Otworzyłam szafę w celu znalezienia jakiś fajnych ciuchów. W końcu zdecydowałam się na czarne szorty z wyższym stanem, miętowy top oraz czarne botki na lekkim obcasie. Włosy związałam w wysokiego kucyka. Pomalowałam rzęsy tuszem, do tego puder oraz róż i jasnoróżowa pomadka. 
Wzięłam torebkę z najważniejszymi rzeczami i zeszłam na dół. 
Olcia siedziała już w salonie z chłopakami. 
Miała na sobie jeansowy kombinezon z krótkimi nogawkami, czerwone trampki oraz skórzaną kurtkę. Włosy opadały na ramiona, a z makijażu wychwyciłam jedynie tusz.
- Klaudia jeszcze się ubiera?
- Aha. Nie mogła się zdecydować co założyć ...
- Już idę! 
Po schodach zbiegła nasza Klaudynka. 
Ubrała się w bordową sukienkę przed kolano z krótkimi rękawami, jeansową kurtkę i czarne baleriny. Włosy związała w luźnego warkocza. Makijaż miała podobny do mojego.
Trzy minuty później siedzieliśmy w samochodzie kuzyna Oli, który miał nie pić. Klub ,,DarcyMoon'' znajdował się na obrzeżach miasta. 
Weszliśmy do środka bez żadnego problemu. 
Chłopaki zamówili nam colę z lodem, Matt wziął piwo, a Adam pinacoladę bez alkoholu. Bawiliśmy się bardzo dobrze. Tańczyliśmy, wygłupialiśmy się i wypiliśmy tonę coli i zjedliśmy masę chipsów i innych głupot. Tańczyłam właśnie z Adamem do jednej z piosenek Biebera, a Ola wywijała z Mattim. Natomiast Klaudię wyrwał jakiś blondyn. 
W klubie była niesamowita atmosfera. 
Po dwóch godzinach Adam odwiózł nas do domu, gdzie nie przebywała jeszcze Paulina. 
- Coś długo jej nie ma. - powiedziałam siadając na kanapie i włączając telewizor. 
- Bez przesady. Tylko trzy godziny. - Klaudia usiadła obok mnie, a Olcia zajęła fotel. Zaczęłyśmy oglądać ,,Hotel Romansów''*. Po dwóch odcinkach się nam znudziło, więc przełączyłyśmy na ,,So you think you can dance''**. 
Około 16.00 wróciła Paulina. 
- Jak było? 
- Superowo. Jego rodzina jest przesympatyczna. - odparła rzucając się na kanapę. - A wy co porabiałyście moje skarby? - spytała. 
- Byłyśmy z Adasiem i Mattem na balandze. - rzuciła Klaudynka. 
- Oho ... mam nadzieję, że nie bawiłyście się za dobrze. Nie chcę robić za niańkę dla małego Anglika. - rzuciła uśmiechając się ironicznie. Zaśmiałam się lekko. 
Resztę dnia spędziłyśmy oglądając polskie filmiki na YouTube. Ciekawe. 
OCZAMI NARRATORA 
Trzy dni później chłopcy z One Direction nie przebywali jeszcze w Londynie. Każdy z nich spędzał weekend w rodzinnym domu. Niall jako jedyny nie mieszka w Wielkiej Brytanii tylko w Irlandii.
Tęsknił za swoimi przyjaciółmi, ale cieszył się tymi paroma dniami spędzonymi z rodzinką. Jego rozwiedli się jakieś sześć lat temu. Od tego czasu mieszkał z mamą. Jednak, gdy dostał się do zespołu w domu spędzał bardzo mało czasu. 
Tata Bobby mieszkał w Mullingar tak samo, jak jego mama Maura i ojczym Chrism. Natomiast brat Greg i bratowa Denise zamieszkali w Dublinie. Niall niedługo ma zostać wujkiem***. 
Aktualnie spędzał czas ze swoim kumplem z dzieciństwa, Fredem. Chłopaki są w tym samym wieku, różnią się jedynie wyglądem. Tobbson jest szarookim brunetem. 
- To opowiadaj co tam słychać. - rzucił brunet. Siedzieli w pobliskim pubie pijąc piwo i zajadając się rybą z frytkami. 
- Wszystko okej. Te dwa miesiące mamy dość luźne, ale przynajmniej trzy razy w tygodniu mamy próby. W połowie września wracamy na Trasę Koncertową, a tak, to wszystko po staremu. - wzruszył ramionami blondyn. 
- A dziewczyny? Od związku z Holly chyba z nikim się nie spotykałeś. - Fred wziął łyka piwa. Horan zagryzł wargę. - Oho, czyżby jakaś ślicznotka zawróciła w głowie naszemu gwiazdorowi? - mruknął i potargał włosy wokaliście. 
- Przestań. - burknął niebieskooki i zatopił usta w kuflu piwa. 
- No daj spokój stary. Jestem Twoim kumplem, możesz mi powiedzieć wszystko. Jak ma na imię? - zapytał podekscytowany.
- Nadia. 
- Nadia? Ładne. Takie egzotyczne. Jest Brytyjką? 
- Nie. Polką. 
- Uu, wyrwałeś Polkę? Szacun. Podobno są przepiękne. 
- Bo są. Ona i jej cztery przyjaciółki są dla nas od niedawna, jak siostry. Jednak ... Mi spodobała się Nad. Byliśmy nawet na randce. Liamowi drgnęło serce z powodu Claudii. Harry polubił Nathalie, która okazała się kłamczuchą, a Zayn ... on, to ma przewalone. Jest z Perrie, która jest z, nim tylko, aby Little Mix się wybiło, a nie może z nią zerwać. 
- A on polubił, którąś z nich? 
- Tak, Alex. Oni tak do siebie pasują, że, to dziwne. Niestety ... Alex chodzi z Danem. 
- Z Danem? Waszym Danem? To niezła telenowela. 
- I, to jaka. - westchnął Niall. Po tej ciekawej rozmowie poszli na mecz.
W tym samym czasie Zayn wrócił z ,,randki'' z Perrie i siedział w kuchni ze swoimi siostrami i mamą. Ojciec był w pracy.
Doniya wraz z mamą robiły obiad, Waliyha przeglądała internet, a on i Safaa grali w warcaby. Cieszył się, że jest w domu, ale myślami był w Londynie. 

- Kochanie? 
- Tak mamo? 
- Wszystko, okej? Od dwóch dni chodzisz cały zamyślony. Jeżeli nie chcesz tutaj być, to wróć do Londynu. - powiedziała. Jego mama Tricia była najwspanialszą kobietą na całym świecie. Zawsze marzył, aby jego przyszła żona była taka, jak ona. Opiekuńcza i kochana. Do tego umiała wspaniale gotować. 
- Mamo, bardzo się cieszę, że tu jestem. Straszliwie się za wami stęskniłem. Po prostu ... jest pewna sprawa, która zaprząta moje myśli. - wstał i mocno ją przytulił. Pachniała wanilią i jaśminem. - Kocham Cię mamo. Was wszystkim kocham. 
- Wiem o tym skarbie. My Ciebie też. - potargała mu włosy. - Wiesz, że możesz nam powiedzieć o wszystkim? - zapytała na co pokiwał głową i jeszcze raz mocno ją przytulił. Po zjedzeniu obiadu postanowił pójść na cmentarz.
Na grobie swojego dziadka, który zmarł trzy lata temu podczas jego występów w X Factorze przychodził jedynie podczas pobytu w Bradford. 

Zatrzymał się przed nagrobkiem swojego dziadka.
Walter Alfred Brannon
ur.22.09.1935 r.
zm.03.03.2010 r.
,,السماح لهم بالعيش في سلام"" ****

Zapalił znicz i usiadł na ławce. Przymknął oczy, aby się pomodlić. Malik jest muzułmaninem, natomiast jego dziadek był katolikiem, dlatego odmówił ,,Ojcze nasz'', modlitwę, którą nauczyła go jego mama, gdy był mały. 

- Cześć dziadku. Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale wiesz, jak jest. Próby, koncerty. Tak, jak zawsze... Powiem ci o, czymś, ale obiecaj, że nikomu nie wygadasz. Zawsze miałeś długi język ... Poznałem dziewczynę. Polkę. Ma na imię Alexandra. Jest prześliczna. Ma cięty język i jest feministką. Kocham jej poczucie humoru. Jest tylko jeden problem, a właściwie dwa. Chodzę z Perrie, a ona z Danem, naszym gitarzystą. Nie jestem na nią zły, bo ja także zawiniłem. Może, gdybym zerwał ten durny związek z Perrie, to może byłbym na jego miejscu. Jestem idiotą. Zakochałem się w niej dziadku. Na prawdę. Nic na, to nie poradzę. Nie mogę kazać jej zerwać z Danem. Byłbym największym dupkiem na całym świecie. Wiem, że ona też coś do mnie czuje, ale Whitlock też nie jest jej obojętny. Ta cała miłość jest strasznie pokręcona. - powiedział i wlepił wzrok w zdjęcie swojego dziadka. - Chciałbym z Tobą pogadać. Na pewno byś mi pomógł. Tak, jak zawsze. - szepnął pod nosem. W tym samym momencie zaczął padać deszcz. Czyżby jakiś znak?
W tym samym momencie Liam był na rybach ze swoim tatą Geoffem. Świetnie się bawili.
- Jak z Danielle? Trzeba było ją zabrać ...
- Nie jestem już z Danielle tato. Zerwaliśmy jakieś trzy tygodnie temu.
- Oh, a, czemu zerwaliście? - zdziwił się Payne senior. Liam zarzucił wędkę. 
- Nie układało się nam, a do tego nasze fanki utrudniały jej życie. Wyzywały ją od dziwek itp. Nie chciałam, aby przeze mnie miała zniszczone życie. 
- Rozumiem. Trudne macie, to życie synu. - powiedział Geoff i poklepał syna po ramieniu. Liam pokiwał głową i zaczął wpatrywać się w tafle jeziora. Z jednej strony tęsknił za Danielle. Na prawdę mu na niej zależało jednak ... teraz wyższe miejsce w jego sercu zajmowała niska zielonooka siedemnastolatka. Nie miał pojęcia, czemu tak bardzo się nią zainteresował. I nie miał pojęcia, kiedy tak na prawdę zaczęło mu na niej zależeć. W tym samym momencie poczuł drgnięcie wędki. Zaczął zwijać żyłkę. Na haczyku wisiał średniej wielkości okoń.
- Barwo synku. Widzę, że nie straciłeś drygu. 
- Tego się nie zapomina. - powiedział odczepiając rybę i wkładając ją do wiadra. Kochał wędkarstwo. Znajdowało się na jego liście pięciu rzeczy potrzebnych do przeżycia. 
A co ze Stylesem i Tomlinsonem? 
Harry pomagał w piekarni w której, kiedyś pracował, a Lou spędzał czas z Eleanor i swoimi siostrzyczkami. 
A no tak, jest jeszcze Daniel. Nasz pan Whitlock przebywał ze swoim młodszym rodzeństwem w Wesołym Miasteczku i ciągle myślał o Alex.  


* film wymyślony przeze mnie.
** brytyjski odpowiednik ,,You can dance. Po prostu tańcz''. 

*** w rzeczywistości mały Theo urodził się 16 lipca 2013 r. , ale ja na potrzeby bloga zmieniłam datę jego narodzin.
**** z arab. Niech żyje w pokoju. 



Za wszelkie błędy przepraszam. 
Nie mam pojęcia, kiedy pojawi się następny rozdział. 
Zadawajcie pytania.
Jeszcze rozdział lub dwa i stanie się coś co zaważy na całej historii. 

Pozdrawiam :)






środa, 27 sierpnia 2014

1.57


OCZAMI ALEX
Nie wiem, czy dobrze zrobiłyśmy, ale postanowiłyśmy pójść na ten durny casting. Siedziałyśmy na trybunach stadionu Wembley i czekałyśmy na swoją kolej.
W ,,jury'' siedziały trzy osoby. Producent filmu, scenarzystka oraz jeden z aktorów,czyli Dylan. Denerwowałam się. Jak cholera. Obgryzałam przez, to paznokcie. 

- Lex, przestań. - syknęła Klaudia. 
- Denerwuję się ...
- Zauważyłam. - prychnęła, po czym złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się pocieszające. Jak dobrze, że ją mam. Ją i pozostałą tr ... dwójkę. 
- PAULA KENNEDY! Zapraszamy, 
Siedząca przed nami szatynka zagryzła wargę i ruszyła w stronę jury.
Przywitała się i zaczęła rozmowę.
Po pięciu minutach musiała pokazać swój talent.
Postanowiłyśmy, że ona i Nadia zatańczą, Klaudia pokaże coś z gimnastyki (na zajęciach z wychowania fizycznego miała z tego szóstkę), a ja ... zaśpiewam. Boże.
Po tańcu musiała przeczytać wraz z Dylanem kawałek scenariusza na role. 

Po niej została poproszona Klaudia, następnie Nadia, a na końcu ja. 
- Dzień dobry, co możesz nam pokazać?
- Zaśpiewam piosenkę pt,,Hit the lights'' Seleny Gomez. 
- Proszę bardzo. 
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam śpiewać. 
- To chłopak, któremu nie powiedziałaś "podobasz mi się",
to dziewczyna, której pozwoliłeś odejść.
To ten koleś, którego widziałaś tamtego dnia w pociągu,
ale spanikowałaś i odeszłaś.
To samolot, który chcesz złapać do Vegas,
to rzeczy, które obiecałeś sobie zrobić przed śmiercią.
To miasto miłości, które czeka na Ciebie,
ale jesteś zbyt wystraszony, by polecieć.
Uderz w światła,
Pozwól, by muzyka Cię poruszyła!
Zatrać się tej nocy, 
Ożyw się!
Daj się ponieść chwili, 
Strać kontrolę tej nocy! x2 ... i tak dalej. 
Kiedy skończyłam jury oraz ,,widownia'' zaczęli bić mi brawo. 
- Dziękuję. 
Następnie tak, jak reszta dziewczyn przeczytałam z Dylanem kawałek scenariusza. 
Pierwszy z dwóch odcinków zaczynają kręcić w poniedziałek, więc do soboty dadzą nam znać, czy się dostałyśmy. 
Dziewczyny poszły do domu, a ja ruszyłam w stronę parku, gdzie umówiłam się z Danem. Mój chłopak stał przy wejściu. Miał na sobie czarne adidasy, ciemne wąskie jeansy oraz kremową bluzkę z długim rękawem.
Na mój widok uśmiechnął się szeroko. 
- Hej kochanie. - dałam mu całusa i mocno go przytuliłam. Pachniał swoimi perfumami. 
- Hej. To, gdzie idziemy? - zapytał łapiąc mnie za rękę. 
- Spacer, a potem możemy pójdziemy do knajpki mojego wujka i cioci?
- Może być. 
Ruszyliśmy na ,,romantyczny'' spacer po Londynie opowiadając sobie, to co wydarzyło się u nas przez te parę dni. 
Uśmiechnęłam się. 
Przy, nim czuję się jakbym była na swoim miejscu. Pasujemy do siebie, jak pączek z dżemem albo masło orzechowe i banany. 
Cieszę się, że zgodziłam się z, nim być. Kocham go. Na serio. 
Czasami jedynie moja głupia podświadomość piszczy, że próbuję zatuszować związkiem z Danem uczucie do, kogoś innego. Wtedy mam ochotę krzyczeć. 
- Hej, coś się stało? Wyglądasz na zdenerwowaną. 
- Nie, po prostu jestem zmęczona. - skłamałam. Uśmiechnął się i cmoknął mnie w czoło.
Po trzydziestu minutach weszliśmy w uliczkę, gdzie znajduje się knajpa mojego wujostwa. 
- Wiesz ... może, to nie za dobry pomysł abyśmy tam szli ...
- Nie mów, że boisz się mojej rodzinki? Daj spokój kochanie, nie zjedzą Cię. 
- Ale ...
- Żadnego, ale. Ja poznałam Twoją rodzinę. Moja jest w Polsce, ale Ci tutaj, to też moja rodzina i chcę żebyś ich poznał. Chodź. A po za tym przecież ich znasz. Kumplujesz się z Adamem i Mattem.
Zwiesił głowę w proteście. Objęłam jego szyję ramionami i przytuliłam się do niego. Poszliśmy w stronę wejścia. 
- Dzień dobry!
- Lexie! 
Ciocia na mój widok uśmiechnęła się szeroko. Z podniesioną brwią spojrzała na Dana, który wyglądał jakby miał się zaraz posikać ze strachu. Boże. I on śmie się nazywać facetem?
- Dan? 
- Dobry pani Kessler ...
- Ciociu? Dan i ja ... Chodzimy ze sobą. 
- Na prawdę? To cudownie! - krzyknęła i mocno nas uściskała. - Długo, to trwa?
- Prawie dwa tygodnie. - rzucił Dan z dumą. Oj. Aż mi się ciepło zrobiło. 
- Siadajcie. Należy się wam coś pysznego. - ruszyła w stronę kuchni. - Boże, jak ja kocham miłość. - mruknęła pod nosem. Zaśmialiśmy się. 
Usiedliśmy przy jednym ze stolików. 
Po pięciu minutach ciocia przyniosła nam ogromną kanapkę, którą musieliśmy zjeść wspólnie. 
A do tego dostaliśmy po szklance lemoniady brzoskwiniowej. 
Ja pierdolę. 
Nigdy się tak nie najadłam. 
-Chyba nie ruszę nic do jutrzejszej kolacji. - jęknęłam.
- Ja tak samo. - burknął Whitlock i złapał się za brzuch. 
Wzięłam głęboki wdech, a potem wydech. Boże. 
- Czuję się jakbym miała zaraz urodzić. 
- Niepokojące jest, to, że ja też. 
Zaśmialiśmy się. 
Pogadaliśmy jeszcze trochę z ciocią, po czym Dan odprowadził mnie do domu. Pocałował mnie mocno i ruszył w stronę studia, gdzie mają mieć niedługo próbę. 
Dziewczyny siedziały w salonie i oglądały ,,To tak leciało''* i wydurniały się śpiewając razem z uczestniczką. 
- Hejka mordy. - rzuciłam i poszłam do kuchni po sok. 
- Siema grubasie! - usłyszałam słodki głos Klaudii na co zachichotałam.
Chwyciłam butelką z sokiem oraz szklankę i poszłam do salonu. Wpakowałam się między Nadię, a Paulę. Klaudia siedziała na fotelu. 

- Co robiliście?
- Byliśmy na spacerze, a potem poszliśmy do ,,Jokera'' na kanapkę. 
- Tak się zastanawiam ... Ciekawe, czy ten koleś na prawdę kocha Natalię, czy ma syndrom wieku średniego? - zapytała Klaudia.
Wzruszyłam ramionami. Na prawdę mało mnie, to obchodzi. 
- Jestem pewna, że, to drugie. Normalny facet nie chciałby się związać z niepełnoletnią dziewczyną. - rzuciła Paula przełączając na inny kanał. 
Pokiwałyśmy głowami. Ciekawe tylko, kiedy się na tym przejedzie. 
- Bardzo bym chciała usłyszeć, że zaszła z, nim w ciążę. Albo, że ją zostawił. 
- Nie tylko, ty. - mruknęłam. 
- Okej, koniec gadania o tej idiotce. Pogadajmy o miłości. 
- O miłości? - spojrzałyśmy na Nadię z podniesionymi brwiami. 
- No co? 
- Jakoś nie mam ochoty słuchać, jak Klaudynka obściskiwała się z Liamem. Jestem na, to za młoda. - wzdrygnęłam się. 
- A, skąd wiesz, że całowałam się z Payne'm? - zapytała opanowana Miler. Westchnęłam. O mało co nie walnęłam dłonią w czoło.
- Kiedy wracaliście ze spacerku po koncercie w Luton trzymaliście się za ręce. Co jest pewne, że także się całowaliście. Mam nadzieję, że tylko całowaliście. 
- Hehe ...
- Czy ja Ci wypominam, że całujesz się z Danem? Nie. Więc cicho. 
- Przecież nie jestem zła. Cieszę się. Pasujecie do siebie, kochanie. 
- Super. 
Resztę dnia spędziłyśmy przed telewizorem i ... grałyśmy w chowanego. Na prawdę się nam nudzi. Boże, jakie my jesteśmy dziwne. Klaudia schowała się za krzakiem w ogrodzie i Nadia szukała ją dobre dwadzieścia minut.A Paulina? Eh. Ukryła się u naszej sąsiadki. 
Kiedy Naduśka ją szukała mi i Klaudii troszeczkę się przysnęło. 
W końcu Paula sama się znalazła. Nad o mało jej nie udusiła. 
- Puść ją! - siłą odciągnęłam ją od lekko przerażonej Kennedy. Jeszcze nigdy nie widziałam, aby Nad była aż tak wkurzona. 
- Ja ... o mało ... nie ... zwariowałam!
- To chyba przez tą durną grę. Jesteśmy na nią za stare. - zachichotała Klaudia, a my do niej dołączyłyśmy.
Po tej durnej zabawie przebrałyśmy się w piżamy i do 2.00 oglądałyśmy telewizję.
W końcu zasnęłyśmy na podłodze przytulone do siebie. 

OCZAMI PAULINY 
Zerknęłam na swoje odbicie w lustrze. 
Miałam na sobie obcisłe ciemne jeansy, czarne converse oraz białą koszulę.
Włosy rozczesałam i związałam w kucyk. 

Uśmiechnęłam się. 
Za godzinę miał po mnie przyjechać James. 
Podobno miał dla mnie jakąś niespodziankę. Zajebiście. 
Zeszłam na dół, gdzie były już dziewczyny. 
Nadia siedziała przy stole i zajadała kanapki z indykiem i pomidorem, Olcia robiła tosty, a Klaudia zalewała właśnie herbatę dla siebie i Nadii oraz kawę dla mnie i Oli. 
- Hejka. - wyciągnęłam z lodówki serek bananowy.
- O, której przyjeżdża Twój książę? - zapytała Klaudia. 
- O 12.00. Mam nadzieję, że, to nie będzie nic strasznego. - odparłam. 
Zalewałam płatki mlekiem, kiedy do drzwi naszego domu ktoś zapukał. Nad poszła otworzyć i po chwili wróciła do kuchni z moim chłopakiem.
- Cześć dziewczęta. - podszedł do mnie i dał mi całusa. - Hej śliczna.
- Hej kochanie. Gdzie mnie zabierasz?
- To niespodzianka. 
- Ale ...
- Wiem. Nie lubisz niespodzianek. - westchnął. 
- No właśnie. Nie lubię niespodzianek. Co w tym zdaniu jest dla Ciebie niezrozumiałe? 
- Że nie lubisz niespodzianek. - rzucił na co dziewczyny roześmiały się wesoło. 
- Właśnie. Nie lubię niespodzianek. 
- Oj tam. Będzie, okej. Zobaczysz. 
Dopiłam herbatę i zapakowałam się do samochodu. 
James odpalił i ruszył na zachód. Całą drogę słuchaliśmy radia i gadaliśmy o głupotach. 
Nie zwracałam uwagi, gdzie jedziemy aż nie zauważyłam tabliczki z napisem ,,Falmouth''.
- Jim ... gdzie my jedziemy do cholery?
- No ...
- James. - warknęłam. Westchnął. 
- Jedziemy na obiad do moich rodziców. - wymamrotał.
Nastała cisza. Byłam w szoku. 
Poznam jego rodzinę. Poznam jego rodzinę. O cholera. To się nie dzieje na prawdę. 
- Nie mogłeś mnie uprzedzić?! Ubrałabym się inaczej. 
- Wyglądasz pięknie. Jak zawsze ...
- Nie podlizuj się. I tak Ci się oberwie. - mruknęłam. Znowu cisza. 
Czułam, że loczek zrobił się spięty. Pięknie. To ja powinnam być spięta. Pięknie. 
- Okej, co powinnam o nich wiedzieć?
- Moja mama nazywa się Jenna. Pracuje w szpitalu jako kardiolog. Kocha książki. Najbardziej sensacyjne. Tata ma na imię Eric. Jest psychologiem sportowym. Uwielbia wszystko co włoskie. Mam dwie siostry. Obie są młodsze. Jules niedługo skończy szesnaście lat. W przyszłości chce zostać weterynarzem. Jak widzi bezpańskiego psa, to od razu chce go wziąć do domu. Ma dobre serduszko. Do zwierząt. Dla ludzi potrafi być wredna. Ale tylko jeżeli ten ktoś sobie zasłużył. Hannah jest dwa lata młodsza od Jules. Chodzi do szkoły plastycznej. Ma zamiar zostać artystką. Często mnie rysuje. I niepokoi mnie, to, że na większości jej rysunków przypominam Bilbo Bagginsa z Hobbita. - rzucił ze zmarszczonym czołem. Roześmiałam się radośnie. 
- Wspaniale ... Cholera. Nie mam dla nich żadnego prezentu ...
- Nie musisz im nic kupować. 
- Przestań. Mógłbyś się zatrzymać w jakimś sklepie?
- Pewnie. - westchnął, ale zatrzymał się przy jakimś sklepie wielobranżowym. 
Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do środka.
W końcu mamie Jamesa kupiłam bukiet białych róż, które podobno uwielbia, a tacie butelkę czerwonego wina. Dziewczynom wzięłam po dużej czekoladzie. 

- Zadowolona?
- Bardzo, możemy jechać. 
Westchnął i ruszył. Zaśmiałam się pod nosem i dałam mu całusa po policzek. Uśmiechnął się. Po dwunastu minutach zaparkował przed małym, ale ładnym jednopiętrowym domem. Miał jasnożółte ściany oraz ciemny prawie czarny dach. Ogrodzony był siatką, a do środka prowadziła kamienna dróżka na, którą wchodziło się przez białą furtkę. 
James złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Nieśmiało podążałam za, nim. Zapukał. 
- Już idę!
Po chwili w progu stanęła niska kobieta po czterdziestce z burzą kręconych brązowych włosów i szarymi oczyma. Ubrana była w wąskie jeansy i szarą tunikę. 
- James!
- Cześć mamuś. - przytulili się. Przygryzłam wargę. 
- Nie mówiłeś, że przyjedziesz ... Zaraz, kto, to? - jej wzrok skierował się na mnie. 
- Dzień dobry pani Gordon, miło mi panią poznać. Jestem Paula. 
- Witaj dziecko ... Jesteś ...
- Moją dziewczyną. - James objął mnie ramieniem. Zacisnęłam wargi. 
- Twoja dziewczyna? - Jenna Gordon wyglądała na zachwyconą. Odciągnęła mnie od loczka i mocno przytuliła. - Tak się cieszę. Bardzo mi miło Cię poznać moje dziecko.
- I wzajemnie pani Gordon. - rzuciłam. kiedy już mnie puściła. Weszliśmy do środka. Każde pomieszczenie aż emanowało rodzinnym ciepłem. Kobieta zaprowadziła nas do salonu. 
Na skórzanej kanapie siedziała dziewczyna. Miała około szesnastu lat. Oglądała jakiś serial dla nastolatek i zajadała chipsy. - Kochanie ...
Odwróciła się w naszą stronę. Miała proste brązowe włosy sięgające obojczyków oraz w podobnym kolorze oczy. 
- Jimmy! - poderwała się i przytuliła brata. 
- Hej Julie. Stęskniłaś się za mną?
- Trochę ... A, kto, to?
Spojrzała na mnie. Miała takie same oczy, jak mój chłopak. 
- Paula. Dziewczyna Twojego brata. 
- Dziewczyna? Ulala. Ładna jesteś. Nie tak, jak ta poprzednia. Masakra. 
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się. 
- A, gdzie tata i Hann? - zapytał, kiedy usiedliśmy w jadalni przy stole. Jadalnia Gordonów utrzymana była w odcieniach beżu i zieleni. 
- Tata w pracy, a Hannah poszła na basen z koleżankami. Czego się napijecie?
- Poproszę herbatę. - odparłam. 
- A ja kawę. 
Pani Jenna poszła do kuchni, a my zaczęliśmy rozmowę z Jules. Była normalną szesnastolatką z miłością do zwierząt. Miała też urocze poczucie śmiechu.
Nie wiem, czego się bałam. 

Jego młodsza siostra oraz mama przyjęły mnie z otwartymi ramionami. Ciekawe, jak będzie z tatą i drugą siostrą.



Hej. 

W końcu jestem.
Ciekawe, czy ktoś zauważył moją nieobecność. 
Rozdział średni według mnie. 
Ale trudno. 
Zadawajcie pytania. Mnie i bohaterom.
Pozdrawiam i do usłyszenia :)
















środa, 6 sierpnia 2014

IMAGIN III

Oni sobie chyba żartują. 
Dlaczego akurat mnie, to spotyka ? Czemu ? 
Pakowałam walizkę na wyjazd do Londynu. Niby nic wielkiego, ale zawsze musi być haczyk. 
Cały ten tydzień, który mam spędzić wraz ze swoją młodszą siostrą u naszych dziadków będzie spędzał także znany zespół One Direction. 
Nicole ich uwielbia. A najbardziej Stylesa. 
Ja za nimi nie przepadam. Muzykę mają spoko, ale jakoś ich nie lubię. Nie wiem, czemu. Mój gust muzyczny ogranicza się do rocka i indie rocka. 
- Mamooo, muszę tam jechać? - jęknęłam. 
- Kochanie, dobrze wiesz, że babcia się za Tobą stęskniła. Philip też. Nie widziałyście ich rok. - odparła i cmoknęła mnie w czoło. Westchnęłam. 
Widywanie się z nimi jest dość ciężkie. 
Oni w Londynie, a my w Bostonie. 
Moja mama miała dwadzieścia lat, kiedy dziadek Kevin, czyli jej tata zmarł. Babcia Elizabeth poznała Phila osiem lat później. Ślub wzięli niedawno, z trzy lata temu. Tworzą wspaniałą parę. Wyglądają, jak zakochani nastolatkowie. 
- No dobrze, ale jak Nicole zmusi mnie do śledzenia One Direction, to będę mogła ją zatłuc? Albo, chociaż zamknąć w piwnicy? - zapytałam z prośbą. Mama roześmiała się radośnie, po czym potargała mi włosy i wyszła na korytarz. Westchnęłam i zabrałam się za dalsze pakowanie. Mimochodem zerknęłam na plakat wiszący nad moim biurkiem. The Horrors. Zespół, który wielbię od trzech lat. Jeszcze zobaczycie, że wyjdę za Farisa. 
Zapięłam walizkę i rzuciłam się na łóżko. Ja nie chcę !!!

                                                         ***
Siedziałyśmy już w samolocie. 
Do lądowania pozostała godzina. 
Siedziałam czytając książkę, natomiast Nicole przeglądała gazetę. 
- Cat?
- Hm? - mruknęłam i spojrzałam na Nicole. 
Tak bardzo się różnimy. I wyglądem i charakterem. Jedynie oczy mamy takie same, jasnobrązowe. Ja mam falowane rude włosy, a ona jest blondynką. Do tego wzrost. Ja wysportowana dzięki koszykówce dziewczyna mierząca metr siedemdziesiąt trzy. Ona smukła i szczupła miłośniczka zakupów o wzroście równym metr sześćdziesiąt. 
Chociaż między nami są dwa lata różnicy i często się kłócimy, to oddałabym za nią życie.
- Myślisz, że zobaczę One Direction ?
- Nie mam pojęcia Nic. Jeżeli będziesz chciała, to babcia na pewno pozwoli Ci iść i ich zobaczyć. Ale beze mnie. - mruknęłam. 
- Czemu, ty ich tak nie lubisz? - zapytała. 
- Nie wiem. Ale obiecuję, że nie będę na nich wrzucać przez cały wyjazd. 
- Chociaż, to. - westchnęła. Roześmiałyśmy się. 
O godzinie 13.00 wylądowałyśmy na lotnisku w Londynie.
Odebrałyśmy bagaże i wypatrywałyśmy Philipa, który miał po nas przyjechać. 
- Jest !!! - Nicole wskazała palcem na naszego ,,dziadka''.
Średniego wzrostu facet po sześćdziesiątce z siwawymi włosami patrzył się na nas z ogromnym uśmiechem. 
Ruszyłyśmy w jego stronę biegiem. 
Rzuciłyśmy się mu na szyję. Jak zawsze pachniał miętą i dymem z fajki. 
- Cześć dziewczynki, ale urosłyście. Panowie ustawiają się zapewne w kolejce. 
- Ta ... walą drzwiami i oknami. - prychnęłam. 
- Daj spokój Cat, a Matt? - zapytała. Spojrzałam na swoją siostrę z miną pt ,, To już wolałabym jednego z 1D''. Parsknęła śmiechem. 
Chwilę później siedzieliśmy w Fordzie Philipa. W środku pachnie odświeżaczem powietrza o zapachu lasu oraz perfumami babci. 
Po mniej więcej godzinie zatrzymaliśmy się przed ślicznym jednorodzinnym domkiem całkiem w stylu brytyjskim. Brązowa cegła, białe framugi oraz ... różowe drzwi, pomysł naszej crazy babci. W małym ogródku rosną pięknie pachnące kwiaty pasujące kolorem do drzwi. 
Uśmiechnęłam się.
Tyle wspomnień. 

Lola na kanapie 
Gdy byłyśmy mniejsze częściej tutaj przyjeżdżałyśmy. Nawet na całe wakacje. 
Weszliśmy do środka. 
Pociągnęłam nosem. Oho. Babcia piecze coś pysznego. 
Następną rzeczą, którą zarejestrowałam było szczekanie. 
- Lola! - podbiegła do nas suczka, którą babcia zaadoptowała pięć lat temu. Jest prześliczna i taka kochana. 
Zaczęła lizać nas po twarzach. Zaśmiałyśmy się. 
- Przyjechały ... 
- Babcia! 
Podbiegłyśmy do niskiej kobiety po sześćdziesiątce i mocno ją przytuliłyśmy. 
Pachniała tak, jak zawsze. Płynem do prania oraz różami. - Tak się za wami stęskniłam. - powiedziała i dała nam po całusie w czoło. 
- My za Tobą też. Mama bardzo was przeprasza, że nie mogli z tatą przyjechać, ale nie dostali wolnego w pracy. 
- Nic się nie stało. Ważne, że wy przyjechałyście. - powiedziała. Usiedliśmy w kuchni, gdzie babcia podała nam obiad. Kurczaka, sałatkę i ziemniaki. Zjedliśmy jeszcze ciasto owocowe, po czym wraz z Nicole poszłyśmy się rozpakować. Zawsze śpimy w tym samym pokoju. 
Zielone ściany. Białe meble. Z okna widać Tamizę oddaloną jakieś trzydzieści kilometrów.
Usiadłam na swoim łóżku i uśmiechnęłam się szeroko. 
Cieszę się, że tu przyjechałam. Bardzo się stęskniłam za tym miejscem. 
- I co wariatko? Nadal uważasz, że źle zrobiłaś iż tutaj przyjechałaś?
- Nie, już nie ... I nie mów na mnie wariatka, bo znajdę Stylesa i nagadam mu o Tobie parę rzeczy. - mruknęłam. Zachichotała i otworzyła walizkę. Po rozpakowaniu się poszłyśmy z Lolą na mały spacer po okolicy. Spotkałyśmy paru znajomych z, którymi spotykamy się, gdy tutaj przyjeżdżamy. 
- PATRZ CAT! PATRZ!
Spojrzałam tam, gdzie Nicole.
Na wielkim bilbordzie znajdowali się panowie z One Direction i wielki napis :
,,JUTRO O GODZINIE DWUDZIESTEJ CHŁOPAKI Z 1D DAJĄ KONCERT W KLUBIE BOOMER PRZY LONDON EYE. WSTĘP DZIESIĘĆ FUNTÓW. SERDECZNIE ZAPRASZAMY''. 

O nie. Tylko nie, to. Błagam. 
Przecież byłam grzeczna. Uczyłam się, nie biłam facetów, jadłam brukselkę. Dlaczego?!
- Cat ...
- Nawet o tym nie myśl Nic! Nigdzie z Tobą nie pójdę! 
- Ale ... babcia samej mnie nie puści! No, proszę! Zrobię wszystko co będziesz chciała, ale pojedź ze mną! Błagam! - z przerażeniem patrzyłam na klękającą przede mną blondynkę. Zagryzłam wargę i rozejrzałam się. Ludzie się na nas patrzyli. Jęknęłam. 
Moja godność pojechała na Kubę i nie ma zamiaru wracać przed Sylwestrem. 
- No dobra! Tylko już wstań. Ludzie się gapią. - syknęłam. Pisnęła i rzuciła mi się na szyję. Boże ... za jakie grzechy. Po powrocie do domu ja zasiadłam z babcią i Philem w salonie, a Nicole poszła na górę zadzwonić do swoich koleżaneczek, aby się pochwalić.Babcia się zgodziła, pozwoliła nam nawet pożyczyć samochód, jeżeli wrócimy przed północą. Ma, to, jak w banku. Godzina i uciekam. 

                                                         ***

- Jak wyglądam?
- Super. 
Nicole miała na sobie czarną spódniczkę z falbankami do ud, złoty top wiązany na szyi oraz szpilki w kolorze spódniczki. Swoje falowane blond włosy upięła w koka, a makijaż? Tusz do rzęs, puder, błyszczyk i bladozłoty cień do powiek. 
Ja natomiast założyłam obcisłe czarne rurki, swoje ukochane żółte martensy oraz biały top z napisem ,,Żyję dla czekolady''. 
Swoje dziwne rude włosy związałam w kitkę, a jeżeli chodzi o makijaż, to użyłam jedynie tuszu i błyszczyka malinowego. 
- Ty też ślicznie. Jesteś prześliczna Cat, na serio. - cmoknęła mnie w policzek i mocno przytuliła. - Dziękuję. 
- Nie ma za co. I, dzięki. Chodź zanim się rozmyślę. 
Wzięłyśmy torebki, pożegnałyśmy się z babcią i Philem, wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy w stronę Klubu Boomer. 
Na miejsce zajechałyśmy po trzydziestu minutach. Durne korki. 
Przez tłumy stojące przed Klubem musiałyśmy zaparkować kilometr dalej. Stanęłyśmy w kolejce, a ja zaczęłam się rozglądać. Ze zgrozą zauważyłam, że jestem tutaj chyba najstarsza. Przecież ja mam tylko dziewiętnaście lat! Co tu się dzieje ...
Zapłaciłyśmy dwadzieścia funtów i weszłyśmy do środka. 
Klub wyglądał, jakby przeniesiono go z lat siedemdziesiątych, kiedy królowało disco, rock progresywny i hard rock oraz narodziła się subkultura punków. Stanęłyśmy z Nicole przy ścianie bardzo blisko sceny. Tylko tam było wolne miejsce. Piętnaście później właściciel Klubu serdecznie nas przywitał i zaraz po, nim na scenę weszli panowie z One Direction. 
Na widok Stylesa Nic o mało co się nie posikała. Boże. 
Może wyglądał lepiej niż na stronach gazet, ale bez przesady. 
- Cześć wszystkim. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić. - powiedział ... Niall? Chyba tak. Ten blondynek z Irlandii. 
- Zaczynamy! - krzyknął Styles. I się zaczęło. 
Oni śpiewają. Fanki piszczą, a niektóre nawet płakały. 
Ja zaraz zwariuję!
- Nic ? Idę się przewietrzyć ...
- Co ? Źle się czujesz?
- Trochę mi duszno. Zaraz wrócę. Jakby co dzwoń. 
- Pewnie. 
Zaczęłam się przeciskać w stronę wyjścia. 
Stanęłam przed budynkiem i zaciągnęłam się powietrzem. O wiele lepiej. 
Usiadłam na schodach i wyciągnęłam papierosy. Cienkie i miętowe. Jedyne, które toleruję. I, to tylko wtedy, gdy na prawdę muszę. 
Odpaliłam i zaciągnęłam się dymem. Przymknęłam oczy.
Pół godziny później miałam wracać do środka, ale zobaczyłam coś co mi, to uniemożliwiło. Po drugiej stronie ulicy stała dziewczynka mogła mieć z piętnaście lat. Ale, to nie, to sprawiło, że się przestraszyłam. Dwóch chłopaków chyba w moim wieku próbowali ... domyślcie się co. 
Postanowiłam działać. 
- Ej! Zostawicie ją! - ruszyłam w tamtą stronę. Dziewczynka była cała zapłakana. 
- Co laluniu, chcesz się dołączyć? - powiedział jeden z nich i oblizał wargi. 
- Pewnie ... - stanęłam przed, nim. Dotknął mojego policzka i wtedy odezwała się moja wojownicza natura. Ma pecha, że chodzę na lekcje samoobrony. Parę ruchów i leżał na ziemi. Jego kumpel patrzył na mnie z przerażeniem. - Też chcesz dostać?
Pokiwał przecząco głową, pomógł wstać koledze i obaj uciekli. Tchórze. 
- Wszystko, okej? - podeszłam do dziewczynki. Pokiwała główką i mocno mnie przytuliła.
- Dziękuję. - szepnęła. 
- Nie ma za co. A tak przy okazji, to skąd się tu wzięłaś? Późno jest. 
- Ja ... Chciałam iść na koncert 1D, ale oni mnie zaczepili ... Gdyby nie, ty ...
- Ej, nic się nie stało. Chodź. 
- Ale ... ja muszę wejść od drugiej strony. 
- Co? - spojrzałam na nią za zdziwieniem. 
- Bo ... jestem siostrzenicą Paula Higginsa, ochroniarza chłopaków. 
O ja pierdolę. To nieźle wdepnęłam.
Zagryzłam wargę i spojrzałam na jej smutne niebieskie oczy. 

- No dobra, a wiesz, jak wejść do środka od tyłu?
- Tak. 
- Super ... Chodź, odprowadzę Cię. 
Przeszłyśmy na drugą stronę ulicy i weszłyśmy na ,,podwórko'' za Klubem. Po lewej stronie były metalowe drzwi. 
- A, jak masz na imię? - zapytałam. 
- Molly. A, ty?
- Cat. 
Molly zapukała do drzwi, ale nikt nie odbierał, więc postanowiła zadzwonić do swojego wujka. Po minucie w drzwiach stanął postawny mężczyzna z brązowymi włosami, piwnymi oczyma i lekkim zaroście. 
- Molly, gdzie, ty ... Kto, to?
- Cat ... pomogła mi. 
- Pomogła? W, czym? - zdziwił się. Opowiedziała mu całą historię. Pan Higgins po wysłuchaniu opowieści objął Molly ramionami i mocno ją przytulił. Następnie podziękował mi serdecznie. 
- Nie ma za co. Nie mogłam patrzeć na coś takiego ...
- Paul? Z, kim rozmawiasz? 
No pięknie.
Na widok Stylesa stojącego za Paulem o mało co nie przeklęłam. 

- Molly ... Prawie została zgwałcona ...
- Co?! Który, to?! 
- Spokojnie Hazza, Cat mi pomogła. - niebieskooka mnie przytuliła. 
Zielone, jak agrest oczy Stylesa skierowały się na moją osobę. Uśmiechnął się ... chyba ... uroczo. Wywróciłam oczyma. 
- O, Cat? Urocze imię. 
- Dziękuję. Mama mi wybrała. 
Znowu się uśmiechnął. Boże, niedobrze mi. 
- Koncert się skończył ... może poszłabyś ze mną na kawę?
- Nie lubię kawy. - skłamałam. 
- To może herbata ?
- Sorki Styles, ale nie przepadam za Tobą. Więc ... podziękuję. Ja lecę. Cześć Molly. Do widzenia panie Higgins. 
- Do widzenia, i dziękuję jeszcze raz.
Uśmiechnęłam się i wróciłam pod Klub, aby zaczekać na Nicole. 

Przyszła po dziesięciu minutach, bo musiałam wziąć autografy od całej piątki. 
- Jestem taka szczęśliwa !!! Dziękuję Cat !
- Nie ma za co, ale już jedźmy. Mam ochotę na gorącą czekoladę. 
Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu. 
Przebrałyśmy się w piżamy i zeszłyśmy na dół do babci i Phila. 
Nic opowiadała im o koncercie, a ja popijałam gorącą czekoladę. To o wiele lepsze od kawy z Harrym Stylesem. Zdecydowanie. 





Hej. 
Krótki ale trudno.
Mam zrobić drugą część czy tak, to zostawić ?
Podawajcie ulubione cytaty.
Pozdrawiam, Aleks <3